*** Oczami Justina ***
Drzwi
od pokoju chłopaka lekko i powoli się uchyliły. Zza nich wyłoniły się
dwie sylwetki, dzieci. Zawsze na ich widok jego usta układały się w
piękny uśmiech. Lecz nie tym razem. Właśnie to zdziwiło maluchy.
- Juśtin, cio się śtało ? - zapytała troskliwie dziewczynka
- Nic skarbie - odpowiedział swojej siostrze
- Nio dobzie, a pobawiś się z nami - pokazała swoim małym paluszkiem na siebie a następnie na brata który stał tuż obok
- No jasne, chodźcie do Was tam są zabawki - kiedy wstał, wziął dwójkę rodzeństwa na ręce i poszli do wspólnego pokoju dzieci
- Pobawimy się w lodzine ? - zapytał niepewnie chłopczyk
- Jasne, braciszku - jego starszy brat potargał mu lekko włosy, dzięki temu mały chłopczyk zaczął się śmiać. Chciał mu oddać lecz wiedział że to niemożliwe, ponieważ starszy brat był od niego o wiele wyższy. Zaczął wyciągać swe małe rączki w stronę Justina a ten szybko go wziął i położył na łóżku, następnie poszedł po siostrę która patrzyła na swoich braci i śmiała się z nich. Ją również położył na łóżku, zaczął ich łaskotać. I tak zaczęła się ich wspólna zabawa. Chciaż przez chwilę chłopak zapomniał o Charlotte, lecz nie na długo...
- Juśtin, cio się śtało ? - zapytała troskliwie dziewczynka
- Nic skarbie - odpowiedział swojej siostrze
- Nio dobzie, a pobawiś się z nami - pokazała swoim małym paluszkiem na siebie a następnie na brata który stał tuż obok
- No jasne, chodźcie do Was tam są zabawki - kiedy wstał, wziął dwójkę rodzeństwa na ręce i poszli do wspólnego pokoju dzieci
- Pobawimy się w lodzine ? - zapytał niepewnie chłopczyk
- Jasne, braciszku - jego starszy brat potargał mu lekko włosy, dzięki temu mały chłopczyk zaczął się śmiać. Chciał mu oddać lecz wiedział że to niemożliwe, ponieważ starszy brat był od niego o wiele wyższy. Zaczął wyciągać swe małe rączki w stronę Justina a ten szybko go wziął i położył na łóżku, następnie poszedł po siostrę która patrzyła na swoich braci i śmiała się z nich. Ją również położył na łóżku, zaczął ich łaskotać. I tak zaczęła się ich wspólna zabawa. Chciaż przez chwilę chłopak zapomniał o Charlotte, lecz nie na długo...
*** Oczami Charlotte ***
Po raz kolejny w tym domu działo się to samo. Zaczęło to robić się regularnie i tak samo.
' Ojciec ' szedł do jej pokoju, kiedy właśnie rozmawiała z Justinem. Tak wiele chciała mu powiedzieć, w zasadzie to wszystko. Lecz wiedziała że nie może.
Podczas tej rozmowy rozpłakała się.
Zabrał jej telefon, wyłożył baterię, następnie odłożył na miejsce. Spojrzał na dziewczynę tym ohydnym zimnym spojrzeniem. Powolnym ruchem zaczął rozpinać swój rozporek. Chwilę później oczom dziewczyny ukazało się przyrodzenie James'a. Dobrze wiedziała co to znaczy. Tak bardzo nie chciała tego przechodzić znowu.
- Dalej suko ! - krzyczał jej prosto w twarz. Chwilę później na twoim policzku poczuła pieczenie. Dopiero po chwili zoriętowała się co się stało. Nieliczny raz z rzędu podczas jej pobytu w tym domu dostała w twarz. Zaczęła płakać, chciała się sprzeciwić, lecz bała się.
Nie miała innego wyjścia. Musiała to zrobić co kazał jej mężczyzna.
Wzięła penisa do ust i zaczęła go ssać. Z jej oczu wypływała coraz większa ilość łez.
Kiedy już skończyła, i doprowadziła go do wytrysku wiedziała że to jeszcze nie koniec. Znała już tą grę na pamięć.
Popchnął ją na łóżko, następnie zaczął zdzierać z niej ubrania. Ona tylko pod nosem prosiła żeby przestał, on tylko się śmiał. Kiedy leżała przed nim całkowicie naga, on zdjął pozostałe części swojej garderoby. Zaczął w nią wchodzić. Bardzo ją to bolało. Nawet nie próbowała krzyczeć, bo wiedziała że będzie dostawała za to w twarz. Zaczął co raz szybciej poruszać biodrami, sprawiając jej co raz większy ból. Ona tylko modliła się aby ten horror się już skończył. Kiedy James drugi raz tego dnia doszedł, wyszedł z dziewczyny, ubrał się i wyszedł. Zostawił ją, taką nagą, bezbronną, zapłakaną. Nie interesowało go jak ona teraz się czuje, ważne że jemu było dobrze.
