czwartek, 25 lipca 2013

INFORMACJA !

MUSZĘ ZAKOŃCZYĆ PISANIE TEGO OPOWIADANIA. MOIM ZDANIEM TO NIE WYSZŁO. BĘDĘ PRÓBOWAĆ DALEJ, WIĘC ZAKŁADAM NOWEGO BLOGA, Z NOWYM OPOWIADANIEM. BĘDZIE TO COŚ PODOBNEGO DO TEGO LECZ COŚ INNEGO. TYM RAZEM O WIELE BARDZIEJ SIĘ DO OPOWIADANIA PRZYŁOŻĘ WIĘC MAM NADZIEJE ŻE TO WYJDZIE. NIEDŁUGO PODAM LINK DO NOWEGO OPOWIADANIA.
BARDZO DZIĘKUJĘ TYM KTÓRY TO CZYTALI A W SZCZEGÓLNOŚCI : NATALII, KASI, OLI, ROKSANIE ;3
MAM TYLKO NADZIEJĘ ŻE NASTĘPNE OPOWIADANIE BĘDZIECIE CZYTAĆ. KOCHAM WAS ♥

sobota, 13 lipca 2013

Rozdział IX ♥

*** Oczami Justina ***
Nie wiem jak mam wytłumaczyć to co właśnie powiedziałem rodzicielce. Tak było to prawdą, kochałem ją. Wiedziałem że kiedyś muszę jej to powiedzieć, ale teraz muszę zadbać aby wszystko z nią było dobrze, i aby miała wreszcie normalny dom.
- Mamo, proszę pomóż ! - mówiąc to czułem że łzy cisną się do moich oczu
- Idź z nią do samochodu i jedź do szpitala - bardziej rozkazała niż doradziła.
Chwilę później obydwoje byliśmy w drodze do szpitala. Droga dłużył sie niemiłosiernie. tak bardzo się o nia bałem. Nie wybaczę sobie gdy ona odejdzie.
Po dziesięciu minutach byłem na miejscu. Szybko wysiadłem i poszedłem do drzwi pasażera. Lekko wyjąłem nadal nie przytomną dziewczynę.  Pośpiesznym krokiem poszedłem z nią do środka budynku. Po drodze ze strachu prawie upuściłem Charlotte, lecz chwilę później bezpiecznie byliśmy na miejscu. Kiedy tylko wszedłem do środka od razu wzrokiem szukałem pomocy. Kiedy mój wzrok napotkał pielęgniarkę, nie musiałem nawet podchodzć bo ona już była obok nas. 
- Co się stało ? - zapytała spokojnym i opanowanym głosem
- Została zgwałcona - odpowiedziałem wystraszony
- Proszę za mną - rozkazała
Zrobiłem to co powiedziała. Szybkim krokiem szliśmy do jednej z sal budynki. Po drodze owa kobieta na chwilę weszła do jednego z pomieszczeń z którego zawołała lekarza. Chwilę później starszy pan szedł obok mnie. Kiedy już weszliśmy do wolnego pokoju lekarz kazał położyć mi Charlotte. Zrobiłem jak mi kazał. Chwilę później kazali mi wyjść z pomieszczenia. Nie rozumiałem o co chodzi. Chciałem być z nią, patrzeć na to co się z nią dzieje. Chwile chodziłem z jednego miejsca w drugie. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Tak bardzo się o nią bałem. Modliłem się do Boga o zdrowie dla niej, i aby wszystko dobrze się skończyło. Czas czas leciał nieubłaganie wolno. Nikt z sali nie wychodził. Zacząłem się jeszcze bardziej denerwować, chociaż nie wiem czy można było jeszcze bardziej niż ja robiłem to teraz. Kiedy wreszcie po godzinie która wydawała się być wiekami z pomieszczenia wyszedł lekarz. Bez chwili zastanowienia podszedłem do niego, i zapytałem :
- Doktorze co z nią  ? - pokazałem ręką na drzwi za którymi leżała dziewczyna
- Jest pan kimś z rodziny ? - zapytał. Wiedziałem że teraz będę musiał skłamać bo inaczej się niczego nie dowiem
- Nie, ale jestem jej chłopakiem - odpowiedziałem
- Zapraszam do mojego gabinetu, tam wszystkiego się pan dowie, i wypełni dane pacjentki - nawet nie czekając na moją jakąkolwiek odpowiedź zaczął iść w stronę swojego gabinetu. Szybkim krokiem podążałem za nim. Kiedy chyba po raz trzeci skręciliśmy w prawą stronę ujrzałem drzwi z tabliczką na której widniało nazwisko lekarza. Weszliśmy do środka. Nawet się nie zatrzymując, stanął za swoim burkiem czekając aż ja tam podejdę. Kiedy to już uczyniłem wyciągnął rękę w moją stronę przedstawiając się : 
- Mike Black - również podałem mu swoją dłoń
- Justin Bieber - kiedy puściliśmy swoje ręce spojrzałem na jedną z ścian
Następnie spojrzał na mnie i odparł ;
- Proszę usiąść - wykonałem jego polecenie.
- Na początek pomoże mi pan wypełnić kartę pacjentki - schylił się do dolnej szafki swojego biurka, z której wyciągnął kilka kartek.
- A więc ... Jak się nazywa pacjenta ? 
- Charlotte Johnson
- Kiedy się urodziła ?
- 18 września 1994
- Gdzie mieszka ? 
I tu pojawił się kłopot. Nie wiedziałem co mam powiedzieć. Że mieszka w domu dziecka, czy powiedzieć prawdę że u tego skurwiela ? Lekarz patrzył na mnie oczekując odpowiedzi, a ja nie wiedziałem co odpowiedzieć
- Mieszka ze mną - kolejne kłamstwo, musiałem
- Jaki jest adres do Twojego domu ?
- Stratford 2054 Albert Street
- Dziękuję. - kiedy skończył notować informacje jakie mu podałem, jeszcze chwilę coś wypisywać na kartkach. Na końcu postawił pieczątkę i złożył swój podpis. Kiedy odłożył długopis na swoje miejsce, splótł swoje palce, i spojrzał kamienną twarzą w moją
- Więc jak już wiesz Charlotte została zgwałcona - spojrzałem na niego jak na debila. Nie, dla zabawy z nią tu przyjechałem. Nie odzywałem się, dając mu tym znak aby kontynuował.
- Nie był to jedno razowy gwałt. Działo się to już kilka razy, wiesz coś o tym ? - spojrzał na mnie podejrzliwie. Chyba ten idiota nie myśli że to ja ją gwałciłem ? Teraz jedyna na co miałem ochotę to roztrzaskać twarz mojego sąsiada. Wiem że tylko on to jej robił.
- Myśli Pan że ja jej to zrobiłem ? - zapytałem kpiąco, unosząc głos 
- Nic takiego nie powiedziałem, proszę się uspokoić - stał się bardziej stanowczy 
- Więc, większych obrażeń nie ma, lecz nie pokoi mnie jedna rzecz .. - powiedział to bardziej spokojnym głosem
- Jaka ? - kolejny raz zmartwienie mnie przytoczyło
- Chodzi o USG, coś jest nie w porządku, ale jeszcze nie wiem co  - teraz jego głos wydawał się zmartwiony
- O co dokładnie chodzi ? - zapytałem  ciekawy a za razem bardzo przestraszony
- Podejrzewam ciąże - powiedział tym samym tonem co poprzednio
Przez dłuższą chwilę nie mogłem nic powiedzieć. Ciąża ? W tym wieku ? Przecież ona się załamie. Teraz jeszcze bardziej wiedziałem że muszę jej pomóc. Jeśli okaże się to prawdą, pomogę jej wychować dziecko. Wiem że teraz uważasz mnie za idiotę, ale tak będzie. Jestem jej to dłużny po tym wszystkim co ją spotkało z mojej winy. Tylko =
 
]=-=jeszcze ona musi przyjąć moją pomoc. Mam nadzieję że tak będzie... Na sam początek będę się ubiegał, abym mógł bym jej prawnym opiekunem.
Chyba za długo tak rozmyślałem, bo aż lekarz zapytał czy wszystko dobrze.
- Mogę ją teraz odwiedzić ? - zapytałem będąc nadal w szoku
- Ona musi odpocząć.
- Proszę, chociaż na chwilę, muszę jej coś powiedzieć
- Tylko proszę nie mówić jeszcze o dziecku
- Dobrze, dziękuję
Pożegnałem się z lekarzem. Kiedy już wyszedłem z jego gabinetu udałem się do sali w której leżała Charlotte. Lekko i po cichu otworzyłem drzwi. Ujrzałem ją. Leżała taka bezbronna, krucha, bez sił. Była tak blada, jak te wszystkie ściany razem wzięte. Kiedy po raz kolejny tego dnia usiadłem na jednym z niewygodnych szpitalnych krzeseł. Delikatnie chwyciłem ją za rękę. Ani trochę się nie poruszyła. Spała. Może i to lepiej, Tak jak mówił lekarz - musi odpoczywać.
Siedziałem tak przy niej jeszcze dwie godziny, a następnie udałem się do domu.
*** Następnego dnia ***
Tego dnia po raz kolejny nie poszedłem do szkoły, od samego dnia siedzę przy szpitalnym łóżku Charlotte. Jej stan się nie poprawił. Nadal spała. Nikt jej nie odwiedzał, tylko ja tu siedziałem, martwiłem się. Co jakiś czas przychodziła pielęgniarka zmieniać kroplówki, podawać jej przeróżne leki. Raz przyszedł lekarz z którym wczoraj rozmawiałem na temat Charlotte. Zabrał ją na jakieś dwu godzinne badania. Kiedy przywiózł ją  s powrotem nie spała już. Bałem się tego jak zareaguje na to że jestem tutaj z nią. Kiedy łóżko wraz z nią było już na swoim miejscu lekarz tylko spojrzał na mnie, uśmiechnął się lekko i wyszedł. Spojrzałem na nią. Leżała mając głowę odwróconą w drugą stronę. Płakała. Nie wiedziałem co mam zrobić. Nie chciałem jej skrzywić. Nawet nie wiedziałem co mam jej powiedzieć.
- Charlotte ? - zapytałem niepewnie. Przerażanie było można usłyszeć w moim głosie
Nie odpowiedziała, tylko odwróciła głowę w moją stronę. Oczy miała całe zapuchnięte od płaczu. Podszedłem do łóżka, ponowie siadając na krześle. Nie odzywałem się, bo nie wiedziałem co mam powiedzieć.
- To już mój koniec - powiedziała cicho i ledwo słyszalnie. O co jej chodzi ? Jaki koniec ? Może majaczy ?
- Jaki koniec ? O co chodzi ? - pytałem ciekawy a za razem przerażony jak nigdy w życiu. 
- Wszystkiego Justin, wszystkiego - mówiąc to jeszcze bardziej się rozpłakała
- Nie płacz proszę. Teraz już nie pozwolę Cię nikomu skrzywdzić, obiecuję. Damy radę, razem - zapewniałem ją, będąc tego wszystkiego pewny
- Ale nie rozumiesz że nic nie będzie dobrze ? Matka mnie nie chce, włóczyłam się po domach dziecka, a kiedy znalazła się rodzina która mnie chciała to ojcec mnie ciągle gwałcił. Teraz przez niego mam dziecko które i tak muszę usunąć. - płakała bez końca, nie wiem skąd ona brała tyle siły.
Jednak to prawda. Jest w ciąży. Nie mogę jej pozwolić usunąć tego dziecka. Pomogę jej ze wszystkim. Ten skurwiel zapłaci za to wszystko co jej zrobił. Już ja do tego dopuszczę.
- Nie usuniesz go. Ja Ci pomogę. Obiecałem Ci to, więc tak zrobię. Wychowamy je razem ,a tamten skurwiel zapłaci za to. Damy radę.
Razem osiągniemy wszystko - Już w połowie tego zdania zacząłem płakać. Nie wstydziłem się tego. Teraz muszę się postarać aby wszystko w jej życiu zaczęło się układać na lepsze.
________________________
No i jest rozdział. Zdziwieni ? Charlotte w ciąży ? Już powoli jej horror zaczyna się kończyć.
Statystyki bloga zaczynają być co raz większe z tego się bardzo cieszę i bardzo Wam dziękuję. ;3
Następny postaram się dodać jakoś do środy.
PS. Jeśli jest ktoś kto chciałby być informowany o nowych rozdziałach niech w komentarzu napiszę swój nick z TT, lub link do fb. ;)

wtorek, 9 lipca 2013

Rozdział VIII ♥


*** Oczami Justina ***
Drzwi od pokoju chłopaka lekko i powoli się uchyliły. Zza nich wyłoniły się dwie sylwetki, dzieci. Zawsze na ich widok jego usta układały się w piękny uśmiech. Lecz nie tym razem. Właśnie to zdziwiło maluchy.
- Juśtin, cio się śtało ? - zapytała troskliwie dziewczynka
- Nic skarbie - odpowiedział swojej siostrze
- Nio dobzie, a pobawiś się z nami - pokazała swoim małym paluszkiem na siebie a następnie na brata który stał tuż obok
- No jasne, chodźcie do Was tam są zabawki - kiedy wstał, wziął dwójkę rodzeństwa na ręce i poszli do wspólnego pokoju dzieci
- Pobawimy się w lodzine ?  - zapytał niepewnie chłopczyk
- Jasne, braciszku - jego starszy brat potargał mu lekko włosy, dzięki temu mały chłopczyk zaczął się śmiać. Chciał mu oddać lecz wiedział że to niemożliwe, ponieważ starszy brat był od niego o wiele wyższy. Zaczął wyciągać swe małe rączki w stronę Justina a ten szybko go wziął i położył na łóżku, następnie poszedł po siostrę która patrzyła na swoich braci i śmiała się z nich. Ją również położył na łóżku, zaczął ich łaskotać. I tak zaczęła się ich wspólna zabawa. Chciaż przez chwilę chłopak zapomniał o Charlotte, lecz nie na długo...
*** Oczami Charlotte ***
Po raz kolejny w tym domu działo się to samo. Zaczęło to robić się regularnie i tak samo.
' Ojciec ' szedł do jej pokoju, kiedy właśnie rozmawiała z Justinem. Tak wiele chciała mu powiedzieć, w zasadzie to wszystko. Lecz wiedziała że nie może.
Podczas tej rozmowy rozpłakała się.
Zabrał jej telefon, wyłożył baterię, następnie odłożył na miejsce. Spojrzał na dziewczynę tym ohydnym zimnym spojrzeniem. Powolnym ruchem zaczął rozpinać swój rozporek. Chwilę później oczom dziewczyny ukazało się przyrodzenie James'a. Dobrze wiedziała co to znaczy. Tak bardzo nie chciała tego przechodzić znowu.
- Dalej suko ! - krzyczał jej prosto w twarz. Chwilę później na twoim policzku poczuła pieczenie. Dopiero po chwili zoriętowała się co się stało. Nieliczny raz z rzędu podczas jej pobytu w tym domu dostała w twarz. Zaczęła płakać, chciała się sprzeciwić, lecz bała się.
Nie miała innego wyjścia. Musiała to zrobić co kazał jej mężczyzna.
Wzięła penisa do ust i zaczęła go ssać. Z jej oczu wypływała coraz większa ilość łez.
Kiedy już skończyła, i doprowadziła go do wytrysku wiedziała że to jeszcze nie koniec. Znała już tą grę na pamięć.
Popchnął ją na łóżko, następnie zaczął zdzierać z niej ubrania. Ona tylko pod nosem prosiła żeby przestał, on tylko się śmiał. Kiedy leżała przed nim całkowicie naga, on zdjął pozostałe części swojej garderoby. Zaczął w nią wchodzić. Bardzo ją to bolało. Nawet nie próbowała krzyczeć, bo wiedziała że będzie dostawała za to w twarz. Zaczął co raz szybciej poruszać biodrami, sprawiając jej co raz większy ból. Ona tylko modliła się aby ten horror się już skończył. Kiedy James drugi raz tego dnia doszedł, wyszedł z dziewczyny, ubrał się i wyszedł. Zostawił ją, taką nagą, bezbronną, zapłakaną. Nie interesowało go jak ona teraz się czuje, ważne że jemu było dobrze.
Leżała sama, naga, bezbronna, w panicznym płaczu. Chciała tylko uciec od tego koszaru.
Czuła się jak szmata, brudna. Wiedziała że tego brudu nigdy z siebie nie zmyje.
Po godzinie doszła do siebie, lecz nadal była w tragicznym stanie psychicznym. Nagle do jej ciała napłynęła złość.Wyrzuciła ubrania jakie miała na sobie przez całym zdarzeniem, a następnie ubrała się w długie spodnie, od tego golf z długimi rękawami. Nie mogła patrzeć na swoje ciało, nienawidziła go. Usiadła na łóżku i zaczęła rozmyślać jak sie wyciągnie  z tego domu. Jedynym pomysłem był telefon do szatyna. Lecz bała się że ją wyśmieje, nie będzie chciał pomóc. Zaryzykowała. Wyciągnęła telefon i wykręciła odpowiedni numer. Po trzech sygnałach odebrał.
- Charlotte ? - jego oddech był nierówny i przyspieszony. Oznaczało to tylko jedno. Przeszkodziła mu. Chciała się rozłączyć, lecz jakaś siła jej na to nie pozwalała. Nie odzywała się przez jakiś czas, tylko płakała. Lecz zdobyła się na odwagę i powiedziała pierwsze zadanie :
- Justin.. Proszę, pomóż - bełkotała, jakby zaraz miała zemdleć
- Co się stało ? - mówił wystraszony do granic możliwości szatyn
- On mnie zgwałcił. Proszę pomóż - ostatnie siły wykorzystała na podawanie informacji chłopakowi
- Coo ? Jak ? Gdzie ? - już nie wiedział co mówi, był przeprażony
- Gdzie Ty wgl jesteś ? Zaraz po Ciebie będę, nie martw się, zaraz będzie wszystko dobrze - już nie myślał o czym innym tylko uratować dziewczynę
- W domu obok Ciebie - sygnał się urywał.
*** Oczami Justina ***
Kiedy tylko usłyszał co się stało dziewczynie, wiedział że musi ją jak najszybkiej zabrać z tego przeklętego miejsca. Jak powiedziała gdzie się znajduje, był w szkou. Jak przez ten cały czas mógł nic nie zauważyć. Przecież była obok.
Nie panował teraz nad sobą, chciał jak najszybciej znaleźć się obok niej.
Nawet nie powiedział bawiącemu się rodzeństwu że wychodzi, matce że ma iść ich przypilnować. Mniej niż minutę później był już na miejscu. Wiedział że sąsiedzi zawsze mają drzwi otwarte. Wszedł nawet bez pukania. Pierwsze co zobaczył to siedzącego na kanapie, zadowolonego James'a. Wiedział że to on skrzywdził dziewczynę. Miał ochotę go teraz zabić.
- Ty jebany skurwysynie, zabije Cię ! - nie czekał na odpowiedź mężczyzny
Podszedł do niego i zaczął się z nim najpierw szarpać, lecz później przerodziło się to w prawdziwą bójkę. Wiedział że ma nad nim przewagę. Teraz to nawet nie myślał o konsekwencjach.
Kiedy wiedział że już wygrał, , wstał i splunął na ledwo oddychającego mężczyznę. Zaczął biegać jak szaleniec po całym domu w celu poszukiwania dziewczyny. Był już w każdym pomieszczeniu i po dziewczynie ani śladu. Wszedł w ostatnie drzwi i ujrzał ją... Siedziała w kącie pokoju, zapłakana, wystraszona. Na ten widok aż jemu zachciało się płakać, ale wiedział że musi być teraz silny i pomóc dziewczynie. Nie mógł się poddać.
Podszedł do niej. Nie wiedział co ma zrobić. Jeszcze nigdy nie był w takiej sytuacji. Nie chciał jej skrzywdzić.
- Charlotte - powiedział cichym i spokojnym głosem.
Jej głowa lekko się uniosła, oczy ujrzały tego którego chciały ujrzeć. Ukucnął nad jej drobnym ciałem i spokojnie powiedział :
- Charlotte pójdziesz teraz ze mną. Zabiorę Cię stąd. Obiecuję że Ci pomogę. - modlił się tylko aby się zgodziła
Nie odpowiedziała tylko lekko pokiwała głową. Lekko i powoli wziął jej kruche, delikatne ciało na swoje silne ręce. Powoli zaczęli wychodzić z domu który zawsze będzie im kojarzył się z najgorszym. Kiedy byli w połowie drogi oczy dziewczyny zaczęły się zamykać, na ten stan chłopak bardzo sie przestarszył i zaczął iść szybciej.  Kiedy już weszli do domu, zaatakowała ich mama chłopaka :
- Gdzieś Ty był ? - kiedy zobaczyła że nie jest sam, i w jakim stanie jest dziewczyna od razu skamieniała. Nie wiedziała co ma powiedzieć.
- Co się jej stało ? - zapytała opiekuńczym głosem
- Mamo, kocham ją - Miłość chłopaka do dziewczyny można było zobaczyć nawet gołymi oczami.
_______________
 
Tak wiem miałam napisać wcześniej, ale są wakacje i tak wyszło.
Więc za nami 8 rozdział. Jak się podoba ? Jak myślicie co będzie dalej ?
Następny postaram się dodać jeszcze w tym tygodniu. ;)

poniedziałek, 1 lipca 2013

Rozdział VII ♥


*** Oczami Charlotte ***
Kiedy była już w pełni gotowa na spotkanie z Justinem, ktoś zapukał do drzwi jej tymczasowego pokoju. Zza drzwi wyłoniła się sylwetka dyrektorki placówki, opierunki oraz dwoje nieznajomych dziewczynie ludzi.
- Dzień dobry Charlotte. To są państwo Smith. - przedstawiła pani dyrektor parę dziewczynie.
- Dzień dobry - odpowiedziała w stronę chyba małżeństwa speszona nastolatka
- Ci państwo od dziś będą Twoimi rodzicami. Zabierają Cię z tego domu do siebie. - przekazała najdelikatniej informacje jak tylko umiała opiekunka
Dziewczyna nie była w stanie wypowiedzieć ani jednego słowa. Był to dla niej szok. Przecież to Justin miał zabrać z tego miejsca, a nie jacyś obce ludzie. Nie znała ich, nie wiedziała jacy są. Przecież mogą tylko przed opiekunkami, dyrektorką i wielu innym osobom grać dobrych, miłych życzliwych ludzi. Jeśli w rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Kiedy wszystko powolutku zaczęło się układać, znowu musiał przyjść ktoś kto to wszystko zepsuje.
Niekontrolowany wybuch płaczu ze strony dziewczyny bardzo zaskoczył osoby przebywające razem z nią w pomieszczeniu. Chwile później została sam na sam z opiekunką. Ona była jedyną osobą która rozumiała wszystko co teraz przeżywa Char.
- Charlotte skarbie, co się dzieje ? - zapytywała spokojnie, głaszcząc ręką plecy nastolatki, aby dodać jej otuchy.
- Ja tam nie chce iść. To Justin miał mnie zabrać stąd. Nie chce nigdzie z nimi iść. Proszę niech Pani coś zrobi... - mówiła załamanym głosem. Wszystko co mówiła było zupełną, czystą szarością. Naprawdę nie chciała mieszkać z tymi ludźmi. Już wolała mieszkać tu w domu dziecka niż z jakimś zupełnie obcymi ludźmi.
- Bardzo chciałabym Ci pomóc, ale nie mogę. Nie mam wpływu na to do jakiej rodziny pójdziesz. Widać że naprawdę polubiłaś tego Justina - uśmiechnęła się lekko
Nastolatka tylko się zarumieniła, unosząc wargi lekko ku górze. To była prawda, co przed chwilą powiedziała kobieta. Tak zaczynała lubić tego chłopca, a nawet mu ufać. Wiedziała że wszystko co do niej mówi jest prawdą.
- Wie Pani gdzie teraz będę mieszkać ? - zapytała już bardziej uspokojona
- Wiem tylko że w Stratford - ta informacja jeszcze bardziej przybiła dziewczynę.
Tak bardzo nie chciała tam mieszkać. To przecież tam odbywa się jej największy życiowy koszmar. Teraz to mieszkałaby wszędzie tylko nie tam.
- Coś nie tak ? - zapytała z troską kobieta
- Nie chce tam mieszkać. Tam przeżywam horror. Wszyscy się ze mnie śmiali, teraz będą bardziej bo jestem z domu dziecka, bo nikt mnie nie chce. - płakała
Kobieta objęła ją ramieniem, lekko nią kołysząc. Uspokajała dziewczynę, zapewniając że zawsze może na nią liczyć.
Po prawie godzinnej rozmowie, dziewczyna była już gotowa do tego aby zamieszkać z nową rodziną. Fakt, bała się jeszcze, ale wiedziała że jeśli nie będzie chciała tam mieszkać zawsze może wrócić tu. Bała się także że starci kontakt z Justinem. Bała się że po tym jak się dowie że jest w nowej rodzinie on się jej wyprze, że nie będzie chciał jej znać, że znowu będzie się z niej naśmiewał. No bo przecież znowu jest zupełnie sama. Nawet Holly przestała ją odwiedzać. W pewien sposób brakowało jej, tej damskiej przyjaźni. Tak dobrze wszystko się zapowiadało. Lecz wracając ...
Jechała ponad godzinę ze swoją 'nową rodziną' do jej nowego domu. Podczas podróży nikt z obecnych nie miał odwagi wypowiedzieć ani jednego słowa. Kiedy już dojechali na miejsce, okolica zaczęła się wydawać znajoma Charlotte. Te drzewa, płoty ,ta ulica sama w sobie była znana. Dopiero po kilku chwilach zorientowała się że będzie mieszkała obok Justina. Centralnie dom obok domu. Teraz to nie wiedziała czy ma się cieszyć czy może jednak nie. Może powinna ukryć przed nim fakt że będą teraz sąsiadami ? Już nie wiedziała co ma zrobić. Mężczyzna około trzydziestki otworzył drzwi przed dziewczyną, dając znak ręką aby wyszła. Tak postąpiła. Kiedy już wyszła, automatycznie spojrzała w stronę okna chłopaka. Nie było tam nikogo. Odetchnęła z ulgą. Nie chciała aby teraz wiedział gdzie mieszka. Kobieta poszła otworzyć drzwi od nowego domu dziewczyny, a mężczyzna wziął wszystko walizki i szedł za żoną w stronę drzwi. Tylko Charlotte stałą w tym samym miejscu.
- Charlotte, chodź do nas - zawołał mężczyzna
Po kilku chwilach dotarło do niej co powiedział do niej 'ojciec'. Spojrzała na niego, lekko się przy tym uśmiechając. Podeszła do niego spojrzała na niego i weszła... Nie wiedziała tylko że to będzie jej kolejne piekło na ziemi.
*** Oczami Justina ***
Już prawie od godziny czekał na dziewczynę. Zawsze była na czas, a może i chwilę przed. Jej nieobecność była szokiem dla szatyna. W pewnym momencie zaczął się niepokoić. Może znowu chciała się zabić, może postanowiła że jednak po tym wszystkim nie chce się z nią spotykać. Nie wiedział co ma o tym myśleć. Był tak bardzo zaniepokojony że pojechał do domu dziecka w którym przebywała dziewczyna aby dowiedzieć się co z nią się dzieje, dlaczego nie przyszła. Kiedy był już na miejscu, zaczął się co raz bardziej denerwować. Nie znał konkretnego powodu. Bał się, tego co może tam usłyszeć. Lecz w głębi duszy modlił się aby znalazł tam całą i zdrową Charlotte.
Wchodząc do budynku, pierwsze co usłyszał to krzyki, zobaczył pełno dzieci,młodzieży. Wśród nich zaczął poszukiwać konkretnej osoby. Jednak nic z tego.
- Mogę w czymś pomóc ? - nagle z tego natłoku myśli wyrwała go starsza kobieta
- Tak, szukam Charlotte Johson. Wie Pani gdzie ona jest ? - zapytał zakłopotany
- Przecież ona pojechała do nowej rodziny, nie mówiła Panu ? - w tym momencie jego cały świat się zawalił. Jak mogła nic nie powiedzieć ?
- Nie... Wie Pani gdzie teraz mieszka ? - zapytał, będąc nadal w szoku
- Tego nie mogę Panu powiedzieć, przepraszam - kiedy odpowiedziała, zaczęła się oddalać. Teraz chłopak już naprawdę nie wiedział co zrobić. Nie wiedział nawet gdzie ona teraz jest, nawet czy jest na tym mieście. Nic. Postanowił że teraz nie będzie się do niej odzywał przez pewien czas. Musi sobie to wszystko dobrze poukładać.
*** Miesiąc później ***
Ten miesiąc jaki chłopak przeżył nawet bez kontaktowania się z nią, był dla niego męczarnią. Zrozumiał że w pewien sposób zaczęło mu na niej zależeć. Nie była mu obojętna. Pierwszy raz tego doświadczył. Każdy jego dzień wyglądał tak samo. Po czterech tygodniach ciszy już nie mógł sobie poradzić bez niej. Musiał znaleźć jakikolwiek kontakt z nią. Postanowił że zadzwoni do niej. Już kilka razy próbował ale zawsze się wycofywał. Lecz teraz postanowił że nie może, musi wreszcie to zrobić. Kiedy już wybrał numer dziewczyny, czuł że jego serce zaraz wyskoczy z klatki piersiowej.  Po trzech sygnałach odebrała :
- Halo ? - kiedy usłyszał ten aksamitny głos, nie wiedział co ma powiedzieć. Najchętniej rozłączyłby się. Wiedział że teraz nie może się poddać, to jego jedyna szansa.
- Charlotte ? - zapytał niepewnie. Tylko po co ? Przecież wiedział że to ona.
- Justin - stwierdziła
- Proszę spotkajmy się. Musimy porozmawiać  - mówił błagalnie, tak bardzo chciałaby się zgodziła.
Nie usłyszał odpowiedzi, tylko płacz dziewczyny.
- Kochanie, nie płacz. Powiedź gdzie jesteś. Zaraz po Ciebie będę, tylko powiedź, proszę - już teraz z nerwów nie wiedział co mówi. Chciał jedynie zabrać dziewczynę z tego miejsca w którym się znajdowała. Kolejny raz nic nie odpowiedziała, rozłączyła się. Próbował jeszcze kilka razy skontaktować się z dziewczyną, lecz ta wyłączyła telefon.
________
Miałam go dodać szybciej, ale jakoś nie miałam weny. Przepraszam.
Obiecuję że od następnego zacznie się robić ciekawiej.
Następny się postaram dodać jeszcze w tym tygodniu.
Do następnego . <3

piątek, 28 czerwca 2013

Rozdział VI ♥

*** Oczami Justina ***
Chwilę przed tym jak chłopak wszedł do sali w której przez ostatnie dni przebywała dziewczyna, rozmawiał z panią Chelsea. Wiedział w jakiej teraz siedemnastolatka znajduje się sytuacji. Tak bardzo jej współczuł, tak bardzo chciał jej pomóc. Tylko nie wiedział jak. Wiedział że musi coś wymyślić. Każdy pomysł jaki rodził się w jego głowie po chwili stawał się nie do zrealizowania, bezsensowny. Kiedy wszedł do sali, i zobaczył w jakim stanie jest dziewczyna, jego serce połamało się na tysiąc malutkich kawałków. To było dla niego bardzo dziwne uczucie, takie nieznajome. Nie wiedział co ma zrobić, więc po prostu, najzwyklej na świecie przytulił ją. Wiedział że ona może tego nie chcieć, odepchnąć go. Lecz nic z tych rzeczy się nie wydarzyło. Odwrotnie, wtuliła się w ciepłe ciało szatyna jeszcze bardziej. Jej płacz nasilał się z każdą sekundą co raz bardziej. Gładził swoimi dłońmi jej plecy, mając nadzieję że chociaż trochę się uspokoi. Lecz nic takiego się nie stało. Płakała dalej, i bardziej. Już naprawdę nie wiedział co ma zrobić aby się uspokoiła. Lecz wpadł na jeden pomysł. Odsunął się od niej na kilka centymetrów.
- Połóż się dobrze Ci to zrobi - poprosił, a dziewczyna to wykonała. Wiedział że jest zmęczona. Lecz ona tylko leżała i płakała. Od tego widoku aż mu zachciało się płakać, ale wiedział ze nie może się poddać, ona teraz potrzebuje pomocy. Chwycił delikatną rękę siedemnastolatki, i bardzo ściszonym głosem zaczął śpiewać ulubioną kołysankę jego siostrzyczki. Gdy już prawie kończył śpiewaną piosenkę spojrzał na dziewczynę. Spała. Taka słodka, bezbronna Charlotte. Usłyszał w sercu głosik który ciągle mu powtarzał ' musisz jej teraz pomóc '. To wszystko co teraz działo się jego żcyiu było nowością. Nigdy nie przeżywał czegoś takiego. Kiedy tak wpatrywał się w jej nieskazitelną twarz do sami bez pukania wszedł lekarz.
- Cicho, dopiero zasnęła - ostrzegł cichym głosem nastolatek
- Muszę z Tobą chłopcze porozmawiać - powiedział z kamienną twarzą lekarz
- Za godzinę przyjdzie po nią pani Chelsea - kontynuował|
- To ta która zabierze ją do domu dziecka ? - zapytał, chociaż doskonale znał odpowiedź
*** Oczami Charlotte ***
Obudziła się, lecz nie otwierała oczu. Wiedziała że jest jeszcze ktoś w sami oprócz samego Justina. Rozmawiali, tylko nie wiedziała o czym. Postanowiła że nie będzie na razie ujawniać że się obudziła tylko posłucha. Kiedy usłyszała ostatnie zdanie jakie wypowiedział szatyn, automatycznie jej oczy się otworzyły. Nie mogła wypowiedzieć ani jednego słowa, była w takim szoku. Wiedziała co to oznaczało. Jest sierotą. Do jej oczu napłynęła bardzo duża fala łez, która w szybkim tempie ujrzała światło dzienne. Na początku nikt nie zauważył że się obudziła, a co dopiero że płacze. Dopiero kiedy pociągnęła nosem, szatyn odwrócił się w jej stronę. Kiedy zobaczył jej stan, przytulił ją. Bez żadnego słowa. Wiedział że jedyne co jej teraz jest potrzebne. To obecność osoby której może powiedzieć wszystko. Nie do końca był przekonany że ona mu ufa, ale przecież to że jeszcze siedzi w jej sali, i ja przytula to chyba już jakiś znak.
Kiedy poczuła że jego ręce gładzą jej plecy, troszeczkę się uspokoiła. Nie mówił nic. Właśnie tego teraz potrzebowała. Tkwili w tym uścisku ponad piętnaście minut. Kiedy się oderwali od siebie, spostrzegli że w sali zostali sami. Nie miała nawet siły aby się ruszyć. Nadal tkwiła w szoku który nie chciał odpuścić. Chciała aby ten cały koszmar się już skończył, aby wreszcie mogła być zwykłą, szczęśliwą nastolatką. Jak widać los chciał dla niej inaczej. Nagle na twarzy poczuła ciepłe ręce brązowookiego który swym delikatnym dotykiem ocierał nadal wypływające łzy z oczu dziewczyny.
- Pomogę Ci się wydostać się z tego wszystkiego - rozmowę zaczął chłopak
- Dlaczego ? - zapytała zapłakanym głosem
- Ponieważ czuję się Tobą zaopiekować - kiedy to mówił w jego oczach można było dostrzec łzy
- Kłamiesz - powiedziała spokojnie, lecz nadal płakała
- Co mam zrobić żebyś mi uwierzyła ? - zapytaj bardziej załamany
- Nic, bo i tak Ci nie uwierzę - te słowa raniły szatyna najbardziej
Przez chwilę nie odzywali się do siebie, lecz później znowu zaczęli o tym co teraz będzie się działo z dziewczyną. Kiedy spostrzegli że kobieta powinna zjawić się w szpitalu za trzydzieści minut, zaczęli pakować rzeczy dziewczyny do małej torby. Nie miała ich dużo, ponieważ nikt jej z domu nic nie przyniósł.
Kiedy wybiła godzina, której tak bardzo nie chcieli, w sali rozbrzmiało ciche pukanie. Po raz kolejny tego dnia, dziewczyna zaczęła histerycznie płakać. Kiedy dostrzegł to chłopak, przytulił ja, gładził dłońmi jej plecy. Zapewniał że będzie dobrze, chociaż sam w to nie wierzył.
- Proszę - odparł chłopak
Kiedy do sali weszła kobieta której się spodziewali nastolatkowie, jej mina momentalnie zrobiła się kamienna, Nie wiedział że zastanie taki widok. Płacząca dziewczyna siedząca na łóżku szpitalnym, a tuż obok niej chłopak pocieszający ją. Wiedziała co teraz czuje dziewczyna ponieważ sama już to przechodziła w młodości.
-  Mogłaby Pani dać nam jeszcze chwilę ? - nagle usłyszała głos swojego towarzysza, chwilę później dzwięk zamykających się drzwi. Poczuła jak chłopak bierze jej twarz w swoje ciepłe, drżące dłonie. Kciukami ocierał jej zapłakane oczy, wciąż się w nie wpatrując. Po jej ciele przeszedł przyjemny dreszcz, którego jeszcze nie znała. Pierwszy raz w życiu doznała takiego uczucia, Podobało jej się to. Chwilę później usłyszała pierwsze słowa szatyna
- Proszę wierz mi. Tak bardzo chcę Ci pomóc, ale wiem że nie jest Ci łatwo po tym wszystkim. Będę walczył o to abyś uwierzyła. Wyciągnę Cię z tego domu, zobaczysz. Teraz idź z tą kobietą, obiecuje że będę dzwonił co chwilę, zabierał tylko kiedy będę mógł. Obiecuję - kiedy to mówił, z jego oczu wyciekły łzy co zdarza się naprawdę rzadko. Szybko ją otarł. a gdy skończył mówić , przytulił się do drobnego ciała dziewczyny. Nie odepchnęła go, co już było znaczącym czymś
- Już można ? - drzwi się otworzyły, a za nich wyłoniła się ta sama osoba co poprzednio.
Dopiero teraz zrozumiała co teraz będzie działo się w jej życiu. Nie chciała tego. Aby tego uniknąć mogła nawet przyjąć pomoc szatyna a nie chciała tego ponieważ to wszystko co się stało kilka dni temu było jeszcze za świeże. Lecz chyba nie miała innego wyjścia. jak zwykle była sama. Jej płacz po raz kolejny tego dnia się nasilił.
- Proszę, pomóż mi - wyszeptała do ramienia chłopaka, lecz wiedziała że usłyszy to tylko on
- Obiecuję że wezmę Cię jak najszybciej stamtąd  - również powiedział aby tylko ona mogła usłyszeć. Kobieta która niedawno weszła, nadal czekała na moment w którym będzie mogła zabrać nastolatkę do nowej dla niej placówki.
Kiedy para nastolatków 'odkleiła' się od siebie, dziewczyna z pomocą chłopaka wstała i powoli zaczęła wychodzić z sali. Wiedziała że to co się teraz dzieje, jest jej jednym z najgorszych wydarzeń w życiu. Tak bardzo chciała aby to wszystko jak najszybciej się skończyło. Wychodząc z budynku, podążała za kobietą i chłopakiem u boku do niebieskiego samochodu. Kiedy już byli na wyznaczonym celu, z jej oczu po raz kolejny wypłynęły krople słonej cieczy. Po raz kolejny znalazła się w ramionach chłopaka. Chciałaby aby jechał z nią, lecz to było niemożliwe. Kiedy się odsunęła od jego ciała, stało się coś czego nigdy w życiu się nie spodziewała. Jego malinowe wargi, delikatnie opadły na jej drżące usta, lekko je muskając. Czuła to że chłopak robił to niepewnie, bał się jej reakcji. Lecz ona tylko odwzajemniła pocałunek.
*** Tydzień później ***
Od wydarzenia jakie miało miejsce tydzień temu na szpitalnym parkingu, chłopak odwiedzał Charlotte codziennie. Zabierał ją na spacery, wycieczki. Bardzo dużo rozmawiali. Już powoli zaczynała mu ufać. Wierzyła mu w to że on naprawdę chce jej pomóc. Już nawet miał plan który po części znała dziewczyna. Lecz nie wiedzieli że ten dzisiejszy dzień pokrzyzuje i zniszczy wszystko, nad czym tak ciężko pracowali.
Kiedy wychowankowie placówki mieli czas wolny, Charlotte jak zwykle szykowała się na spotkanie z Justiniem. Za każdym razem kiedy to robiła, miała uśmiech na twarzy. Na prawdę go lubiła. Już nie mogła się doczekać kiedy go po raz kolejny zobaczy. Lecz tego dnia ani przez najbliższe kilka tygodni to będzie całkowicie niemożliwe.
_____________
Przepraszam że tak długo, ale jakoś nie miałam czasu. Już kilka dni go pisałam, ale dziś wreszcie skończyłam. Jak widzicie wszystko idzie w dobrym kierunku. Jak myślicie dlaczego Charl nie zobaczy się z Justiniem ?
Następny postaram się dodać w tygodniu. Komentujcie ;)
PS. Miłych, bezpiecznych, zajebistych, słonecznych wakacji. <3

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Rozdział V ♥


*** Oczami Justina ***
Stał przy drzwiach i nie wiedział jakim zdaniem rozpocząć ważną za równo jak dla niego i dla niej rozmowę. Patrząc się w jeden punk na ścianie nie potrafił wydobyć z siebie ani jednego słowa. Tak bardzo nie chciał zranić dziewczyny. Wiedział że to wszystko jest dla niej za świeże, więc musi uważać ze słowami. Każde słowo musi być przemyślane dwa razy. Stojąc tak w jednym miejscu, miał totalną pustkę w głowie. Jednak mógł przed tą wizytą porozmawiać ze swoją rodzicielką, lub chociaż przyjacielem. Najchętniej by teraz uciekł, ale zaszło to już za daleko. Dobra Bieber, dasz radę. Mówił sam do siebie w myślach. Czuł że to ten odpowiedni moment gdzie musi szczerze za wszystko przeprosić.
- Jak już mówiłem, przyszedłem Cię przeprosić - po wypowiedzeniu tego zdania w stronę poszkodowanej zaczął sam śmiać się z siebie. Był to pierwszy raz gdzie się tak bardzo denerwował.
- Wiem, i czekam na to co masz mi do powiedzenia - odpowiedziała spokojnym głosem dziewczyna
- Mogę usiąść ? - zapytał niepewnie
- Jasne - odpowiedziała speszona
Wolnym krokiem podszedł do małego, białego, plastikowego krzesła stojącego zaraz obok szpitalnego łóżka 
Teraz w jego głowie działa się na prawdę wielka walka o to co ma powiedzieć. Szybko postanowił że będzie mówił na tzw. spontana. 
- Jest mi tak głupio z tego wszystkiego że nawet nie wiem od czego zacząć. Fakt że tą całą krzywdę jaką Ci wyrządziłem robiłem specjalnie, ponieważ taki już jestem. Wiem że to bardzo śmiesznie, oklepanie brzmi, ale tak jest. Nie radzę sobie z problemami dlatego wyżywam się na uczniach w szkole, a nawet rodzinie. Nie wiedziałem że moim zachowaniem doprowadzę Cię do takiego stanu że chciałabyś się zabić. Na prawdę nie chciałem tego. Teraz żałuje tego jak nic innego gdybym tylko mógł tylko cofnąć czas ni zrobiłbym Ci żadnej krzywdy. Dlatego z tego miejsca najbardziej, najmocniej Cię przepraszam. Przepraszam za to że sprawiałem Ci ból nie tylko słowami jak i czynami, za to że obrażałem Twoją rodzinę. - po skończonej wypowiedzi schował twarz w dłonie. Na prawdę tego żałować. Dopiero teraz przed Charlotte pokazał swoją prawdziwą twarz.

 *** Oczami Charlotte ***
Reakcja dziewczyny była jednoznaczna. Zaczęła płakać. Nie wiedziała co powiedzieć, zatkało ją. Nie wiedziała że Chłopak jest tak wrażliwy. Przecież teraz siedząc na tym strasznie niewygodnym krześle prawie płacze. Charlotte wie że on żałuje. Głowie ma mętlik. Nie wie co powiedzieć, czy wybaczyć czy go wyrzucić z sali. Po chwili zastanowienia już wiedziała co chce powiedzieć chłopakowi. Oby tylko nie żałowała swojej decyzji.
- Wybaczam Ci - powiedziała łamiącym się głosem od płaczu
Jego głowa automatycznie się podniosła. Oczy miał rozszerzone, czerwone. Powodem takiego koloru oczu był płacz. Kiedy dziewczyna to zauważyła, chciała zapomnieć o tym wszystkim co się działo, i po prostu przytulić chłopaka, lecz wiedziała że nie może.
- Co się stało że płaczesz ? - zapytała z troską
- Nic, na prawdę, nie chce się dręczyć swoimi problemami. Dziękuję Ci za to że mi wybaczyłaś. Obiecuję że już więcej Cię nie skrzywdzę. - mówił całkiem poważnie. Z każdym słowem był co raz bliższy płaczu.
- Najlepiej będzie jeśli już pójdę i nie będę ci przeszkadzał - wstał z krzesła, kierował się w stronę drzwi lecz przed nimi się zatrzymał i powiedział
- Wiem że to co powiem będzie dziwne ale, jeśli będziesz potrzebowała pomocy to wiesz gdzie jestem, pa - powiedział, i nawet nie czekając na odpowiedź dziewczyny wyszedł, i po cichu zamknął drzwi.
Słowa chłopaka dały dziewczynie dużo do myślenia. Nie wiedziała czy on mówi poważnie, czy tylko znowu udaje. Lecz bardziej jej myśli dążył do tego że chłopak mówił prawdę, i na prawdę może na nim polegać.
*** Tydzień później ***
Ten tydzień minął Charlotte spokojnie. Cały ten czas przebywała w szpitalu pod opieką lekarzy i psychologów. Bardzo dużo rozmawiała o tym co się stało. Odwiedziła ją tylko Holly. Przez ten czas stały się prawdziwymi przyjaciółkami. Darzyły się dużym zaufaniem. Matka ani razu nie odwiedziła córki. Bardzo ją to bolało. Po raz kolejny kiedy Char potrzebowała matki jej nie było. Justin także więcej nie odpowiedział dziewczyny. Przecież nie miał po co przychodzić. raz przyszedł, przeprosił i koniec.
Charlotte siedząc na szpitalnym łóżku, w ręku trzymała gazetę którą przyniosła jej Holly. Właśnie czytała o nowych nowościach w świecie gwiazd kiedy do jej tymczasowego pokoju ktoś zapukał.
- Proszę - powiedziała lekko podniesionym głosem podnosząc wzrok z czasopisma lecz, nie odłożyła go.
Zza drzwi wyłoniła się sylwetka kobiety. Charlotte zdziwiła się, i zaczęła zastanawiać się kim jest owa kobieta. Przecież nigdy jej nie widziała.
- Witaj Charlotte, nazywam się Chelsea Yorks i jetem pracownicą opieki społecznej - przedstawiła się kobieta 
- Dzień dobry - grzecznie się przywitała przerażona dziewczyna.
Zaczęła się zastanawiać, co może chcieć od niej pracownica opieki społecznej.
Tego co zaraz usłyszy, za żadne skarby świata się nie spodziewała.
- Mam Ci do przekazania pewną wiadomość. - zaczęło się
- Pewna osoba zgłosiła nam ze Twoja mama źle się Tobą zajmuje, i nie poświęca Ci czasu, to prawda ? - zapytała z troską kobieta
Wystraszona do granic możliwości dziewczyna nie wiedziała czy ma powiedzieć prawdę, czy udawać że wszystko jest dobrze. Nie wiedziała o co dokładnie chodzi jej towarzyszce więc powiedziała całą prawdę jak jest u niej w domu.
- Tak przypuszczałam. Więc Twoja mama zostanie pozbawiona praw rodzicielskich a Ciebie skierujemy do domu dziecka. - po tych słowach, Charlotte pożałowała każdego słowa powiedzianego kobiecie.
Przerażona tym wszystkim zaczęła płakać. Nie wiedziała jak teraz będzie wyglądać jej życie. Bała się, tego wszystkiego. Jeszcze dwadzieścia minut rozmawiała z kobietą, o tym co teraz będzie się działo. Kiedy już wyszła, piętnaście minut później miała następnego gościa. Był nim Justin. Kiedy zobaczył w jakim stanie jest dziewczyna, jedyne co zrobił to podszedł do jej łóżka, przytulił ją i zapewniał że teraz wszystko się ułoży.
_______________
Trolololo. Jest nowy rozdział przed środą. Dziś cały dzień byłam w domu więc postanowiłam że coś napiszę.
Jak myślicie po co Justin przyszedł do Charlotte. ? Dlaczego tak zareagował na jej stan ?
Jeśli czytasz skomentuj chociaż jednym słowem, dla mnie to ważne.
Kocham Was, dobranoc ;3

czwartek, 13 czerwca 2013

Rozdział IV ♥

*** Oczami Charlotte ***
Siedziała spokojnie wlepiając pusty wzrok na białą ścianę. Na jej twarzy gościł lekki uśmiech. Sama nie znała powodu tego zjawiska. Obok łóżka szpitalnego siedziała dziewczyna. Ta sama która uratowała życie czerwonowłosej. W ciągu kilku godzin zaczęła lubić rówieśniczkę. W głębi duszy cieszyła się że ją znalazła, lecz jest też to że pragnęła śmierci. Wtedy jej wszystkie problemy się skończyły. Już nigdy nie musiałaby cierpieć. Idealną ciszę przerwało ciche pukane do drzwi. Pierwszą osobą jaka przyszła obu nastolatką na myśl to był lekarz, ponieważ nikt inny nie odpowiedział Charlotte.
- Proszę - powiedziała zakłopotana dziewczyna,ponieważ lekarz tylko puka i wchodzi, lecz nie w tym przypadku.
- Dzień dobry ... - zaa drzwi wyłoniła się sylwetka tego którego najbardziej na świcie nienawidziła, i za żadne skarby świata nie chciała widzieć.
Pierwsze uczucia jakie zaczęła odczuwać nastolatka to strach, przerażenie, nienawiść, wściekłość. To wszystko łączyło się w jedność tworząc coś czego nawet słowami nawet nie można. Nie wiedziała czy ma się odezwać, czy nie. Bała się wszystkiego, dosłownie. Nawet odezwać się w miejscu gdzie wiedziała że jest bezpieczna, i na dodatek nie jest sama. Postanowiła że nie będzie tylko patrzeć na ową osobę, lecz na dodatek wypowie pierwsze słowa.
- Czego tu chcesz ? - strach był słyszalny w jej głosie. Każde wypowiedziane słowo było co raz krótszą drogą do płaczu. Tym razem nie może się poddać.
- Chciałem z Tobą porozmawiać, na osobności - powiedział pewny siebie, jednak w jego środku było zupełnie inaczej.
- Nie mamy o czym, wyjdź - sama nie wierzyła że to powiedziała jeszcze do kogoś takiego. Jeszcze chwile temu bała się odezwać a teraz jedyne co nią kierowało to wściekłość. Sama nie wiedziała skąd to się bierze.
- Musimy ! Rozumiesz ? - jego ton głosu stawał się co raz bardziej ostry, dzięki czemu Char znowu zaczęła się bać. Widząc ten tok wydarzeń dziewczyna siedząca obok poszkodowanej zabrała głos.
- Nie rozumiesz że ona nie chce z Tobą rozmawiać po tym wszystkim ? Jeszcze w ogóle masz czelność tu przychodzić ? Po tym jak ona przez Ciebie chciała się zabić, a Ty z tego że ją krzywdzisz się śmiałeś, sprawiało Ci to radość ?! - ton wypowiedzi dziewczyny bardziej wskazywał na to że oznajmia a nie pyta. Teraz wiedziała że musi pomóc bezbronnej nastolatce. Tamta siedziała skulona, wystraszona zalewała się łzami. Chciała tylko aby ten cały koszmar się skończył. Dlaczego wszyscy mogą być szczęśliwi tylko nie ona ?
W głowie przeszła jej myśl żeby porozmawiać z chłopakiem. Od razu skarciła się w myślach. Lecz po chwili znowu zaczęła o tym rozmyślać. Chwilę potem podjęła już decyzję.
- Holly ... - mówiła co raz bardziej załamanym głosem, spowodowany płaczem 
- Tak ? - zapytała zaciekawiona i zatroskana
- Zostaw nas na chwilę samych, chce wiedzieć co ma do powiedzenia - mówiła już bardziej normalnym głosem, lecz to jeszcze nie było to
- Żebyś tylko nie żałowała - zirytowana dziewczyna wzięła swoją torebkę i wyszła z sali.
Teraz zostali sami. Bała się, cholernie się bała. Nie wiedziała co chłopak ma jej do powiedzenia. Może znowu zacznie się z niej śmiać z tego że chciała odejść ze świata żywych, albo po prostu przeprosi. Bardziej obstawiała pierwszą wersję, lecz te kwiaty w jego prawej dłoni chyba coś znaczą. Od tak by ich chyba nie wziął, chyba że to do kogoś innego a wziął je tylko dlatego że nie miał gdzie ich położyć.
- Usiądź - powiedziała to odruchowo, tak na prawdę nie chciała by siedział tak blisko jej.
Zaczął otwierać usta a strach dziewczyny wzrastał z każdą sekundą.
____________________________
Tak wiem krótki jest, ale chciałam napisać coś na szybko i powstało to. Nie wiem kiedy dodam następny najprawdopodobniej  w środę lub czwartek. W środę mam sprawdzian z chemii który decyduje o tym czy przejdę więc muszę się nauczyć. A więc, każdy kto czyta niech komentuje, bo chce wiedzieć ile Was jest. Chyba wszystko więc, do następnego. ;*
Twitter :  https://twitter.com/smiilex33
Ask :http://ask.fm/smiilexd
Facebook : https://www.facebook.com/?q=#/natalia.bartoszek.5?ref=tn_tnmn