poniedziałek, 10 czerwca 2013

Rozdział III ♥


*** Oczami Holly ***
Zwiedzając miasto, weszła w zupełnie nieznaną jej uliczkę. Nie wiedziała co tu się znajduje, czy grozi jej tu niebezpieczeństwo. Jedyne co widziała przez przeciwsłoneczne okulary, to budynek. Stary, opuszczony, zawalający się. Tak bardzo chciała tam wejść zobaczyć co tam jest, lecz strach był silniejszy. Po kilku chwilach postanowiła że wejdzie tam i zobaczy co znajduje się w środku. Gdy już prawie była przy drzwiach, kolejny lęk. Lecz szybko go odrzuciła, i podeszła powoli do uchylonych,  skrzypiących drzwi. Wciąż się bardzo bała, ale ciekawość zwyciężyła. Lekko uchylając drzwi, powoli weszła do środka. Zrobiła kilka kroków na przód, i coś usłyszała. Taki cichutki głosik. Wydawało jej się że zna ten głos. Już gdzieś go słyszała. Bardzo chciała to sprawdzić lecz bała się. Robiąc kilka kolejnych kroków na przód, zobaczyła na ziemi fioletowy sweterek, obok niego czyjąś dłoń. Była to damska część ciała, która była cała zakrwawiona. Jej ciało momentalnie się sparaliżowało. Nie mogła wykonać żadnego ruchu. Tysiąc lub więcej myśli biegało po jej myśli. Nie wiedziała czy ma iść zobaczyć kto to, czy ten ktoś żyje, czy mu pomóc. Po minucie zastanowienia, postanowiła że zobaczy co się stało. Powoli zaczęła podchodzić do miejsca wypadku. Kolejnym elementem jaki zobaczyła dziewczyna to średniej długości włosy koloru czerwonego. Kojarzyła te włosy, sweter.. Tylko nie wiedziała gdzie już ową dziewczynę widziała. Zapuchnięte oczy najprawdopodobniej od płaczu, czerwone spuchnięte policzki, twarz nie wyrażająca żadnych emocji. Wystraszona do granic możliwość nastolatka już wiedziała skąd znała Charlotte. Była jej sąsiadką. Mieszkała kilka domów od niej. Znała jej historię, każdy ją znał. Bardzo jej współczuła, ponieważ przeżyła coś podobnego w dzieciństwie, lecz jej udało się uciec do ojca, a matkę pozbawiono praw rodzicielskich. Teraz mieszka z ojcem, macochą i przyrodnim rodzeństwem.
Podeszła niepewnie do dziewczyny. Uklęknęła przy jej drobnym ciele, sprawdzając czy daje jeszcze jakiekolwiek znaki życia. Zauważyła że nastolatka oddycha nierówno i co raz żadnej. Więc jest jeszcze szansa że przeżyje, tylko trzeba szybko działać. Wyjęła szybko z prawej kieszeni telefon, i natychmiastowo wykręciła numer pogotowia ratunkowego. Po dwóch sygnałach odezwała się kobieta, jak przypuszczała w średnim wieku.
- Dzień dobry, pogotowie ratunkowe w Stratford, w czym mogę pomóc ?
- Dzień dobry, mam na imię Holly, mam 17 lat. Jestem na obrzeżasz miasta w starym magazynie. Właśnie znalazłam dziewczynę która próbowała się zabić, już ledwo oddycha. Proszę pomóżcie - mówiła zachrypniętym, łamiącym się jej głosem, słowa jej się myliły, czasami nie wiedziała co powiedzieć.
- Proszę podać dokładny adres - mówiła spokojnym głosem kobieta
- Ale tu nie ma adresu ! To jest opuszczony magazyn w Stratford ! Przyjedźcie szybko, ona zaraz umrze ! - Holly już prawie płakała, była przerażona tą całą sytuacją
- Już wysyłam karetkę, za 10 minut będziemy na miejscu - już było tylko słychać pikanie w słuchawce
Dziewczyna odłożyła telefon obok swojej nogi, i zaczęła panicznie płakać. Sama nie znała konkretnego powodu, po prostu tak się stało. Chwyciła dłoń dziewczyny i zaczęła do niej mówić uciszonym głosem
 - Charlotte, proszę nie odchodź. Wiem że mnie nie znasz, ale postaram ci się pomóc jak będę tylko mogła. Wszystko się ułoży, on za wszystko odpowie, a Twoja mama poniesie konsekwencje tego jak bardzo Cię skrzywdziła. Zobaczysz wszystko się ułoży tylko nie odchodź. Zaraz będzie pogotowie, proszę, wytrzymasz to, dasz radę. Obiecuje będę z Tobą.
Zaczęła do niej mówić jakby była jej najlepszą przyjaciółką od zawsze, lecz tak na prawie w ogóle się nie znały. Nawet nie wie dlaczego jej tak zależało na tym wszystkim. Teraz liczyło się tylko to aby Charlotte przeżyła, a potem wszystko się ułoży. Już nawet siedemnastolatka miała plan. Tylko potrzebowała zgody rodziców.
Chwilę później do jej uszu dopłynął dźwięk pogotowia. W duchu tam się cieszyła że już tu są. Złożyła ręce jak do modlitwy i zaczęła się modlić do Boga aby wszystko było dobrze. Aby Charlotte żyła dalej, była szczęśliwa, Bieber poniusł ogromne konsekwencje , ponieważ w jakiejś części to jego wina, oraz jej matka. Wykonując znak krzyża zakończyła swoje prośby. W tym samym momencie do pomieszczenia weszli funkcjonariusze. To wszystko działo się za szybko. Pytania, kabelki, krew, nosze, pomoc. Dopiero po niecałych dziesięciu minutach dziewczyna zrozumiała że jest sama. Bez nikogo obok. Ani umierającej Charlotte, ani funkcjonariuszy. Została sama. nagle jakaś nadprzyrodzona siła, kazała jej wstać i iść powiedzieć wszystko nikomu innego jak Bieberowi. Przecież to jego wina. Po co przez ten czas dręczył dziewczynę ? No po co ? Dla zabawy. ? Najwidoczniej. Holly wzięła wszystkie rzeczy jakie tam się znajdowały i wybiegła z magazynu który już nigdy nie będzie jej kojarzył się dobrze. Sprawdzając godzinę pierwszą myślą jaka pojawiła się w jej głowie była : Gdzie jest ten jebany skurwiel ?
Chwilę później uświadomiła sobie że zapewne jest w szkole ponieważ dopiero jest jedenasta dwadzieścia. Najszybciej jak tylko mogła pobiegła w wyznaczony cel. Gdy była już na miejscu zorientowała się że jest duża przerwa i bez problemu znajdzie poszukiwanego. Nie bała się mu powiedzieć wszystkiego co miała na myśli. Ponieważ co jej zrobi ? Pobije ? Nakrzyczy ? Ani trochę się tego nie bała. Zauważyła go przechodzącego dumnie przez szkolny korytarz. Dziewczyny to aż śliniły się na jego widok. To było obleśne według rozmyśleń dziewczyny. Już kończyła układać sobie w głowie scenariusz tego co za chwilę się odbędzie. Pewnym krokiem podeszła do 'króla' tej szkoły i zaczęło się :
- TO WSZYSTKIE PRZEZ CIEBIE TY DUPKU ! PRZEZ CIEBIE NIEWINNA DZIEWCZYNA PRÓBOWAŁA ODEBRAĆ SOBIE ŻYCIE SKURWISYNIE ! MÓWIĘ O CHARLOTTE ! PÓŁ GODZINY TEMU ZNALAZŁAM JĄ CAŁĄ WE KRWI, I TO PRZEZ CIEBIE! OBIECUJĘ CI ŻE ZAPŁACISZ ZA TO BARDZO WYSOKĄ KARĘ. BĘDZIESZ NA KOLANACH BŁAGAŁ O LITOŚĆ. ZA WSZYSTKIE SKRZYWDZONE DZIEWCZYNY OPOWIESZ OSOBNO I BARDZO BOLEŚNIE. OBIECUJĘ CI TO ! PRZYGOTUJ SIĘ NA PIEKŁO PANIE BIEBER ! - mówiła już wściekła do granic możliwości dziewczyna. Co prawda nie powiedziała tego wszystkiego co chciała, ale większość tak. Wiedziała że te słowa nic nie dadzą, ale chciała także żeby inni ujrzeli do czego prowadzi takie zachowanie.