Leżała sama, naga, bezbronna, w panicznym płaczu. Chciała tylko uciec od tego koszaru.
Czuła się jak szmata, brudna. Wiedziała że tego brudu nigdy z siebie nie zmyje.
Po godzinie doszła do siebie, lecz nadal była w tragicznym stanie psychicznym. Nagle do jej ciała napłynęła złość.Wyrzuciła ubrania jakie miała na sobie przez całym zdarzeniem, a następnie ubrała się w długie spodnie, od tego golf z długimi rękawami. Nie mogła patrzeć na swoje ciało, nienawidziła go. Usiadła na łóżku i zaczęła rozmyślać jak sie wyciągnie z tego domu. Jedynym pomysłem był telefon do szatyna. Lecz bała się że ją wyśmieje, nie będzie chciał pomóc. Zaryzykowała. Wyciągnęła telefon i wykręciła odpowiedni numer. Po trzech sygnałach odebrał.
- Charlotte ? - jego oddech był nierówny i przyspieszony. Oznaczało to tylko jedno. Przeszkodziła mu. Chciała się rozłączyć, lecz jakaś siła jej na to nie pozwalała. Nie odzywała się przez jakiś czas, tylko płakała. Lecz zdobyła się na odwagę i powiedziała pierwsze zadanie :
- Justin.. Proszę, pomóż - bełkotała, jakby zaraz miała zemdleć
- Co się stało ? - mówił wystraszony do granic możliwości szatyn
- On mnie zgwałcił. Proszę pomóż - ostatnie siły wykorzystała na podawanie informacji chłopakowi
- Coo ? Jak ? Gdzie ? - już nie wiedział co mówi, był przeprażony
- Gdzie Ty wgl jesteś ? Zaraz po Ciebie będę, nie martw się, zaraz będzie wszystko dobrze - już nie myślał o czym innym tylko uratować dziewczynę
- W domu obok Ciebie - sygnał się urywał.
' Ojciec ' szedł do jej pokoju, kiedy właśnie rozmawiała z Justinem. Tak wiele chciała mu powiedzieć, w zasadzie to wszystko. Lecz wiedziała że nie może.
Podczas tej rozmowy rozpłakała się.
Zabrał jej telefon, wyłożył baterię, następnie odłożył na miejsce. Spojrzał na dziewczynę tym ohydnym zimnym spojrzeniem. Powolnym ruchem zaczął rozpinać swój rozporek. Chwilę później oczom dziewczyny ukazało się przyrodzenie James'a. Dobrze wiedziała co to znaczy. Tak bardzo nie chciała tego przechodzić znowu.
- Dalej suko ! - krzyczał jej prosto w twarz. Chwilę później na twoim policzku poczuła pieczenie. Dopiero po chwili zoriętowała się co się stało. Nieliczny raz z rzędu podczas jej pobytu w tym domu dostała w twarz. Zaczęła płakać, chciała się sprzeciwić, lecz bała się.
Nie miała innego wyjścia. Musiała to zrobić co kazał jej mężczyzna.
Wzięła penisa do ust i zaczęła go ssać. Z jej oczu wypływała coraz większa ilość łez.
Kiedy już skończyła, i doprowadziła go do wytrysku wiedziała że to jeszcze nie koniec. Znała już tą grę na pamięć.
Popchnął ją na łóżko, następnie zaczął zdzierać z niej ubrania. Ona tylko pod nosem prosiła żeby przestał, on tylko się śmiał. Kiedy leżała przed nim całkowicie naga, on zdjął pozostałe części swojej garderoby. Zaczął w nią wchodzić. Bardzo ją to bolało. Nawet nie próbowała krzyczeć, bo wiedziała że będzie dostawała za to w twarz. Zaczął co raz szybciej poruszać biodrami, sprawiając jej co raz większy ból. Ona tylko modliła się aby ten horror się już skończył. Kiedy James drugi raz tego dnia doszedł, wyszedł z dziewczyny, ubrał się i wyszedł. Zostawił ją, taką nagą, bezbronną, zapłakaną. Nie interesowało go jak ona teraz się czuje, ważne że jemu było dobrze.
Leżała sama, naga, bezbronna, w panicznym płaczu. Chciała tylko uciec od tego koszaru.
Czuła się jak szmata, brudna. Wiedziała że tego brudu nigdy z siebie nie zmyje.
Po godzinie doszła do siebie, lecz nadal była w tragicznym stanie psychicznym. Nagle do jej ciała napłynęła złość.Wyrzuciła ubrania jakie miała na sobie przez całym zdarzeniem, a następnie ubrała się w długie spodnie, od tego golf z długimi rękawami. Nie mogła patrzeć na swoje ciało, nienawidziła go. Usiadła na łóżku i zaczęła rozmyślać jak sie wyciągnie z tego domu. Jedynym pomysłem był telefon do szatyna. Lecz bała się że ją wyśmieje, nie będzie chciał pomóc. Zaryzykowała. Wyciągnęła telefon i wykręciła odpowiedni numer. Po trzech sygnałach odebrał.
- Charlotte ? - jego oddech był nierówny i przyspieszony. Oznaczało to tylko jedno. Przeszkodziła mu. Chciała się rozłączyć, lecz jakaś siła jej na to nie pozwalała. Nie odzywała się przez jakiś czas, tylko płakała. Lecz zdobyła się na odwagę i powiedziała pierwsze zadanie :
- Justin.. Proszę, pomóż - bełkotała, jakby zaraz miała zemdleć
- Co się stało ? - mówił wystraszony do granic możliwości szatyn
- On mnie zgwałcił. Proszę pomóż - ostatnie siły wykorzystała na podawanie informacji chłopakowi
- Coo ? Jak ? Gdzie ? - już nie wiedział co mówi, był przeprażony
- Gdzie Ty wgl jesteś ? Zaraz po Ciebie będę, nie martw się, zaraz będzie wszystko dobrze - już nie myślał o czym innym tylko uratować dziewczynę
- W domu obok Ciebie - sygnał się urywał.
*** Oczami Justina ***
Kiedy
tylko usłyszał co się stało dziewczynie, wiedział że musi ją jak
najszybkiej zabrać z tego przeklętego miejsca. Jak powiedziała gdzie się
znajduje, był w szkou. Jak przez ten cały czas mógł nic nie zauważyć.
Przecież była obok. Nie panował teraz nad sobą, chciał jak najszybciej znaleźć się obok niej.
Nawet nie powiedział bawiącemu się rodzeństwu że wychodzi, matce że ma iść ich przypilnować. Mniej niż minutę później był już na miejscu. Wiedział że sąsiedzi zawsze mają drzwi otwarte. Wszedł nawet bez pukania. Pierwsze co zobaczył to siedzącego na kanapie, zadowolonego James'a. Wiedział że to on skrzywdził dziewczynę. Miał ochotę go teraz zabić.
- Ty jebany skurwysynie, zabije Cię ! - nie czekał na odpowiedź mężczyzny
Podszedł do niego i zaczął się z nim najpierw szarpać, lecz później przerodziło się to w prawdziwą bójkę. Wiedział że ma nad nim przewagę. Teraz to nawet nie myślał o konsekwencjach.
Kiedy wiedział że już wygrał, , wstał i splunął na ledwo oddychającego mężczyznę. Zaczął biegać jak szaleniec po całym domu w celu poszukiwania dziewczyny. Był już w każdym pomieszczeniu i po dziewczynie ani śladu. Wszedł w ostatnie drzwi i ujrzał ją... Siedziała w kącie pokoju, zapłakana, wystraszona. Na ten widok aż jemu zachciało się płakać, ale wiedział że musi być teraz silny i pomóc dziewczynie. Nie mógł się poddać.
Podszedł do niej. Nie wiedział co ma zrobić. Jeszcze nigdy nie był w takiej sytuacji. Nie chciał jej skrzywdzić.
- Charlotte - powiedział cichym i spokojnym głosem.
Jej głowa lekko się uniosła, oczy ujrzały tego którego chciały ujrzeć. Ukucnął nad jej drobnym ciałem i spokojnie powiedział :
- Charlotte pójdziesz teraz ze mną. Zabiorę Cię stąd. Obiecuję że Ci pomogę. - modlił się tylko aby się zgodziła
Nie odpowiedziała tylko lekko pokiwała głową. Lekko i powoli wziął jej kruche, delikatne ciało na swoje silne ręce. Powoli zaczęli wychodzić z domu który zawsze będzie im kojarzył się z najgorszym. Kiedy byli w połowie drogi oczy dziewczyny zaczęły się zamykać, na ten stan chłopak bardzo sie przestarszył i zaczął iść szybciej. Kiedy już weszli do domu, zaatakowała ich mama chłopaka :
- Gdzieś Ty był ? - kiedy zobaczyła że nie jest sam, i w jakim stanie jest dziewczyna od razu skamieniała. Nie wiedziała co ma powiedzieć.
- Co się jej stało ? - zapytała opiekuńczym głosem
- Mamo, kocham ją - Miłość chłopaka do dziewczyny można było zobaczyć nawet gołymi oczami.
_______________
Tak wiem miałam napisać wcześniej, ale są wakacje i tak wyszło.
Więc za nami 8 rozdział. Jak się podoba ? Jak myślicie co będzie dalej ?
Następny postaram się dodać jeszcze w tym tygodniu. ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz