czwartek, 25 lipca 2013

INFORMACJA !

MUSZĘ ZAKOŃCZYĆ PISANIE TEGO OPOWIADANIA. MOIM ZDANIEM TO NIE WYSZŁO. BĘDĘ PRÓBOWAĆ DALEJ, WIĘC ZAKŁADAM NOWEGO BLOGA, Z NOWYM OPOWIADANIEM. BĘDZIE TO COŚ PODOBNEGO DO TEGO LECZ COŚ INNEGO. TYM RAZEM O WIELE BARDZIEJ SIĘ DO OPOWIADANIA PRZYŁOŻĘ WIĘC MAM NADZIEJE ŻE TO WYJDZIE. NIEDŁUGO PODAM LINK DO NOWEGO OPOWIADANIA.
BARDZO DZIĘKUJĘ TYM KTÓRY TO CZYTALI A W SZCZEGÓLNOŚCI : NATALII, KASI, OLI, ROKSANIE ;3
MAM TYLKO NADZIEJĘ ŻE NASTĘPNE OPOWIADANIE BĘDZIECIE CZYTAĆ. KOCHAM WAS ♥

sobota, 13 lipca 2013

Rozdział IX ♥

*** Oczami Justina ***
Nie wiem jak mam wytłumaczyć to co właśnie powiedziałem rodzicielce. Tak było to prawdą, kochałem ją. Wiedziałem że kiedyś muszę jej to powiedzieć, ale teraz muszę zadbać aby wszystko z nią było dobrze, i aby miała wreszcie normalny dom.
- Mamo, proszę pomóż ! - mówiąc to czułem że łzy cisną się do moich oczu
- Idź z nią do samochodu i jedź do szpitala - bardziej rozkazała niż doradziła.
Chwilę później obydwoje byliśmy w drodze do szpitala. Droga dłużył sie niemiłosiernie. tak bardzo się o nia bałem. Nie wybaczę sobie gdy ona odejdzie.
Po dziesięciu minutach byłem na miejscu. Szybko wysiadłem i poszedłem do drzwi pasażera. Lekko wyjąłem nadal nie przytomną dziewczynę.  Pośpiesznym krokiem poszedłem z nią do środka budynku. Po drodze ze strachu prawie upuściłem Charlotte, lecz chwilę później bezpiecznie byliśmy na miejscu. Kiedy tylko wszedłem do środka od razu wzrokiem szukałem pomocy. Kiedy mój wzrok napotkał pielęgniarkę, nie musiałem nawet podchodzć bo ona już była obok nas. 
- Co się stało ? - zapytała spokojnym i opanowanym głosem
- Została zgwałcona - odpowiedziałem wystraszony
- Proszę za mną - rozkazała
Zrobiłem to co powiedziała. Szybkim krokiem szliśmy do jednej z sal budynki. Po drodze owa kobieta na chwilę weszła do jednego z pomieszczeń z którego zawołała lekarza. Chwilę później starszy pan szedł obok mnie. Kiedy już weszliśmy do wolnego pokoju lekarz kazał położyć mi Charlotte. Zrobiłem jak mi kazał. Chwilę później kazali mi wyjść z pomieszczenia. Nie rozumiałem o co chodzi. Chciałem być z nią, patrzeć na to co się z nią dzieje. Chwile chodziłem z jednego miejsca w drugie. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Tak bardzo się o nią bałem. Modliłem się do Boga o zdrowie dla niej, i aby wszystko dobrze się skończyło. Czas czas leciał nieubłaganie wolno. Nikt z sali nie wychodził. Zacząłem się jeszcze bardziej denerwować, chociaż nie wiem czy można było jeszcze bardziej niż ja robiłem to teraz. Kiedy wreszcie po godzinie która wydawała się być wiekami z pomieszczenia wyszedł lekarz. Bez chwili zastanowienia podszedłem do niego, i zapytałem :
- Doktorze co z nią  ? - pokazałem ręką na drzwi za którymi leżała dziewczyna
- Jest pan kimś z rodziny ? - zapytał. Wiedziałem że teraz będę musiał skłamać bo inaczej się niczego nie dowiem
- Nie, ale jestem jej chłopakiem - odpowiedziałem
- Zapraszam do mojego gabinetu, tam wszystkiego się pan dowie, i wypełni dane pacjentki - nawet nie czekając na moją jakąkolwiek odpowiedź zaczął iść w stronę swojego gabinetu. Szybkim krokiem podążałem za nim. Kiedy chyba po raz trzeci skręciliśmy w prawą stronę ujrzałem drzwi z tabliczką na której widniało nazwisko lekarza. Weszliśmy do środka. Nawet się nie zatrzymując, stanął za swoim burkiem czekając aż ja tam podejdę. Kiedy to już uczyniłem wyciągnął rękę w moją stronę przedstawiając się : 
- Mike Black - również podałem mu swoją dłoń
- Justin Bieber - kiedy puściliśmy swoje ręce spojrzałem na jedną z ścian
Następnie spojrzał na mnie i odparł ;
- Proszę usiąść - wykonałem jego polecenie.
- Na początek pomoże mi pan wypełnić kartę pacjentki - schylił się do dolnej szafki swojego biurka, z której wyciągnął kilka kartek.
- A więc ... Jak się nazywa pacjenta ? 
- Charlotte Johnson
- Kiedy się urodziła ?
- 18 września 1994
- Gdzie mieszka ? 
I tu pojawił się kłopot. Nie wiedziałem co mam powiedzieć. Że mieszka w domu dziecka, czy powiedzieć prawdę że u tego skurwiela ? Lekarz patrzył na mnie oczekując odpowiedzi, a ja nie wiedziałem co odpowiedzieć
- Mieszka ze mną - kolejne kłamstwo, musiałem
- Jaki jest adres do Twojego domu ?
- Stratford 2054 Albert Street
- Dziękuję. - kiedy skończył notować informacje jakie mu podałem, jeszcze chwilę coś wypisywać na kartkach. Na końcu postawił pieczątkę i złożył swój podpis. Kiedy odłożył długopis na swoje miejsce, splótł swoje palce, i spojrzał kamienną twarzą w moją
- Więc jak już wiesz Charlotte została zgwałcona - spojrzałem na niego jak na debila. Nie, dla zabawy z nią tu przyjechałem. Nie odzywałem się, dając mu tym znak aby kontynuował.
- Nie był to jedno razowy gwałt. Działo się to już kilka razy, wiesz coś o tym ? - spojrzał na mnie podejrzliwie. Chyba ten idiota nie myśli że to ja ją gwałciłem ? Teraz jedyna na co miałem ochotę to roztrzaskać twarz mojego sąsiada. Wiem że tylko on to jej robił.
- Myśli Pan że ja jej to zrobiłem ? - zapytałem kpiąco, unosząc głos 
- Nic takiego nie powiedziałem, proszę się uspokoić - stał się bardziej stanowczy 
- Więc, większych obrażeń nie ma, lecz nie pokoi mnie jedna rzecz .. - powiedział to bardziej spokojnym głosem
- Jaka ? - kolejny raz zmartwienie mnie przytoczyło
- Chodzi o USG, coś jest nie w porządku, ale jeszcze nie wiem co  - teraz jego głos wydawał się zmartwiony
- O co dokładnie chodzi ? - zapytałem  ciekawy a za razem bardzo przestraszony
- Podejrzewam ciąże - powiedział tym samym tonem co poprzednio
Przez dłuższą chwilę nie mogłem nic powiedzieć. Ciąża ? W tym wieku ? Przecież ona się załamie. Teraz jeszcze bardziej wiedziałem że muszę jej pomóc. Jeśli okaże się to prawdą, pomogę jej wychować dziecko. Wiem że teraz uważasz mnie za idiotę, ale tak będzie. Jestem jej to dłużny po tym wszystkim co ją spotkało z mojej winy. Tylko =
 
]=-=jeszcze ona musi przyjąć moją pomoc. Mam nadzieję że tak będzie... Na sam początek będę się ubiegał, abym mógł bym jej prawnym opiekunem.
Chyba za długo tak rozmyślałem, bo aż lekarz zapytał czy wszystko dobrze.
- Mogę ją teraz odwiedzić ? - zapytałem będąc nadal w szoku
- Ona musi odpocząć.
- Proszę, chociaż na chwilę, muszę jej coś powiedzieć
- Tylko proszę nie mówić jeszcze o dziecku
- Dobrze, dziękuję
Pożegnałem się z lekarzem. Kiedy już wyszedłem z jego gabinetu udałem się do sali w której leżała Charlotte. Lekko i po cichu otworzyłem drzwi. Ujrzałem ją. Leżała taka bezbronna, krucha, bez sił. Była tak blada, jak te wszystkie ściany razem wzięte. Kiedy po raz kolejny tego dnia usiadłem na jednym z niewygodnych szpitalnych krzeseł. Delikatnie chwyciłem ją za rękę. Ani trochę się nie poruszyła. Spała. Może i to lepiej, Tak jak mówił lekarz - musi odpoczywać.
Siedziałem tak przy niej jeszcze dwie godziny, a następnie udałem się do domu.
*** Następnego dnia ***
Tego dnia po raz kolejny nie poszedłem do szkoły, od samego dnia siedzę przy szpitalnym łóżku Charlotte. Jej stan się nie poprawił. Nadal spała. Nikt jej nie odwiedzał, tylko ja tu siedziałem, martwiłem się. Co jakiś czas przychodziła pielęgniarka zmieniać kroplówki, podawać jej przeróżne leki. Raz przyszedł lekarz z którym wczoraj rozmawiałem na temat Charlotte. Zabrał ją na jakieś dwu godzinne badania. Kiedy przywiózł ją  s powrotem nie spała już. Bałem się tego jak zareaguje na to że jestem tutaj z nią. Kiedy łóżko wraz z nią było już na swoim miejscu lekarz tylko spojrzał na mnie, uśmiechnął się lekko i wyszedł. Spojrzałem na nią. Leżała mając głowę odwróconą w drugą stronę. Płakała. Nie wiedziałem co mam zrobić. Nie chciałem jej skrzywić. Nawet nie wiedziałem co mam jej powiedzieć.
- Charlotte ? - zapytałem niepewnie. Przerażanie było można usłyszeć w moim głosie
Nie odpowiedziała, tylko odwróciła głowę w moją stronę. Oczy miała całe zapuchnięte od płaczu. Podszedłem do łóżka, ponowie siadając na krześle. Nie odzywałem się, bo nie wiedziałem co mam powiedzieć.
- To już mój koniec - powiedziała cicho i ledwo słyszalnie. O co jej chodzi ? Jaki koniec ? Może majaczy ?
- Jaki koniec ? O co chodzi ? - pytałem ciekawy a za razem przerażony jak nigdy w życiu. 
- Wszystkiego Justin, wszystkiego - mówiąc to jeszcze bardziej się rozpłakała
- Nie płacz proszę. Teraz już nie pozwolę Cię nikomu skrzywdzić, obiecuję. Damy radę, razem - zapewniałem ją, będąc tego wszystkiego pewny
- Ale nie rozumiesz że nic nie będzie dobrze ? Matka mnie nie chce, włóczyłam się po domach dziecka, a kiedy znalazła się rodzina która mnie chciała to ojcec mnie ciągle gwałcił. Teraz przez niego mam dziecko które i tak muszę usunąć. - płakała bez końca, nie wiem skąd ona brała tyle siły.
Jednak to prawda. Jest w ciąży. Nie mogę jej pozwolić usunąć tego dziecka. Pomogę jej ze wszystkim. Ten skurwiel zapłaci za to wszystko co jej zrobił. Już ja do tego dopuszczę.
- Nie usuniesz go. Ja Ci pomogę. Obiecałem Ci to, więc tak zrobię. Wychowamy je razem ,a tamten skurwiel zapłaci za to. Damy radę.
Razem osiągniemy wszystko - Już w połowie tego zdania zacząłem płakać. Nie wstydziłem się tego. Teraz muszę się postarać aby wszystko w jej życiu zaczęło się układać na lepsze.
________________________
No i jest rozdział. Zdziwieni ? Charlotte w ciąży ? Już powoli jej horror zaczyna się kończyć.
Statystyki bloga zaczynają być co raz większe z tego się bardzo cieszę i bardzo Wam dziękuję. ;3
Następny postaram się dodać jakoś do środy.
PS. Jeśli jest ktoś kto chciałby być informowany o nowych rozdziałach niech w komentarzu napiszę swój nick z TT, lub link do fb. ;)

wtorek, 9 lipca 2013

Rozdział VIII ♥


*** Oczami Justina ***
Drzwi od pokoju chłopaka lekko i powoli się uchyliły. Zza nich wyłoniły się dwie sylwetki, dzieci. Zawsze na ich widok jego usta układały się w piękny uśmiech. Lecz nie tym razem. Właśnie to zdziwiło maluchy.
- Juśtin, cio się śtało ? - zapytała troskliwie dziewczynka
- Nic skarbie - odpowiedział swojej siostrze
- Nio dobzie, a pobawiś się z nami - pokazała swoim małym paluszkiem na siebie a następnie na brata który stał tuż obok
- No jasne, chodźcie do Was tam są zabawki - kiedy wstał, wziął dwójkę rodzeństwa na ręce i poszli do wspólnego pokoju dzieci
- Pobawimy się w lodzine ?  - zapytał niepewnie chłopczyk
- Jasne, braciszku - jego starszy brat potargał mu lekko włosy, dzięki temu mały chłopczyk zaczął się śmiać. Chciał mu oddać lecz wiedział że to niemożliwe, ponieważ starszy brat był od niego o wiele wyższy. Zaczął wyciągać swe małe rączki w stronę Justina a ten szybko go wziął i położył na łóżku, następnie poszedł po siostrę która patrzyła na swoich braci i śmiała się z nich. Ją również położył na łóżku, zaczął ich łaskotać. I tak zaczęła się ich wspólna zabawa. Chciaż przez chwilę chłopak zapomniał o Charlotte, lecz nie na długo...
*** Oczami Charlotte ***
Po raz kolejny w tym domu działo się to samo. Zaczęło to robić się regularnie i tak samo.
' Ojciec ' szedł do jej pokoju, kiedy właśnie rozmawiała z Justinem. Tak wiele chciała mu powiedzieć, w zasadzie to wszystko. Lecz wiedziała że nie może.
Podczas tej rozmowy rozpłakała się.
Zabrał jej telefon, wyłożył baterię, następnie odłożył na miejsce. Spojrzał na dziewczynę tym ohydnym zimnym spojrzeniem. Powolnym ruchem zaczął rozpinać swój rozporek. Chwilę później oczom dziewczyny ukazało się przyrodzenie James'a. Dobrze wiedziała co to znaczy. Tak bardzo nie chciała tego przechodzić znowu.
- Dalej suko ! - krzyczał jej prosto w twarz. Chwilę później na twoim policzku poczuła pieczenie. Dopiero po chwili zoriętowała się co się stało. Nieliczny raz z rzędu podczas jej pobytu w tym domu dostała w twarz. Zaczęła płakać, chciała się sprzeciwić, lecz bała się.
Nie miała innego wyjścia. Musiała to zrobić co kazał jej mężczyzna.
Wzięła penisa do ust i zaczęła go ssać. Z jej oczu wypływała coraz większa ilość łez.
Kiedy już skończyła, i doprowadziła go do wytrysku wiedziała że to jeszcze nie koniec. Znała już tą grę na pamięć.
Popchnął ją na łóżko, następnie zaczął zdzierać z niej ubrania. Ona tylko pod nosem prosiła żeby przestał, on tylko się śmiał. Kiedy leżała przed nim całkowicie naga, on zdjął pozostałe części swojej garderoby. Zaczął w nią wchodzić. Bardzo ją to bolało. Nawet nie próbowała krzyczeć, bo wiedziała że będzie dostawała za to w twarz. Zaczął co raz szybciej poruszać biodrami, sprawiając jej co raz większy ból. Ona tylko modliła się aby ten horror się już skończył. Kiedy James drugi raz tego dnia doszedł, wyszedł z dziewczyny, ubrał się i wyszedł. Zostawił ją, taką nagą, bezbronną, zapłakaną. Nie interesowało go jak ona teraz się czuje, ważne że jemu było dobrze.
Leżała sama, naga, bezbronna, w panicznym płaczu. Chciała tylko uciec od tego koszaru.
Czuła się jak szmata, brudna. Wiedziała że tego brudu nigdy z siebie nie zmyje.
Po godzinie doszła do siebie, lecz nadal była w tragicznym stanie psychicznym. Nagle do jej ciała napłynęła złość.Wyrzuciła ubrania jakie miała na sobie przez całym zdarzeniem, a następnie ubrała się w długie spodnie, od tego golf z długimi rękawami. Nie mogła patrzeć na swoje ciało, nienawidziła go. Usiadła na łóżku i zaczęła rozmyślać jak sie wyciągnie  z tego domu. Jedynym pomysłem był telefon do szatyna. Lecz bała się że ją wyśmieje, nie będzie chciał pomóc. Zaryzykowała. Wyciągnęła telefon i wykręciła odpowiedni numer. Po trzech sygnałach odebrał.
- Charlotte ? - jego oddech był nierówny i przyspieszony. Oznaczało to tylko jedno. Przeszkodziła mu. Chciała się rozłączyć, lecz jakaś siła jej na to nie pozwalała. Nie odzywała się przez jakiś czas, tylko płakała. Lecz zdobyła się na odwagę i powiedziała pierwsze zadanie :
- Justin.. Proszę, pomóż - bełkotała, jakby zaraz miała zemdleć
- Co się stało ? - mówił wystraszony do granic możliwości szatyn
- On mnie zgwałcił. Proszę pomóż - ostatnie siły wykorzystała na podawanie informacji chłopakowi
- Coo ? Jak ? Gdzie ? - już nie wiedział co mówi, był przeprażony
- Gdzie Ty wgl jesteś ? Zaraz po Ciebie będę, nie martw się, zaraz będzie wszystko dobrze - już nie myślał o czym innym tylko uratować dziewczynę
- W domu obok Ciebie - sygnał się urywał.
*** Oczami Justina ***
Kiedy tylko usłyszał co się stało dziewczynie, wiedział że musi ją jak najszybkiej zabrać z tego przeklętego miejsca. Jak powiedziała gdzie się znajduje, był w szkou. Jak przez ten cały czas mógł nic nie zauważyć. Przecież była obok.
Nie panował teraz nad sobą, chciał jak najszybciej znaleźć się obok niej.
Nawet nie powiedział bawiącemu się rodzeństwu że wychodzi, matce że ma iść ich przypilnować. Mniej niż minutę później był już na miejscu. Wiedział że sąsiedzi zawsze mają drzwi otwarte. Wszedł nawet bez pukania. Pierwsze co zobaczył to siedzącego na kanapie, zadowolonego James'a. Wiedział że to on skrzywdził dziewczynę. Miał ochotę go teraz zabić.
- Ty jebany skurwysynie, zabije Cię ! - nie czekał na odpowiedź mężczyzny
Podszedł do niego i zaczął się z nim najpierw szarpać, lecz później przerodziło się to w prawdziwą bójkę. Wiedział że ma nad nim przewagę. Teraz to nawet nie myślał o konsekwencjach.
Kiedy wiedział że już wygrał, , wstał i splunął na ledwo oddychającego mężczyznę. Zaczął biegać jak szaleniec po całym domu w celu poszukiwania dziewczyny. Był już w każdym pomieszczeniu i po dziewczynie ani śladu. Wszedł w ostatnie drzwi i ujrzał ją... Siedziała w kącie pokoju, zapłakana, wystraszona. Na ten widok aż jemu zachciało się płakać, ale wiedział że musi być teraz silny i pomóc dziewczynie. Nie mógł się poddać.
Podszedł do niej. Nie wiedział co ma zrobić. Jeszcze nigdy nie był w takiej sytuacji. Nie chciał jej skrzywdzić.
- Charlotte - powiedział cichym i spokojnym głosem.
Jej głowa lekko się uniosła, oczy ujrzały tego którego chciały ujrzeć. Ukucnął nad jej drobnym ciałem i spokojnie powiedział :
- Charlotte pójdziesz teraz ze mną. Zabiorę Cię stąd. Obiecuję że Ci pomogę. - modlił się tylko aby się zgodziła
Nie odpowiedziała tylko lekko pokiwała głową. Lekko i powoli wziął jej kruche, delikatne ciało na swoje silne ręce. Powoli zaczęli wychodzić z domu który zawsze będzie im kojarzył się z najgorszym. Kiedy byli w połowie drogi oczy dziewczyny zaczęły się zamykać, na ten stan chłopak bardzo sie przestarszył i zaczął iść szybciej.  Kiedy już weszli do domu, zaatakowała ich mama chłopaka :
- Gdzieś Ty był ? - kiedy zobaczyła że nie jest sam, i w jakim stanie jest dziewczyna od razu skamieniała. Nie wiedziała co ma powiedzieć.
- Co się jej stało ? - zapytała opiekuńczym głosem
- Mamo, kocham ją - Miłość chłopaka do dziewczyny można było zobaczyć nawet gołymi oczami.
_______________
 
Tak wiem miałam napisać wcześniej, ale są wakacje i tak wyszło.
Więc za nami 8 rozdział. Jak się podoba ? Jak myślicie co będzie dalej ?
Następny postaram się dodać jeszcze w tym tygodniu. ;)

poniedziałek, 1 lipca 2013

Rozdział VII ♥


*** Oczami Charlotte ***
Kiedy była już w pełni gotowa na spotkanie z Justinem, ktoś zapukał do drzwi jej tymczasowego pokoju. Zza drzwi wyłoniła się sylwetka dyrektorki placówki, opierunki oraz dwoje nieznajomych dziewczynie ludzi.
- Dzień dobry Charlotte. To są państwo Smith. - przedstawiła pani dyrektor parę dziewczynie.
- Dzień dobry - odpowiedziała w stronę chyba małżeństwa speszona nastolatka
- Ci państwo od dziś będą Twoimi rodzicami. Zabierają Cię z tego domu do siebie. - przekazała najdelikatniej informacje jak tylko umiała opiekunka
Dziewczyna nie była w stanie wypowiedzieć ani jednego słowa. Był to dla niej szok. Przecież to Justin miał zabrać z tego miejsca, a nie jacyś obce ludzie. Nie znała ich, nie wiedziała jacy są. Przecież mogą tylko przed opiekunkami, dyrektorką i wielu innym osobom grać dobrych, miłych życzliwych ludzi. Jeśli w rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Kiedy wszystko powolutku zaczęło się układać, znowu musiał przyjść ktoś kto to wszystko zepsuje.
Niekontrolowany wybuch płaczu ze strony dziewczyny bardzo zaskoczył osoby przebywające razem z nią w pomieszczeniu. Chwile później została sam na sam z opiekunką. Ona była jedyną osobą która rozumiała wszystko co teraz przeżywa Char.
- Charlotte skarbie, co się dzieje ? - zapytywała spokojnie, głaszcząc ręką plecy nastolatki, aby dodać jej otuchy.
- Ja tam nie chce iść. To Justin miał mnie zabrać stąd. Nie chce nigdzie z nimi iść. Proszę niech Pani coś zrobi... - mówiła załamanym głosem. Wszystko co mówiła było zupełną, czystą szarością. Naprawdę nie chciała mieszkać z tymi ludźmi. Już wolała mieszkać tu w domu dziecka niż z jakimś zupełnie obcymi ludźmi.
- Bardzo chciałabym Ci pomóc, ale nie mogę. Nie mam wpływu na to do jakiej rodziny pójdziesz. Widać że naprawdę polubiłaś tego Justina - uśmiechnęła się lekko
Nastolatka tylko się zarumieniła, unosząc wargi lekko ku górze. To była prawda, co przed chwilą powiedziała kobieta. Tak zaczynała lubić tego chłopca, a nawet mu ufać. Wiedziała że wszystko co do niej mówi jest prawdą.
- Wie Pani gdzie teraz będę mieszkać ? - zapytała już bardziej uspokojona
- Wiem tylko że w Stratford - ta informacja jeszcze bardziej przybiła dziewczynę.
Tak bardzo nie chciała tam mieszkać. To przecież tam odbywa się jej największy życiowy koszmar. Teraz to mieszkałaby wszędzie tylko nie tam.
- Coś nie tak ? - zapytała z troską kobieta
- Nie chce tam mieszkać. Tam przeżywam horror. Wszyscy się ze mnie śmiali, teraz będą bardziej bo jestem z domu dziecka, bo nikt mnie nie chce. - płakała
Kobieta objęła ją ramieniem, lekko nią kołysząc. Uspokajała dziewczynę, zapewniając że zawsze może na nią liczyć.
Po prawie godzinnej rozmowie, dziewczyna była już gotowa do tego aby zamieszkać z nową rodziną. Fakt, bała się jeszcze, ale wiedziała że jeśli nie będzie chciała tam mieszkać zawsze może wrócić tu. Bała się także że starci kontakt z Justinem. Bała się że po tym jak się dowie że jest w nowej rodzinie on się jej wyprze, że nie będzie chciał jej znać, że znowu będzie się z niej naśmiewał. No bo przecież znowu jest zupełnie sama. Nawet Holly przestała ją odwiedzać. W pewien sposób brakowało jej, tej damskiej przyjaźni. Tak dobrze wszystko się zapowiadało. Lecz wracając ...
Jechała ponad godzinę ze swoją 'nową rodziną' do jej nowego domu. Podczas podróży nikt z obecnych nie miał odwagi wypowiedzieć ani jednego słowa. Kiedy już dojechali na miejsce, okolica zaczęła się wydawać znajoma Charlotte. Te drzewa, płoty ,ta ulica sama w sobie była znana. Dopiero po kilku chwilach zorientowała się że będzie mieszkała obok Justina. Centralnie dom obok domu. Teraz to nie wiedziała czy ma się cieszyć czy może jednak nie. Może powinna ukryć przed nim fakt że będą teraz sąsiadami ? Już nie wiedziała co ma zrobić. Mężczyzna około trzydziestki otworzył drzwi przed dziewczyną, dając znak ręką aby wyszła. Tak postąpiła. Kiedy już wyszła, automatycznie spojrzała w stronę okna chłopaka. Nie było tam nikogo. Odetchnęła z ulgą. Nie chciała aby teraz wiedział gdzie mieszka. Kobieta poszła otworzyć drzwi od nowego domu dziewczyny, a mężczyzna wziął wszystko walizki i szedł za żoną w stronę drzwi. Tylko Charlotte stałą w tym samym miejscu.
- Charlotte, chodź do nas - zawołał mężczyzna
Po kilku chwilach dotarło do niej co powiedział do niej 'ojciec'. Spojrzała na niego, lekko się przy tym uśmiechając. Podeszła do niego spojrzała na niego i weszła... Nie wiedziała tylko że to będzie jej kolejne piekło na ziemi.
*** Oczami Justina ***
Już prawie od godziny czekał na dziewczynę. Zawsze była na czas, a może i chwilę przed. Jej nieobecność była szokiem dla szatyna. W pewnym momencie zaczął się niepokoić. Może znowu chciała się zabić, może postanowiła że jednak po tym wszystkim nie chce się z nią spotykać. Nie wiedział co ma o tym myśleć. Był tak bardzo zaniepokojony że pojechał do domu dziecka w którym przebywała dziewczyna aby dowiedzieć się co z nią się dzieje, dlaczego nie przyszła. Kiedy był już na miejscu, zaczął się co raz bardziej denerwować. Nie znał konkretnego powodu. Bał się, tego co może tam usłyszeć. Lecz w głębi duszy modlił się aby znalazł tam całą i zdrową Charlotte.
Wchodząc do budynku, pierwsze co usłyszał to krzyki, zobaczył pełno dzieci,młodzieży. Wśród nich zaczął poszukiwać konkretnej osoby. Jednak nic z tego.
- Mogę w czymś pomóc ? - nagle z tego natłoku myśli wyrwała go starsza kobieta
- Tak, szukam Charlotte Johson. Wie Pani gdzie ona jest ? - zapytał zakłopotany
- Przecież ona pojechała do nowej rodziny, nie mówiła Panu ? - w tym momencie jego cały świat się zawalił. Jak mogła nic nie powiedzieć ?
- Nie... Wie Pani gdzie teraz mieszka ? - zapytał, będąc nadal w szoku
- Tego nie mogę Panu powiedzieć, przepraszam - kiedy odpowiedziała, zaczęła się oddalać. Teraz chłopak już naprawdę nie wiedział co zrobić. Nie wiedział nawet gdzie ona teraz jest, nawet czy jest na tym mieście. Nic. Postanowił że teraz nie będzie się do niej odzywał przez pewien czas. Musi sobie to wszystko dobrze poukładać.
*** Miesiąc później ***
Ten miesiąc jaki chłopak przeżył nawet bez kontaktowania się z nią, był dla niego męczarnią. Zrozumiał że w pewien sposób zaczęło mu na niej zależeć. Nie była mu obojętna. Pierwszy raz tego doświadczył. Każdy jego dzień wyglądał tak samo. Po czterech tygodniach ciszy już nie mógł sobie poradzić bez niej. Musiał znaleźć jakikolwiek kontakt z nią. Postanowił że zadzwoni do niej. Już kilka razy próbował ale zawsze się wycofywał. Lecz teraz postanowił że nie może, musi wreszcie to zrobić. Kiedy już wybrał numer dziewczyny, czuł że jego serce zaraz wyskoczy z klatki piersiowej.  Po trzech sygnałach odebrała :
- Halo ? - kiedy usłyszał ten aksamitny głos, nie wiedział co ma powiedzieć. Najchętniej rozłączyłby się. Wiedział że teraz nie może się poddać, to jego jedyna szansa.
- Charlotte ? - zapytał niepewnie. Tylko po co ? Przecież wiedział że to ona.
- Justin - stwierdziła
- Proszę spotkajmy się. Musimy porozmawiać  - mówił błagalnie, tak bardzo chciałaby się zgodziła.
Nie usłyszał odpowiedzi, tylko płacz dziewczyny.
- Kochanie, nie płacz. Powiedź gdzie jesteś. Zaraz po Ciebie będę, tylko powiedź, proszę - już teraz z nerwów nie wiedział co mówi. Chciał jedynie zabrać dziewczynę z tego miejsca w którym się znajdowała. Kolejny raz nic nie odpowiedziała, rozłączyła się. Próbował jeszcze kilka razy skontaktować się z dziewczyną, lecz ta wyłączyła telefon.
________
Miałam go dodać szybciej, ale jakoś nie miałam weny. Przepraszam.
Obiecuję że od następnego zacznie się robić ciekawiej.
Następny się postaram dodać jeszcze w tym tygodniu.
Do następnego . <3

piątek, 28 czerwca 2013

Rozdział VI ♥

*** Oczami Justina ***
Chwilę przed tym jak chłopak wszedł do sali w której przez ostatnie dni przebywała dziewczyna, rozmawiał z panią Chelsea. Wiedział w jakiej teraz siedemnastolatka znajduje się sytuacji. Tak bardzo jej współczuł, tak bardzo chciał jej pomóc. Tylko nie wiedział jak. Wiedział że musi coś wymyślić. Każdy pomysł jaki rodził się w jego głowie po chwili stawał się nie do zrealizowania, bezsensowny. Kiedy wszedł do sali, i zobaczył w jakim stanie jest dziewczyna, jego serce połamało się na tysiąc malutkich kawałków. To było dla niego bardzo dziwne uczucie, takie nieznajome. Nie wiedział co ma zrobić, więc po prostu, najzwyklej na świecie przytulił ją. Wiedział że ona może tego nie chcieć, odepchnąć go. Lecz nic z tych rzeczy się nie wydarzyło. Odwrotnie, wtuliła się w ciepłe ciało szatyna jeszcze bardziej. Jej płacz nasilał się z każdą sekundą co raz bardziej. Gładził swoimi dłońmi jej plecy, mając nadzieję że chociaż trochę się uspokoi. Lecz nic takiego się nie stało. Płakała dalej, i bardziej. Już naprawdę nie wiedział co ma zrobić aby się uspokoiła. Lecz wpadł na jeden pomysł. Odsunął się od niej na kilka centymetrów.
- Połóż się dobrze Ci to zrobi - poprosił, a dziewczyna to wykonała. Wiedział że jest zmęczona. Lecz ona tylko leżała i płakała. Od tego widoku aż mu zachciało się płakać, ale wiedział ze nie może się poddać, ona teraz potrzebuje pomocy. Chwycił delikatną rękę siedemnastolatki, i bardzo ściszonym głosem zaczął śpiewać ulubioną kołysankę jego siostrzyczki. Gdy już prawie kończył śpiewaną piosenkę spojrzał na dziewczynę. Spała. Taka słodka, bezbronna Charlotte. Usłyszał w sercu głosik który ciągle mu powtarzał ' musisz jej teraz pomóc '. To wszystko co teraz działo się jego żcyiu było nowością. Nigdy nie przeżywał czegoś takiego. Kiedy tak wpatrywał się w jej nieskazitelną twarz do sami bez pukania wszedł lekarz.
- Cicho, dopiero zasnęła - ostrzegł cichym głosem nastolatek
- Muszę z Tobą chłopcze porozmawiać - powiedział z kamienną twarzą lekarz
- Za godzinę przyjdzie po nią pani Chelsea - kontynuował|
- To ta która zabierze ją do domu dziecka ? - zapytał, chociaż doskonale znał odpowiedź
*** Oczami Charlotte ***
Obudziła się, lecz nie otwierała oczu. Wiedziała że jest jeszcze ktoś w sami oprócz samego Justina. Rozmawiali, tylko nie wiedziała o czym. Postanowiła że nie będzie na razie ujawniać że się obudziła tylko posłucha. Kiedy usłyszała ostatnie zdanie jakie wypowiedział szatyn, automatycznie jej oczy się otworzyły. Nie mogła wypowiedzieć ani jednego słowa, była w takim szoku. Wiedziała co to oznaczało. Jest sierotą. Do jej oczu napłynęła bardzo duża fala łez, która w szybkim tempie ujrzała światło dzienne. Na początku nikt nie zauważył że się obudziła, a co dopiero że płacze. Dopiero kiedy pociągnęła nosem, szatyn odwrócił się w jej stronę. Kiedy zobaczył jej stan, przytulił ją. Bez żadnego słowa. Wiedział że jedyne co jej teraz jest potrzebne. To obecność osoby której może powiedzieć wszystko. Nie do końca był przekonany że ona mu ufa, ale przecież to że jeszcze siedzi w jej sali, i ja przytula to chyba już jakiś znak.
Kiedy poczuła że jego ręce gładzą jej plecy, troszeczkę się uspokoiła. Nie mówił nic. Właśnie tego teraz potrzebowała. Tkwili w tym uścisku ponad piętnaście minut. Kiedy się oderwali od siebie, spostrzegli że w sali zostali sami. Nie miała nawet siły aby się ruszyć. Nadal tkwiła w szoku który nie chciał odpuścić. Chciała aby ten cały koszmar się już skończył, aby wreszcie mogła być zwykłą, szczęśliwą nastolatką. Jak widać los chciał dla niej inaczej. Nagle na twarzy poczuła ciepłe ręce brązowookiego który swym delikatnym dotykiem ocierał nadal wypływające łzy z oczu dziewczyny.
- Pomogę Ci się wydostać się z tego wszystkiego - rozmowę zaczął chłopak
- Dlaczego ? - zapytała zapłakanym głosem
- Ponieważ czuję się Tobą zaopiekować - kiedy to mówił w jego oczach można było dostrzec łzy
- Kłamiesz - powiedziała spokojnie, lecz nadal płakała
- Co mam zrobić żebyś mi uwierzyła ? - zapytaj bardziej załamany
- Nic, bo i tak Ci nie uwierzę - te słowa raniły szatyna najbardziej
Przez chwilę nie odzywali się do siebie, lecz później znowu zaczęli o tym co teraz będzie się działo z dziewczyną. Kiedy spostrzegli że kobieta powinna zjawić się w szpitalu za trzydzieści minut, zaczęli pakować rzeczy dziewczyny do małej torby. Nie miała ich dużo, ponieważ nikt jej z domu nic nie przyniósł.
Kiedy wybiła godzina, której tak bardzo nie chcieli, w sali rozbrzmiało ciche pukanie. Po raz kolejny tego dnia, dziewczyna zaczęła histerycznie płakać. Kiedy dostrzegł to chłopak, przytulił ja, gładził dłońmi jej plecy. Zapewniał że będzie dobrze, chociaż sam w to nie wierzył.
- Proszę - odparł chłopak
Kiedy do sali weszła kobieta której się spodziewali nastolatkowie, jej mina momentalnie zrobiła się kamienna, Nie wiedział że zastanie taki widok. Płacząca dziewczyna siedząca na łóżku szpitalnym, a tuż obok niej chłopak pocieszający ją. Wiedziała co teraz czuje dziewczyna ponieważ sama już to przechodziła w młodości.
-  Mogłaby Pani dać nam jeszcze chwilę ? - nagle usłyszała głos swojego towarzysza, chwilę później dzwięk zamykających się drzwi. Poczuła jak chłopak bierze jej twarz w swoje ciepłe, drżące dłonie. Kciukami ocierał jej zapłakane oczy, wciąż się w nie wpatrując. Po jej ciele przeszedł przyjemny dreszcz, którego jeszcze nie znała. Pierwszy raz w życiu doznała takiego uczucia, Podobało jej się to. Chwilę później usłyszała pierwsze słowa szatyna
- Proszę wierz mi. Tak bardzo chcę Ci pomóc, ale wiem że nie jest Ci łatwo po tym wszystkim. Będę walczył o to abyś uwierzyła. Wyciągnę Cię z tego domu, zobaczysz. Teraz idź z tą kobietą, obiecuje że będę dzwonił co chwilę, zabierał tylko kiedy będę mógł. Obiecuję - kiedy to mówił, z jego oczu wyciekły łzy co zdarza się naprawdę rzadko. Szybko ją otarł. a gdy skończył mówić , przytulił się do drobnego ciała dziewczyny. Nie odepchnęła go, co już było znaczącym czymś
- Już można ? - drzwi się otworzyły, a za nich wyłoniła się ta sama osoba co poprzednio.
Dopiero teraz zrozumiała co teraz będzie działo się w jej życiu. Nie chciała tego. Aby tego uniknąć mogła nawet przyjąć pomoc szatyna a nie chciała tego ponieważ to wszystko co się stało kilka dni temu było jeszcze za świeże. Lecz chyba nie miała innego wyjścia. jak zwykle była sama. Jej płacz po raz kolejny tego dnia się nasilił.
- Proszę, pomóż mi - wyszeptała do ramienia chłopaka, lecz wiedziała że usłyszy to tylko on
- Obiecuję że wezmę Cię jak najszybciej stamtąd  - również powiedział aby tylko ona mogła usłyszeć. Kobieta która niedawno weszła, nadal czekała na moment w którym będzie mogła zabrać nastolatkę do nowej dla niej placówki.
Kiedy para nastolatków 'odkleiła' się od siebie, dziewczyna z pomocą chłopaka wstała i powoli zaczęła wychodzić z sali. Wiedziała że to co się teraz dzieje, jest jej jednym z najgorszych wydarzeń w życiu. Tak bardzo chciała aby to wszystko jak najszybciej się skończyło. Wychodząc z budynku, podążała za kobietą i chłopakiem u boku do niebieskiego samochodu. Kiedy już byli na wyznaczonym celu, z jej oczu po raz kolejny wypłynęły krople słonej cieczy. Po raz kolejny znalazła się w ramionach chłopaka. Chciałaby aby jechał z nią, lecz to było niemożliwe. Kiedy się odsunęła od jego ciała, stało się coś czego nigdy w życiu się nie spodziewała. Jego malinowe wargi, delikatnie opadły na jej drżące usta, lekko je muskając. Czuła to że chłopak robił to niepewnie, bał się jej reakcji. Lecz ona tylko odwzajemniła pocałunek.
*** Tydzień później ***
Od wydarzenia jakie miało miejsce tydzień temu na szpitalnym parkingu, chłopak odwiedzał Charlotte codziennie. Zabierał ją na spacery, wycieczki. Bardzo dużo rozmawiali. Już powoli zaczynała mu ufać. Wierzyła mu w to że on naprawdę chce jej pomóc. Już nawet miał plan który po części znała dziewczyna. Lecz nie wiedzieli że ten dzisiejszy dzień pokrzyzuje i zniszczy wszystko, nad czym tak ciężko pracowali.
Kiedy wychowankowie placówki mieli czas wolny, Charlotte jak zwykle szykowała się na spotkanie z Justiniem. Za każdym razem kiedy to robiła, miała uśmiech na twarzy. Na prawdę go lubiła. Już nie mogła się doczekać kiedy go po raz kolejny zobaczy. Lecz tego dnia ani przez najbliższe kilka tygodni to będzie całkowicie niemożliwe.
_____________
Przepraszam że tak długo, ale jakoś nie miałam czasu. Już kilka dni go pisałam, ale dziś wreszcie skończyłam. Jak widzicie wszystko idzie w dobrym kierunku. Jak myślicie dlaczego Charl nie zobaczy się z Justiniem ?
Następny postaram się dodać w tygodniu. Komentujcie ;)
PS. Miłych, bezpiecznych, zajebistych, słonecznych wakacji. <3

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Rozdział V ♥


*** Oczami Justina ***
Stał przy drzwiach i nie wiedział jakim zdaniem rozpocząć ważną za równo jak dla niego i dla niej rozmowę. Patrząc się w jeden punk na ścianie nie potrafił wydobyć z siebie ani jednego słowa. Tak bardzo nie chciał zranić dziewczyny. Wiedział że to wszystko jest dla niej za świeże, więc musi uważać ze słowami. Każde słowo musi być przemyślane dwa razy. Stojąc tak w jednym miejscu, miał totalną pustkę w głowie. Jednak mógł przed tą wizytą porozmawiać ze swoją rodzicielką, lub chociaż przyjacielem. Najchętniej by teraz uciekł, ale zaszło to już za daleko. Dobra Bieber, dasz radę. Mówił sam do siebie w myślach. Czuł że to ten odpowiedni moment gdzie musi szczerze za wszystko przeprosić.
- Jak już mówiłem, przyszedłem Cię przeprosić - po wypowiedzeniu tego zdania w stronę poszkodowanej zaczął sam śmiać się z siebie. Był to pierwszy raz gdzie się tak bardzo denerwował.
- Wiem, i czekam na to co masz mi do powiedzenia - odpowiedziała spokojnym głosem dziewczyna
- Mogę usiąść ? - zapytał niepewnie
- Jasne - odpowiedziała speszona
Wolnym krokiem podszedł do małego, białego, plastikowego krzesła stojącego zaraz obok szpitalnego łóżka 
Teraz w jego głowie działa się na prawdę wielka walka o to co ma powiedzieć. Szybko postanowił że będzie mówił na tzw. spontana. 
- Jest mi tak głupio z tego wszystkiego że nawet nie wiem od czego zacząć. Fakt że tą całą krzywdę jaką Ci wyrządziłem robiłem specjalnie, ponieważ taki już jestem. Wiem że to bardzo śmiesznie, oklepanie brzmi, ale tak jest. Nie radzę sobie z problemami dlatego wyżywam się na uczniach w szkole, a nawet rodzinie. Nie wiedziałem że moim zachowaniem doprowadzę Cię do takiego stanu że chciałabyś się zabić. Na prawdę nie chciałem tego. Teraz żałuje tego jak nic innego gdybym tylko mógł tylko cofnąć czas ni zrobiłbym Ci żadnej krzywdy. Dlatego z tego miejsca najbardziej, najmocniej Cię przepraszam. Przepraszam za to że sprawiałem Ci ból nie tylko słowami jak i czynami, za to że obrażałem Twoją rodzinę. - po skończonej wypowiedzi schował twarz w dłonie. Na prawdę tego żałować. Dopiero teraz przed Charlotte pokazał swoją prawdziwą twarz.

 *** Oczami Charlotte ***
Reakcja dziewczyny była jednoznaczna. Zaczęła płakać. Nie wiedziała co powiedzieć, zatkało ją. Nie wiedziała że Chłopak jest tak wrażliwy. Przecież teraz siedząc na tym strasznie niewygodnym krześle prawie płacze. Charlotte wie że on żałuje. Głowie ma mętlik. Nie wie co powiedzieć, czy wybaczyć czy go wyrzucić z sali. Po chwili zastanowienia już wiedziała co chce powiedzieć chłopakowi. Oby tylko nie żałowała swojej decyzji.
- Wybaczam Ci - powiedziała łamiącym się głosem od płaczu
Jego głowa automatycznie się podniosła. Oczy miał rozszerzone, czerwone. Powodem takiego koloru oczu był płacz. Kiedy dziewczyna to zauważyła, chciała zapomnieć o tym wszystkim co się działo, i po prostu przytulić chłopaka, lecz wiedziała że nie może.
- Co się stało że płaczesz ? - zapytała z troską
- Nic, na prawdę, nie chce się dręczyć swoimi problemami. Dziękuję Ci za to że mi wybaczyłaś. Obiecuję że już więcej Cię nie skrzywdzę. - mówił całkiem poważnie. Z każdym słowem był co raz bliższy płaczu.
- Najlepiej będzie jeśli już pójdę i nie będę ci przeszkadzał - wstał z krzesła, kierował się w stronę drzwi lecz przed nimi się zatrzymał i powiedział
- Wiem że to co powiem będzie dziwne ale, jeśli będziesz potrzebowała pomocy to wiesz gdzie jestem, pa - powiedział, i nawet nie czekając na odpowiedź dziewczyny wyszedł, i po cichu zamknął drzwi.
Słowa chłopaka dały dziewczynie dużo do myślenia. Nie wiedziała czy on mówi poważnie, czy tylko znowu udaje. Lecz bardziej jej myśli dążył do tego że chłopak mówił prawdę, i na prawdę może na nim polegać.
*** Tydzień później ***
Ten tydzień minął Charlotte spokojnie. Cały ten czas przebywała w szpitalu pod opieką lekarzy i psychologów. Bardzo dużo rozmawiała o tym co się stało. Odwiedziła ją tylko Holly. Przez ten czas stały się prawdziwymi przyjaciółkami. Darzyły się dużym zaufaniem. Matka ani razu nie odwiedziła córki. Bardzo ją to bolało. Po raz kolejny kiedy Char potrzebowała matki jej nie było. Justin także więcej nie odpowiedział dziewczyny. Przecież nie miał po co przychodzić. raz przyszedł, przeprosił i koniec.
Charlotte siedząc na szpitalnym łóżku, w ręku trzymała gazetę którą przyniosła jej Holly. Właśnie czytała o nowych nowościach w świecie gwiazd kiedy do jej tymczasowego pokoju ktoś zapukał.
- Proszę - powiedziała lekko podniesionym głosem podnosząc wzrok z czasopisma lecz, nie odłożyła go.
Zza drzwi wyłoniła się sylwetka kobiety. Charlotte zdziwiła się, i zaczęła zastanawiać się kim jest owa kobieta. Przecież nigdy jej nie widziała.
- Witaj Charlotte, nazywam się Chelsea Yorks i jetem pracownicą opieki społecznej - przedstawiła się kobieta 
- Dzień dobry - grzecznie się przywitała przerażona dziewczyna.
Zaczęła się zastanawiać, co może chcieć od niej pracownica opieki społecznej.
Tego co zaraz usłyszy, za żadne skarby świata się nie spodziewała.
- Mam Ci do przekazania pewną wiadomość. - zaczęło się
- Pewna osoba zgłosiła nam ze Twoja mama źle się Tobą zajmuje, i nie poświęca Ci czasu, to prawda ? - zapytała z troską kobieta
Wystraszona do granic możliwości dziewczyna nie wiedziała czy ma powiedzieć prawdę, czy udawać że wszystko jest dobrze. Nie wiedziała o co dokładnie chodzi jej towarzyszce więc powiedziała całą prawdę jak jest u niej w domu.
- Tak przypuszczałam. Więc Twoja mama zostanie pozbawiona praw rodzicielskich a Ciebie skierujemy do domu dziecka. - po tych słowach, Charlotte pożałowała każdego słowa powiedzianego kobiecie.
Przerażona tym wszystkim zaczęła płakać. Nie wiedziała jak teraz będzie wyglądać jej życie. Bała się, tego wszystkiego. Jeszcze dwadzieścia minut rozmawiała z kobietą, o tym co teraz będzie się działo. Kiedy już wyszła, piętnaście minut później miała następnego gościa. Był nim Justin. Kiedy zobaczył w jakim stanie jest dziewczyna, jedyne co zrobił to podszedł do jej łóżka, przytulił ją i zapewniał że teraz wszystko się ułoży.
_______________
Trolololo. Jest nowy rozdział przed środą. Dziś cały dzień byłam w domu więc postanowiłam że coś napiszę.
Jak myślicie po co Justin przyszedł do Charlotte. ? Dlaczego tak zareagował na jej stan ?
Jeśli czytasz skomentuj chociaż jednym słowem, dla mnie to ważne.
Kocham Was, dobranoc ;3

czwartek, 13 czerwca 2013

Rozdział IV ♥

*** Oczami Charlotte ***
Siedziała spokojnie wlepiając pusty wzrok na białą ścianę. Na jej twarzy gościł lekki uśmiech. Sama nie znała powodu tego zjawiska. Obok łóżka szpitalnego siedziała dziewczyna. Ta sama która uratowała życie czerwonowłosej. W ciągu kilku godzin zaczęła lubić rówieśniczkę. W głębi duszy cieszyła się że ją znalazła, lecz jest też to że pragnęła śmierci. Wtedy jej wszystkie problemy się skończyły. Już nigdy nie musiałaby cierpieć. Idealną ciszę przerwało ciche pukane do drzwi. Pierwszą osobą jaka przyszła obu nastolatką na myśl to był lekarz, ponieważ nikt inny nie odpowiedział Charlotte.
- Proszę - powiedziała zakłopotana dziewczyna,ponieważ lekarz tylko puka i wchodzi, lecz nie w tym przypadku.
- Dzień dobry ... - zaa drzwi wyłoniła się sylwetka tego którego najbardziej na świcie nienawidziła, i za żadne skarby świata nie chciała widzieć.
Pierwsze uczucia jakie zaczęła odczuwać nastolatka to strach, przerażenie, nienawiść, wściekłość. To wszystko łączyło się w jedność tworząc coś czego nawet słowami nawet nie można. Nie wiedziała czy ma się odezwać, czy nie. Bała się wszystkiego, dosłownie. Nawet odezwać się w miejscu gdzie wiedziała że jest bezpieczna, i na dodatek nie jest sama. Postanowiła że nie będzie tylko patrzeć na ową osobę, lecz na dodatek wypowie pierwsze słowa.
- Czego tu chcesz ? - strach był słyszalny w jej głosie. Każde wypowiedziane słowo było co raz krótszą drogą do płaczu. Tym razem nie może się poddać.
- Chciałem z Tobą porozmawiać, na osobności - powiedział pewny siebie, jednak w jego środku było zupełnie inaczej.
- Nie mamy o czym, wyjdź - sama nie wierzyła że to powiedziała jeszcze do kogoś takiego. Jeszcze chwile temu bała się odezwać a teraz jedyne co nią kierowało to wściekłość. Sama nie wiedziała skąd to się bierze.
- Musimy ! Rozumiesz ? - jego ton głosu stawał się co raz bardziej ostry, dzięki czemu Char znowu zaczęła się bać. Widząc ten tok wydarzeń dziewczyna siedząca obok poszkodowanej zabrała głos.
- Nie rozumiesz że ona nie chce z Tobą rozmawiać po tym wszystkim ? Jeszcze w ogóle masz czelność tu przychodzić ? Po tym jak ona przez Ciebie chciała się zabić, a Ty z tego że ją krzywdzisz się śmiałeś, sprawiało Ci to radość ?! - ton wypowiedzi dziewczyny bardziej wskazywał na to że oznajmia a nie pyta. Teraz wiedziała że musi pomóc bezbronnej nastolatce. Tamta siedziała skulona, wystraszona zalewała się łzami. Chciała tylko aby ten cały koszmar się skończył. Dlaczego wszyscy mogą być szczęśliwi tylko nie ona ?
W głowie przeszła jej myśl żeby porozmawiać z chłopakiem. Od razu skarciła się w myślach. Lecz po chwili znowu zaczęła o tym rozmyślać. Chwilę potem podjęła już decyzję.
- Holly ... - mówiła co raz bardziej załamanym głosem, spowodowany płaczem 
- Tak ? - zapytała zaciekawiona i zatroskana
- Zostaw nas na chwilę samych, chce wiedzieć co ma do powiedzenia - mówiła już bardziej normalnym głosem, lecz to jeszcze nie było to
- Żebyś tylko nie żałowała - zirytowana dziewczyna wzięła swoją torebkę i wyszła z sali.
Teraz zostali sami. Bała się, cholernie się bała. Nie wiedziała co chłopak ma jej do powiedzenia. Może znowu zacznie się z niej śmiać z tego że chciała odejść ze świata żywych, albo po prostu przeprosi. Bardziej obstawiała pierwszą wersję, lecz te kwiaty w jego prawej dłoni chyba coś znaczą. Od tak by ich chyba nie wziął, chyba że to do kogoś innego a wziął je tylko dlatego że nie miał gdzie ich położyć.
- Usiądź - powiedziała to odruchowo, tak na prawdę nie chciała by siedział tak blisko jej.
Zaczął otwierać usta a strach dziewczyny wzrastał z każdą sekundą.
____________________________
Tak wiem krótki jest, ale chciałam napisać coś na szybko i powstało to. Nie wiem kiedy dodam następny najprawdopodobniej  w środę lub czwartek. W środę mam sprawdzian z chemii który decyduje o tym czy przejdę więc muszę się nauczyć. A więc, każdy kto czyta niech komentuje, bo chce wiedzieć ile Was jest. Chyba wszystko więc, do następnego. ;*
Twitter :  https://twitter.com/smiilex33
Ask :http://ask.fm/smiilexd
Facebook : https://www.facebook.com/?q=#/natalia.bartoszek.5?ref=tn_tnmn
 

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Rozdział III ♥


*** Oczami Holly ***
Zwiedzając miasto, weszła w zupełnie nieznaną jej uliczkę. Nie wiedziała co tu się znajduje, czy grozi jej tu niebezpieczeństwo. Jedyne co widziała przez przeciwsłoneczne okulary, to budynek. Stary, opuszczony, zawalający się. Tak bardzo chciała tam wejść zobaczyć co tam jest, lecz strach był silniejszy. Po kilku chwilach postanowiła że wejdzie tam i zobaczy co znajduje się w środku. Gdy już prawie była przy drzwiach, kolejny lęk. Lecz szybko go odrzuciła, i podeszła powoli do uchylonych,  skrzypiących drzwi. Wciąż się bardzo bała, ale ciekawość zwyciężyła. Lekko uchylając drzwi, powoli weszła do środka. Zrobiła kilka kroków na przód, i coś usłyszała. Taki cichutki głosik. Wydawało jej się że zna ten głos. Już gdzieś go słyszała. Bardzo chciała to sprawdzić lecz bała się. Robiąc kilka kolejnych kroków na przód, zobaczyła na ziemi fioletowy sweterek, obok niego czyjąś dłoń. Była to damska część ciała, która była cała zakrwawiona. Jej ciało momentalnie się sparaliżowało. Nie mogła wykonać żadnego ruchu. Tysiąc lub więcej myśli biegało po jej myśli. Nie wiedziała czy ma iść zobaczyć kto to, czy ten ktoś żyje, czy mu pomóc. Po minucie zastanowienia, postanowiła że zobaczy co się stało. Powoli zaczęła podchodzić do miejsca wypadku. Kolejnym elementem jaki zobaczyła dziewczyna to średniej długości włosy koloru czerwonego. Kojarzyła te włosy, sweter.. Tylko nie wiedziała gdzie już ową dziewczynę widziała. Zapuchnięte oczy najprawdopodobniej od płaczu, czerwone spuchnięte policzki, twarz nie wyrażająca żadnych emocji. Wystraszona do granic możliwość nastolatka już wiedziała skąd znała Charlotte. Była jej sąsiadką. Mieszkała kilka domów od niej. Znała jej historię, każdy ją znał. Bardzo jej współczuła, ponieważ przeżyła coś podobnego w dzieciństwie, lecz jej udało się uciec do ojca, a matkę pozbawiono praw rodzicielskich. Teraz mieszka z ojcem, macochą i przyrodnim rodzeństwem.
Podeszła niepewnie do dziewczyny. Uklęknęła przy jej drobnym ciele, sprawdzając czy daje jeszcze jakiekolwiek znaki życia. Zauważyła że nastolatka oddycha nierówno i co raz żadnej. Więc jest jeszcze szansa że przeżyje, tylko trzeba szybko działać. Wyjęła szybko z prawej kieszeni telefon, i natychmiastowo wykręciła numer pogotowia ratunkowego. Po dwóch sygnałach odezwała się kobieta, jak przypuszczała w średnim wieku.
- Dzień dobry, pogotowie ratunkowe w Stratford, w czym mogę pomóc ?
- Dzień dobry, mam na imię Holly, mam 17 lat. Jestem na obrzeżasz miasta w starym magazynie. Właśnie znalazłam dziewczynę która próbowała się zabić, już ledwo oddycha. Proszę pomóżcie - mówiła zachrypniętym, łamiącym się jej głosem, słowa jej się myliły, czasami nie wiedziała co powiedzieć.
- Proszę podać dokładny adres - mówiła spokojnym głosem kobieta
- Ale tu nie ma adresu ! To jest opuszczony magazyn w Stratford ! Przyjedźcie szybko, ona zaraz umrze ! - Holly już prawie płakała, była przerażona tą całą sytuacją
- Już wysyłam karetkę, za 10 minut będziemy na miejscu - już było tylko słychać pikanie w słuchawce
Dziewczyna odłożyła telefon obok swojej nogi, i zaczęła panicznie płakać. Sama nie znała konkretnego powodu, po prostu tak się stało. Chwyciła dłoń dziewczyny i zaczęła do niej mówić uciszonym głosem
 - Charlotte, proszę nie odchodź. Wiem że mnie nie znasz, ale postaram ci się pomóc jak będę tylko mogła. Wszystko się ułoży, on za wszystko odpowie, a Twoja mama poniesie konsekwencje tego jak bardzo Cię skrzywdziła. Zobaczysz wszystko się ułoży tylko nie odchodź. Zaraz będzie pogotowie, proszę, wytrzymasz to, dasz radę. Obiecuje będę z Tobą.
Zaczęła do niej mówić jakby była jej najlepszą przyjaciółką od zawsze, lecz tak na prawie w ogóle się nie znały. Nawet nie wie dlaczego jej tak zależało na tym wszystkim. Teraz liczyło się tylko to aby Charlotte przeżyła, a potem wszystko się ułoży. Już nawet siedemnastolatka miała plan. Tylko potrzebowała zgody rodziców.
Chwilę później do jej uszu dopłynął dźwięk pogotowia. W duchu tam się cieszyła że już tu są. Złożyła ręce jak do modlitwy i zaczęła się modlić do Boga aby wszystko było dobrze. Aby Charlotte żyła dalej, była szczęśliwa, Bieber poniusł ogromne konsekwencje , ponieważ w jakiejś części to jego wina, oraz jej matka. Wykonując znak krzyża zakończyła swoje prośby. W tym samym momencie do pomieszczenia weszli funkcjonariusze. To wszystko działo się za szybko. Pytania, kabelki, krew, nosze, pomoc. Dopiero po niecałych dziesięciu minutach dziewczyna zrozumiała że jest sama. Bez nikogo obok. Ani umierającej Charlotte, ani funkcjonariuszy. Została sama. nagle jakaś nadprzyrodzona siła, kazała jej wstać i iść powiedzieć wszystko nikomu innego jak Bieberowi. Przecież to jego wina. Po co przez ten czas dręczył dziewczynę ? No po co ? Dla zabawy. ? Najwidoczniej. Holly wzięła wszystkie rzeczy jakie tam się znajdowały i wybiegła z magazynu który już nigdy nie będzie jej kojarzył się dobrze. Sprawdzając godzinę pierwszą myślą jaka pojawiła się w jej głowie była : Gdzie jest ten jebany skurwiel ?
Chwilę później uświadomiła sobie że zapewne jest w szkole ponieważ dopiero jest jedenasta dwadzieścia. Najszybciej jak tylko mogła pobiegła w wyznaczony cel. Gdy była już na miejscu zorientowała się że jest duża przerwa i bez problemu znajdzie poszukiwanego. Nie bała się mu powiedzieć wszystkiego co miała na myśli. Ponieważ co jej zrobi ? Pobije ? Nakrzyczy ? Ani trochę się tego nie bała. Zauważyła go przechodzącego dumnie przez szkolny korytarz. Dziewczyny to aż śliniły się na jego widok. To było obleśne według rozmyśleń dziewczyny. Już kończyła układać sobie w głowie scenariusz tego co za chwilę się odbędzie. Pewnym krokiem podeszła do 'króla' tej szkoły i zaczęło się :
- TO WSZYSTKIE PRZEZ CIEBIE TY DUPKU ! PRZEZ CIEBIE NIEWINNA DZIEWCZYNA PRÓBOWAŁA ODEBRAĆ SOBIE ŻYCIE SKURWISYNIE ! MÓWIĘ O CHARLOTTE ! PÓŁ GODZINY TEMU ZNALAZŁAM JĄ CAŁĄ WE KRWI, I TO PRZEZ CIEBIE! OBIECUJĘ CI ŻE ZAPŁACISZ ZA TO BARDZO WYSOKĄ KARĘ. BĘDZIESZ NA KOLANACH BŁAGAŁ O LITOŚĆ. ZA WSZYSTKIE SKRZYWDZONE DZIEWCZYNY OPOWIESZ OSOBNO I BARDZO BOLEŚNIE. OBIECUJĘ CI TO ! PRZYGOTUJ SIĘ NA PIEKŁO PANIE BIEBER ! - mówiła już wściekła do granic możliwości dziewczyna. Co prawda nie powiedziała tego wszystkiego co chciała, ale większość tak. Wiedziała że te słowa nic nie dadzą, ale chciała także żeby inni ujrzeli do czego prowadzi takie zachowanie.
Nawet nie czekała na odpowiedź, po prostu wyszła. Nie interesowało ją to co teraz on ma do powiedzenia . Teraz musiała się dowiedzieć co z Charlotte, czy żyje, czy będzie wszystko dobrze. Szybkim krokiem podążała do pobliskiego szpitala. Szła tam z nadzieją że teraz w życiu Charlotte będzie tylko lepiej.
*** Oczami Justina ***
Zegarek wskazywał trzecią godzinę w nocy. Justin w dalszym ciągu nie mógł zasnąć. Dręczyły go myśli związane z wczorajszym wydarzeniem. Przecież za takie coś można trafić do więzienia.
 - Ty tępy chuju ! Przecież ona ci nic nie zrobiła a Ty jej taką krzywdę. To przez Ciebie ona mogła umrzeć, lub już to zrobiła. Nie, nie, nie. Ona żyje. Teraz przechodzi piekło które w pewnym stopniu ja jej zgotowałem. Muszę o wszystkim powiedzieć mamie, będzie ciężko ale dam radę, potem pojadę do szpitala. Ale po co ? Co ja jej powiem ? Że jest mi przykro ? Chyba mnie do reszty pojebało. - takie oraz wiele innych myśli krążyły w głowie chłopaka. Dopiero po godzinie upadło mu się odpłynąć do krainy snów...
Promienie słoneczne muskały jego twarz. Jego czekoladowe oczy w powolnym tępie zaczęły się otwierać. Pierwszą czynnością było rutynowe sprawdzenie godziny. Dwunasta dwa.
- Ja pierdole ! Miałem pogadać o tym wszystkim z mamą, ale jej teraz nie będzie bo jest w pracy ! Zajebiście Bieber ! Chuj w to jadę do szpitala, nawet sam nie wiem po co ! - chłopak zaczął mówić sam do siebie. Zaczęło zdawać mu się to dziwne. Żeby dużej o tym nie myśleć po prostu wstał, podszedł do garderoby, wyjął ubrania na dzisiejszy dzień i poszedł do łazienki. Po trzydziestu minutach wyszedł gotowy do wyjścia. Śniadania nie jadł, jak zwykle. Nigdy tego nie robił. Po prostu wziął kluczyki od swojego samochodu i pojechał w wyznaczony cel. Po drodze wstąpił do kwiaciarni po bukiet kwiatów, dla dziewczyny. Po pięciu minutach był na miejscu. Dopiero teraz zaczął zdawać sobie sprawę z wszystkiego. Zaczął na swój sposób bać się spotkania z dziewczyną. Wchodząc do budynku uderzył go nieprzyjemny zapach którego nienawidził. Podszedł do recepcji i zapytał.
- Przepraszam w jakiej sali leży Charlotte Johnson ?
- Kim pan jest ?
- Kolegą
- Sala 154
- Dziękuję
Wolnym krokiem zaczął podążać w kierunku sali. Gdy był już pod drzwiami, spanikował. Już nie był takim twardzielem jak w szkole. Teraz po raz pierwszy w swoim życiu tak na prawdę bał się. Raz kozie śmierć. Zapukał, chwilę później usłyszał cichutkie 'proszę ' które z pewnością należało do dziewczyny. Lekko uchylił drzwi. Jego strach był co raz silniejszy. Wyraz twarzy dziewczyny automatycznie się zmienił. Przed chwilą na jej twarzy malował się minimalny uśmiech, a teraz ? Teraz jest jedynie strach, przerażenie.
- Ona się Ciebie boli gnoju ! Kurwa a czego się spodziewałeś ? - zaczął mówić sam do siebie.
Obok szpitalnego łóżka siedziała dziewczyna. Ta sama która wczoraj poinformowała wczoraj chłopaka o całym zdarzeniu.
- Dzień dobry ...
___________________
I jest rozdział ! Mi się średnio podoba, ale to Wy oceniacie. Niech każdy kto to czyta skomentuje. Bardzo proszę. ; *

  Holly White [ 17l. ] Miła, pogodna, zawsze uśmiechnięta nastolatka. Przeprowadziła się do miasteczka dwa miesiące temu. Chodzi do klasy wraz z Charlotte lecz nigdy z nią nie rozmawiała. Jest raczej lubiana w klasie. Lecz nikt nie zna jej przeszłości.
Twitter :  https://twitter.com/smiilex33
Ask :http://ask.fm/smiilexd
Facebook : https://www.facebook.com/?q=#/natalia.bartoszek.5?ref=tn_tnmn

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Rozdział II ♥

*** Oczami Charlotte ***
Nadszedł jeden z dni których dziewczyna nienawidziła najbardziej na świecie. Był to jeden z dni w których musiała być obecną w szkole. To osiem godzin było dla niej męczarnią, najgorszym koszmarem, naśmiewaniem się z jej problemów, jej matki i nie tylko.
Jak w prawie każdy dzień tygodnia telefon dziewczyny zaczął wydawać tę samą melodie. Oznaczało to że czas już wstać to szkoły. Dziewczyna leniwie przetarła oczy, następnie wyłączyła uciążliwy budzik. Postawiła leciutko swoje malutkie stópki na drewnianej podłodze. Poprawiła pościel na łóżku, podniosła rolety wpuszczając światło do pomieszczenia. Wybrała odpowiednie ciuchy na dzisiejszy dzień. Powoli poszła to łazienki wykonać poranną toaletę. Po dwudziestu minutach, czysta, odświeżona Charlotte poszła w kierunku kuchni w celu zjedzenia śniadania. To co tam zastała było już rutyną. Butelki szklane, plastikowe, niedopałki papierosów, puszki raz brak matki której w tym okresie najbardziej potrzebowała. Każda normalna nastolatka w tym wielu tego potrzebowała. Matczynej miłości, zrozumienia, wsparcia. Lecz tego nie było w tym przypadku. Tu był ciągły krzyk, w pewnym stopniu nienawiść, zero wsparcia, zainteresowania.
Myśląc o tym wszystkim brązowookiej poleciała łezka, którą szybko otarła.
Przysunęła drewniane krzesło pod kuchenne szafki tylko po to aby z najwyższej półki sięgnąć płatki które mała zamiar spożyć na śniadanie. Po wykonanej czynności odłożyła mebel na swoje miejsce. Widząc bałagan jaki panował na blacie, wzięła kilka butelek po wódce, puszek piwa i wyrzuciła je do do śmieci nie robiąc przy tym żadnego hałasu. Następne dziesięć minut dziewczyna poświęciła na przygotowanie i zjedzenie śniadania. Po wykonanej czynności odłożyła naczynie do zlewu, pobiegła cichutko do swojego pokoju gdzie zostawiła plecak z książkami potrzebnymi jej na dzisiejszy dzień. Wzięła go i zaczęła kierować się do wyjścia. Tuż przy samych drzwiach założyła buty, i wyszła. Przez całą drogę szła spokojnie, nie spiesząc się, w uszach mając swoje ulubione czarne słuchawki przez które wydobywał się dźwięk jej ulubionej piosenki, opowiadającej tragiczną miłosną historię. Po niecałych piętnastu minutach oczom Charlotte ukazały się mury placówki której tak bardzo nienawidziła. Teraz to zacznie się prawdziwe piekło. To co się działo w jej domu było prawie niczym w porównaniu co odbywało się tutaj. Już na samym progu słyszała wyzwiska co do swojej osoby. Było to normą, dzień nie obyłby się bez obrażania nastolatki słowami 'mała kurwa, szmata, grubas, dziwka po matce ' i wiele gorszych. Zawsze to z ogromnym bólem znosiła, tylko nie rozumiała dlaczego. Przecież ona nikomu nie nie zrobiła, zawsze starała się żyć z każdym w pokojowych stosunkach, pomagać innym. Nigdy nikt jej nie zaakceptował.
Już gdy przekroczyła próg placówki wyczuwała problemy. Oczywiście miała rację. Idąc prosto ze spuszczoną głową, nagle poczuła mocny wstrząs. Z dużą siłą upadła na ziemię. W pierwszej chwili była zszokowana. Co mogło spowodować taki nagły wypadek. Chwilę później po upadku, lekko o tłumiona dziewczyna usłyszała za swoimi plecami dobrze znany głos szkolnej gwiazdy, 'króla' każdego wychowanka liceum Justina Biebera.
- Uważaj jak chodzisz gruba pokrako - powiedział z chytrym uśmieszkiem na twarzy.
Nagle wszyscy zebrani na głównym szkolnym korytarzu zaczęli się śmiać z z tego co powiedział ich 'przełożony'. Wystraszona dziewczyna nie była wstanie nic powiedzieć, nawet nie miała wystarczająco dużo siły aby się podnieść. Każda jej próba okazywała się nieudaną przez co uczniowie mieli jeszcze więcej śmiechu. Nikt nie przyszedł jej na pomoc, z resztą jak zwykle. Zawsze w takich i innych sytuacjach była sama, nie mogła na nikim polegać, nikomu nie ufała.
- No dalej, Ciebie też tatuś Garego w nocy tak pieprzył jak Twoja mamusię że teraz nie masz siły się podnieść - słowa bruneta wywołały kolejną falę śmiechu w placówce. On zawsze wiedział jak dobrać słowa aby zabolały najmocniej . Bardziej niż uderzenie w twarz. Teraz dziewczyna wolała aby tak się stało, niż ma wysłuchiwać takich rzeczy o sobie i swojej matce. Tak bardzo chciała mu się sprzeciwić, powiedzieć że od jej matki ma się odczepić, może obrażać ją ile chce, nawet może ją katować, tylko nie obrażać matkę. Tak, chciała tego. Pomimo tych wszystkich krzywd jakie rodzicielka jej wyrządziła, Charlotte nadal miała do niej szacunek, nigdy nie wybaczyłaby sobie gdyby coś jej się stało. Po chwili ciszy na korytarzu, dziewczyna poczuła kolejny wstrząs, lecz tym razem nie aż tam mocny. Po chwili kolejny upadek...
- Jak widać, szmata już stać nie może, za bardzo wyruchana. - to z tego wszystkiego zabolało najbardziej. Miała ochotę wstać, wyjść i skończyć ze swoim beznadziejnym życiem. Lecz najzwyczajniej w świecie nie potrafiła. Gdy zadzwonił dzwonek każdy poszedł na lekcje, nie zważając na to co teraz dzieje się z dziewczyną. Kiedy tak już odzyskała siły wiedziała że nie może iść na lekcje, bynajmniej nie dziś. Wstała, leciutko podniosła plecak który wydawał się jeszcze bardziej cięższy zanim weszła do budynku i wyszła. Nie wiedziała gdzie ma iść, wiedziała jedynie że nie do szkoły. Postanowiła że pójdzie do domu, ponieważ to jedyne najbezpieczniejsze miejsce dla niej w tym momencie. Trzydzieści minut później była już na miejscu. Najbardziej obawiała się tego że będzie w domu jej matka. Cała zapłakana przekroczyła próg mieszkania. Widok jaki tam zastała był nie do opisania. Łzy przestały lecieć, teraz to czuła kolejny szok. Jeszcze większy niż czuła około czterdzieści minut temu. Jak tak można ? W normalny dzień ? Jeszcze, to prawie rano ? Pewnie zastanawiacie się o co chodzi. Matka Charlotte, w salonie, z kolejnym nowym mężczyzną, odbywała stosunek płciowy. Wystraszona kobieta, szybko zeszła z ciała owego mężczyzny, i zaczęła się ubierać jak i jej partner. Widok zalanej łzami córki ani trochę nie powstrzymał kobiety przed kolejną awanturą.
- Co ty tu robisz ?! Czemu nie jesteś w szkole ?! Która jest godzina ?! Jeszcze mi przychodzisz do domu, wielce zapłakana, udajesz pewnie że Cię coś boli bo nie chcesz być w szkole. ?! Nie chce Cię tu widzieć ! Wypierdalaj do szkoły, teraz ! - Matka co raz bardziej krzyczała, nie mogła się uspokoić. A nastolatka ... Ona nie mogła w to wszystko uwierzyć. Jak WŁASNA matka mogła ją tak potraktować. Szybko wycofała się z domu i szybko zaczęła biec. Nawet nie wiedziała gdzie biegnie. Cała zapłakana, już nie miała na nic siły. Skręciła w jedną z nieznanych jej ulic. Jedyne co tam zobaczyła to opuszczony magazyn. Szybko postanowiła że tam się ukryje. Przecież nikt mnie tu nie znajdzie.  - pomyślała. Poszła do środka cała spakowana... Obraz jaki tam zastała był dla niej normalnością. Była to tylko powtórka tego co miała w domu. Roztrzęsiona i zapłakana otarła się o ścianę. Wiedziała że dłużej nie wytrzyjcie. Musi to zrobić. Przecież nikt jej tu nie chce, nikomu nie jest potrzebna. Wyjęła z kieszeni najpierw zdjęcie. Ich wspólne zdjęcie. Ona, mama, tata. Wszyscy byli tu tacy szczęśliwi, niczym się nie przejmowali. Następne co wyjęła to była żyletka .. Widziała ją tylko przez łzy. Podciągnęła rękaw bluzy, i przejechała po raz pierwszy. Jedyne co poczuła to minimalną satysfakcje, ból. Chciała więcej, więc powtórzyła czynność kilka krotnie. Krew w coraz większych ilościach zaczęła się wydzielać z organizmu dziewczyny.  Obraz zaczął jej się rozmazywać, już nic nie pamiętała. Teraz czuła że nie ma już problemów, teraz będzie jak w raju. Jej cel został osiągnięty...
___________________________
Tak wiem dramatyczny rozdział, ale jeszcze trochę i będzie lepiej. Obiecuję ;)
Mi się tak średnio podoba, ale ocenę zostawiam Wam.Każdy kto to czyta niech skomentuje, chociaż to, proszę.
Nie będzie już tej zasady ileś komentarzy = rozdział, ponieważ tak to nigdy nie byłoby drugiego. Więc trzeci postaram się napisać jakoś w weekend.
Rozdział dedykuję Kasi. < 3 Kocham Cię maleńka i dziękuję za wszystko, jesteś cudowna. ; 3
Oczywiście Was teeż bardzo kochaam <3 ;*
Twitter :  https://twitter.com/smiilex33
Ask :http://ask.fm/smiilexd
Facebook : https://www.facebook.com/?q=#/natalia.bartoszek.5?ref=tn_tnmn

piątek, 31 maja 2013

Rodział I ♥


Promienie słoneczne przedzierały się przez okna pokoju nastolatki przy czym muskały jej nieskazitelną twarz. Leniwie otworzyła zaspane powieki. Pierwszą czynnością jaką zrobiła, było spojrzenie na zegarek zajmujący swoje miejsce na szafce nocnej postawionej obok łóżka. Dwunasta trzydzieści dwa. Źrenice dziewczyny automatycznie się powiększyły.
- Już jest ta godzina, nie zdążę - pomyślała zaspana i zaszokowana dziewczyna
Szybko wstała, przypominając sobie że za trzydzieści minut z pracy przychodzi jej rodzicielka, a ona obiecała mamie że jak co sobotę posprząta mieszkanie. Lecz nie dziś. Za mało czasu. Brązowooka szybko zbiegła do kuchni, gdzie w jak najszybszym tempie zaczęłam sprzątać puste puszki po piwie, butelki po wódce i innych napojach alkoholowych. Jej matka po raz koleiny robiła alkoholowe imprezy z coraz to nowymi mężczyznami, i do tego co raz bogatszymi. Potem jeden z nich zostawał na noc. Charlotte w kwestii imprez matki nie miała nic do powiedzenia. Musiała grzecznie siedzieć w swoim pokoju, zamkniętym na klucz. Właśnie wtedy potrzebowała kogoś komu mogła by powiedzieć wszystko co czuje. Tylko że nie miała komu. Przeprowadziła się tu niecałe dwa miesiące temu. Do tej pory nie miała nawet koleżanki. Gdy rówieśnicy się tylko dowiedzieli czym zajmuje się jej matka, od razu ją wyśmiewali, szydzili z niej. Nikt nie chciał jej pomóc, a nawet gdyby taka pomoc się znalazła nie wzięłaby jej. Bała się że gdy powie całą prawdę, jaka dzieje się w jej domu ta osoba powiadomi odpowiednie służby i zostanie odebrana matce. Pójdzie do domu dziecka, a wtedy wyśmiewali by się z niej co raz bardziej. Zawsze była poniżana nawet w Londynie, gdzie mieszkała poprzednio. Mimo że nigdy nie miała problemów z wagą, rówieśnicy mówili jej że jest za gruba, że musi schudnąć. Ona w to wszystko wierzyła. Przez pewien czas katowała się głodowaniem, tabletkami przeczyszczającymi. Aż pewnego razu nie trafiła do szpitala z anoreksją. Wtedy matka wcale nie przejęła się losem córki. Wciąż przyprowadziła do mieszkania coraz to nowych mężczyzn, spała z nimi za pieniądze oraz urządzała huczne imprezy... Kiedy dziewczyna skończyła sprzątać kuchnię, szybko pobiegła do salonu gdzie panował jeszcze większy bałagan. W tym samym momencie gdy dziewczyna weszła do salonu, drzwi domu się otworzyły. Do środka weszła rodzicielka brązowookiej, z jakimś mężczyzną. Miał około trzydzieści lat, średniego wzrostu. Nie należał do najprzystojniejszych. Wręcz przeciwnie, był brzydki. Kiedy Charlotte go zobaczyła oraz matkę wystraszyła się tym co zaraz będzie tu się działo.
- Która jest godzina !? - zapytała wściekła matka
- Trzynasta, a ty jeszcze nie zdążyłaś posprzątać ? Aż wstyd kogokolwiek do domu wpuścić ! - Kobieta była coraz bardziej wściekła
- Przepraszam mamo, postaram się to jak najszybciej posprzątać - odparła cichutko dziewczyna, już miała łzy w oczach ale nie mogła okazać słabości
- No ja mam nadzieję. Teraz ja i John pójdziemy na górę do mojego pokoju, i gdy zejdziemy tu za godzinę ma być czysto, zrozumiano !? - bardziej opanowana matka nakazała córce. Ta tylko leciutko pokiwała głową. Następne kurczowo trzymając dłoń partnera, poszła z nim po schodach prowadzących do sypialni trzydziesto siedmio letniej kobiety.
Wciąż na progu salonu stojąca dziewczyna, nadal powstrzymywała łzy. Gdy upewniła się że nikt jej nie zobaczy, usiadła swym drobnym ciałem na białą pełną puszek, butelek, niedopałków, ubrań kanapie. Najzwyczajniej w świecie zaczęła płakać. Robiła to cichutko, ponieważ gdyby matka przyłapała ją w takim stanie nie byłoby z nią dobrze. Dopiero po niecałych dwudziestu minutach nastolatka zebrała swoje siły, i zaczęła sprzątać mieszkanie, jak nakazała jej rodzicielka. Po upływie pięciu minut sprzątania, z pokoju na górze zaczęły wydobywać się jęki. Dziewczyna wiedziała o co chodzi. Tylko dlaczego teraz, dlaczego wtedy kiedy oboje dobrze wiedzą że córka właścicielki mieszkania jest razem z nimi w pomieszczeniu. Po równych czterdziestu pięciu minutach dom był calutki czysty, no oczywiście sypialni matki. tam nikt nie miał prawa wstępu, tylko ona oraz jej mężczyźni na jedną noc. Po skończonej pracy jaką nakazała siedemnastolatce matka ta udała się do swojego pokoju. Ze zmęczenia bezwładnie odpadła na łóżko. Z kieszeni spodni wyjęła już dawno nie modny telefon. Sprawdzała czy przypadkiem nikt do niej nie napisał, a może i zadzwonił. Tak naprawdę nie liczyła na wiadomość od nikogo, poza operatorem sieci w jakiej dziewczyna posiadała telefon. Wyjęła z szafki słuchawki, i podłączyła je do telefonu. Wybrała piosenkę Kesha-Die young. Głośność ustawiła na największą aby nie słyszeć tego co działo się za ścianą. Po przesłuchaniu trzech piosenek dziewczyna zasnęła.
*** OCZAMI JUSTINA ***
Właśnie odsypiałem wczorajszą imprezę urodzinową mojego najlepszego przyjaciela Jay'a. Było naprawdę zajebiście. Pełno dziewczyn w bikini, litry alkoholu. To jest to co kocham. Mógłbym być w takich klimatach cały czas, a nigdy by mi się nie znudziło. Pamiętam że w połowie imprezy któryś z gości zadzwonił po striptizerki. Później już nic nie pamiętam.
- Juśtin ! Wśtawaj mama cie woła ! - chwilę później poczułem jej drobne ciało skaczącej po moim łóżku. Tak to była Jazzy, moja młodsza siostra. Miała trzy latka, kochałem ją nad życie, zrobiłbym dla niej wszystko. Była dla mnie najważniejsza. Miałem jeszcze młodszego brata, ale o nim to później.
Byłem tak bardzo zmęczony, i tak bardzo bolała mnie głowa że nawet nie otwarłem oczu. Chciałem tylko aby przez ten jeden dzień był w domu spokój.
- Aniołku, zaraz przyjdę. Teraz wyjdź i idź do kuchni na śniadanie. - Powiedziałem i oczekiwałem aż mała wyjdzie
- A pójdziemy dziś na plac ? - zadała pytanie.
- Skarbie, dziś źle się czuję... Pójdziemy jutro jak wyzdrowieje dobrze ? I nawet nie tylko na plac. Dobrze, aniołeczku ? - mówiłem zaspanym głosem do siostry
- Dobrze, to ja idę do mamy na śniadanie, ty tez zaraz przyjdź. - powiedziała, pocałowała mnie swoimi małymi ustami w policzek, i wyszła z pokoju zamykając za sobą drzwi...
Po godzinie dopiero wstałem, i to jeszcze z ledwością. Gdy podszedłem do okna, to co zobaczyłem było nie do pomyślenia. Ojciec Garego, wychodził z domu jej striptizerki która była na urodzinach. Na pożegnanie pocałowali się namiętnie. STOP, STOP ! Przecież w tym domu mieszka ta dziewczyna co się niedawno przeprowadziła, i każdy się z niej śmieje że jej matka to d****a... Chyba Charlotte miała na imię. Tak, Charlotte. Ołł, będzie się z czego śmiać.
________________
No i mamy pierwszy rozdział. Mi się osobiście podoba, tylko trochę dziwna końcówka. Jak myślicie jak Charlotte zniesie obelgi rzucane w jej stronę z powodu jej matki ?
5 komentarzy = 2 rozdział ;3
Twitter :  https://twitter.com/smiilex33
Ask :http://ask.fm/smiilexd
Facebook : https://www.facebook.com/?q=#/natalia.bartoszek.5?ref=tn_tnmn

czwartek, 30 maja 2013

Prolog ♥



Nadszedł koleiny wieczór. Rutyną jest wieczorne siadanie na parapecie z kubkiem gorącej miętowej herbaty, i słuchawkami w uszach. Z starego modelu telefonu płyną słowa piosenki zachęcającej do walki. W takich momentach nachodzi przypływ adrenaliny. To właśnie w tych momentach jest największa ochota wygadania się komuś, nakrzyczenie, powiedzenie całej prawdy tym którzy najbardziej nas ranią. Kiedy następnego dnia rano, przytłacza szara rzeczywistość. Cała złość, żal, smutek odchodzi. W tym momencie nie jesteśmy w stanie nawet wypowiedzieć jednego słowa w stronę osoby której poprzedniego wieczoru mieliśmy tyle do powiedzenia. Jeśli się starać aby przełamać strach, lęk i wszystkie inne lęki uda się. JUST BELIEVE. !

_____________________
No i jest prolog. Mam na dzieję że się podoba, bo mi tak średnio. Liczę na szczere komentarze.
3 komentarze = 1 rozdział ;3

Bohaterowie ♥




Charlotte Johnson [17 l.] Uczennica pierwszej klasy prywatnego liceum w Stratford. Do miasteczka przeprowadziła się w wakacje wraz z matką. Z ojcem nie utrzymuje kontaktów, i chce aby tak zostało. Nie potrafi się odnaleźć w nowej szkole. Wszyscy wiedzą że nie pochodzi z bogatej rodziny, dlatego też nie chcą się z nią zadawać, do czasu.

Justin Bieber [18 l.] Uczęszcza do drugiej klasy prywatnego liceum w Stratford. Jest kapitanem drużyny koszykarskiej w szkole. Dzięki temu jest najbardziej popularnym nastolatkiem w placówce. Wraz z swoimi przyjaciółmi lubi dręczyć młodszych, słabszych. Jest to jeden ze sposobów odreagowania tego co dzieje się w jego domu.