Nawet nie czekała na odpowiedź, po prostu wyszła. Nie interesowało ją to co teraz on ma do powiedzenia . Teraz musiała się dowiedzieć co z Charlotte, czy żyje, czy będzie wszystko dobrze. Szybkim krokiem podążała do pobliskiego szpitala. Szła tam z nadzieją że teraz w życiu Charlotte będzie tylko lepiej.
*** Oczami Justina ***
Zegarek wskazywał trzecią godzinę w nocy. Justin w dalszym ciągu nie mógł zasnąć. Dręczyły go myśli związane z wczorajszym wydarzeniem. Przecież za takie coś można trafić do więzienia.
 - Ty tępy chuju ! Przecież ona ci nic nie zrobiła a Ty jej taką krzywdę. To przez Ciebie ona mogła umrzeć, lub już to zrobiła. Nie, nie, nie. Ona żyje. Teraz przechodzi piekło które w pewnym stopniu ja jej zgotowałem. Muszę o wszystkim powiedzieć mamie, będzie ciężko ale dam radę, potem pojadę do szpitala. Ale po co ? Co ja jej powiem ? Że jest mi przykro ? Chyba mnie do reszty pojebało. - takie oraz wiele innych myśli krążyły w głowie chłopaka. Dopiero po godzinie upadło mu się odpłynąć do krainy snów...
Promienie słoneczne muskały jego twarz. Jego czekoladowe oczy w powolnym tępie zaczęły się otwierać. Pierwszą czynnością było rutynowe sprawdzenie godziny. Dwunasta dwa.
- Ja pierdole ! Miałem pogadać o tym wszystkim z mamą, ale jej teraz nie będzie bo jest w pracy ! Zajebiście Bieber ! Chuj w to jadę do szpitala, nawet sam nie wiem po co ! - chłopak zaczął mówić sam do siebie. Zaczęło zdawać mu się to dziwne. Żeby dużej o tym nie myśleć po prostu wstał, podszedł do garderoby, wyjął ubrania na dzisiejszy dzień i poszedł do łazienki. Po trzydziestu minutach wyszedł gotowy do wyjścia. Śniadania nie jadł, jak zwykle. Nigdy tego nie robił. Po prostu wziął kluczyki od swojego samochodu i pojechał w wyznaczony cel. Po drodze wstąpił do kwiaciarni po bukiet kwiatów, dla dziewczyny. Po pięciu minutach był na miejscu. Dopiero teraz zaczął zdawać sobie sprawę z wszystkiego. Zaczął na swój sposób bać się spotkania z dziewczyną. Wchodząc do budynku uderzył go nieprzyjemny zapach którego nienawidził. Podszedł do recepcji i zapytał.
- Przepraszam w jakiej sali leży Charlotte Johnson ?
- Kim pan jest ?
- Kolegą
- Sala 154
- Dziękuję
Wolnym krokiem zaczął podążać w kierunku sali. Gdy był już pod drzwiami, spanikował. Już nie był takim twardzielem jak w szkole. Teraz po raz pierwszy w swoim życiu tak na prawdę bał się. Raz kozie śmierć. Zapukał, chwilę później usłyszał cichutkie 'proszę ' które z pewnością należało do dziewczyny. Lekko uchylił drzwi. Jego strach był co raz silniejszy. Wyraz twarzy dziewczyny automatycznie się zmienił. Przed chwilą na jej twarzy malował się minimalny uśmiech, a teraz ? Teraz jest jedynie strach, przerażenie.
- Ona się Ciebie boli gnoju ! Kurwa a czego się spodziewałeś ? - zaczął mówić sam do siebie.
Obok szpitalnego łóżka siedziała dziewczyna. Ta sama która wczoraj poinformowała wczoraj chłopaka o całym zdarzeniu.
- Dzień dobry ...
___________________
I jest rozdział ! Mi się średnio podoba, ale to Wy oceniacie. Niech każdy kto to czyta skomentuje. Bardzo proszę. ; *

  Holly White [ 17l. ] Miła, pogodna, zawsze uśmiechnięta nastolatka. Przeprowadziła się do miasteczka dwa miesiące temu. Chodzi do klasy wraz z Charlotte lecz nigdy z nią nie rozmawiała. Jest raczej lubiana w klasie. Lecz nikt nie zna jej przeszłości.
Twitter :  https://twitter.com/smiilex33
Ask :http://ask.fm/smiilexd
Facebook : https://www.facebook.com/?q=#/natalia.bartoszek.5?ref=tn_tnmn

2 komentarze: