*** Oczami Justina ***
Nie wiem jak mam wytłumaczyć to co właśnie powiedziałem rodzicielce. Tak było to prawdą, kochałem ją. Wiedziałem że kiedyś muszę jej to powiedzieć, ale teraz muszę zadbać aby wszystko z nią było dobrze, i aby miała wreszcie normalny dom.
- Mamo, proszę pomóż ! - mówiąc to czułem że łzy cisną się do moich oczu
- Idź z nią do samochodu i jedź do szpitala - bardziej rozkazała niż doradziła.
Chwilę później obydwoje byliśmy w drodze do szpitala. Droga dłużył sie niemiłosiernie. tak bardzo się o nia bałem. Nie wybaczę sobie gdy ona odejdzie.
Po dziesięciu minutach byłem na miejscu. Szybko wysiadłem i poszedłem do drzwi pasażera. Lekko wyjąłem nadal nie przytomną dziewczynę. Pośpiesznym krokiem poszedłem z nią do środka budynku. Po drodze ze strachu prawie upuściłem Charlotte, lecz chwilę później bezpiecznie byliśmy na miejscu. Kiedy tylko wszedłem do środka od razu wzrokiem szukałem pomocy. Kiedy mój wzrok napotkał pielęgniarkę, nie musiałem nawet podchodzć bo ona już była obok nas.
- Co się stało ? - zapytała spokojnym i opanowanym głosem
- Została zgwałcona - odpowiedziałem wystraszony
- Proszę za mną - rozkazała
Zrobiłem to co powiedziała. Szybkim krokiem szliśmy do jednej z sal budynki. Po drodze owa kobieta na chwilę weszła do jednego z pomieszczeń z którego zawołała lekarza. Chwilę później starszy pan szedł obok mnie. Kiedy już weszliśmy do wolnego pokoju lekarz kazał położyć mi Charlotte. Zrobiłem jak mi kazał. Chwilę później kazali mi wyjść z pomieszczenia. Nie rozumiałem o co chodzi. Chciałem być z nią, patrzeć na to co się z nią dzieje. Chwile chodziłem z jednego miejsca w drugie. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Tak bardzo się o nią bałem. Modliłem się do Boga o zdrowie dla niej, i aby wszystko dobrze się skończyło. Czas czas leciał nieubłaganie wolno. Nikt z sali nie wychodził. Zacząłem się jeszcze bardziej denerwować, chociaż nie wiem czy można było jeszcze bardziej niż ja robiłem to teraz. Kiedy wreszcie po godzinie która wydawała się być wiekami z pomieszczenia wyszedł lekarz. Bez chwili zastanowienia podszedłem do niego, i zapytałem :
- Doktorze co z nią ? - pokazałem ręką na drzwi za którymi leżała dziewczyna
- Jest pan kimś z rodziny ? - zapytał. Wiedziałem że teraz będę musiał skłamać bo inaczej się niczego nie dowiem
- Nie, ale jestem jej chłopakiem - odpowiedziałem
- Zapraszam do mojego gabinetu, tam wszystkiego się pan dowie, i wypełni dane pacjentki - nawet nie czekając na moją jakąkolwiek odpowiedź zaczął iść w stronę swojego gabinetu. Szybkim krokiem podążałem za nim. Kiedy chyba po raz trzeci skręciliśmy w prawą stronę ujrzałem drzwi z tabliczką na której widniało nazwisko lekarza. Weszliśmy do środka. Nawet się nie zatrzymując, stanął za swoim burkiem czekając aż ja tam podejdę. Kiedy to już uczyniłem wyciągnął rękę w moją stronę przedstawiając się :
- Mamo, proszę pomóż ! - mówiąc to czułem że łzy cisną się do moich oczu
- Idź z nią do samochodu i jedź do szpitala - bardziej rozkazała niż doradziła.
Chwilę później obydwoje byliśmy w drodze do szpitala. Droga dłużył sie niemiłosiernie. tak bardzo się o nia bałem. Nie wybaczę sobie gdy ona odejdzie.
Po dziesięciu minutach byłem na miejscu. Szybko wysiadłem i poszedłem do drzwi pasażera. Lekko wyjąłem nadal nie przytomną dziewczynę. Pośpiesznym krokiem poszedłem z nią do środka budynku. Po drodze ze strachu prawie upuściłem Charlotte, lecz chwilę później bezpiecznie byliśmy na miejscu. Kiedy tylko wszedłem do środka od razu wzrokiem szukałem pomocy. Kiedy mój wzrok napotkał pielęgniarkę, nie musiałem nawet podchodzć bo ona już była obok nas.
- Co się stało ? - zapytała spokojnym i opanowanym głosem
- Została zgwałcona - odpowiedziałem wystraszony
- Proszę za mną - rozkazała
Zrobiłem to co powiedziała. Szybkim krokiem szliśmy do jednej z sal budynki. Po drodze owa kobieta na chwilę weszła do jednego z pomieszczeń z którego zawołała lekarza. Chwilę później starszy pan szedł obok mnie. Kiedy już weszliśmy do wolnego pokoju lekarz kazał położyć mi Charlotte. Zrobiłem jak mi kazał. Chwilę później kazali mi wyjść z pomieszczenia. Nie rozumiałem o co chodzi. Chciałem być z nią, patrzeć na to co się z nią dzieje. Chwile chodziłem z jednego miejsca w drugie. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Tak bardzo się o nią bałem. Modliłem się do Boga o zdrowie dla niej, i aby wszystko dobrze się skończyło. Czas czas leciał nieubłaganie wolno. Nikt z sali nie wychodził. Zacząłem się jeszcze bardziej denerwować, chociaż nie wiem czy można było jeszcze bardziej niż ja robiłem to teraz. Kiedy wreszcie po godzinie która wydawała się być wiekami z pomieszczenia wyszedł lekarz. Bez chwili zastanowienia podszedłem do niego, i zapytałem :
- Doktorze co z nią ? - pokazałem ręką na drzwi za którymi leżała dziewczyna
- Jest pan kimś z rodziny ? - zapytał. Wiedziałem że teraz będę musiał skłamać bo inaczej się niczego nie dowiem
- Nie, ale jestem jej chłopakiem - odpowiedziałem
- Zapraszam do mojego gabinetu, tam wszystkiego się pan dowie, i wypełni dane pacjentki - nawet nie czekając na moją jakąkolwiek odpowiedź zaczął iść w stronę swojego gabinetu. Szybkim krokiem podążałem za nim. Kiedy chyba po raz trzeci skręciliśmy w prawą stronę ujrzałem drzwi z tabliczką na której widniało nazwisko lekarza. Weszliśmy do środka. Nawet się nie zatrzymując, stanął za swoim burkiem czekając aż ja tam podejdę. Kiedy to już uczyniłem wyciągnął rękę w moją stronę przedstawiając się :
- Mike Black - również podałem mu swoją dłoń
- Justin Bieber - kiedy puściliśmy swoje ręce spojrzałem na jedną z ścian
Następnie spojrzał na mnie i odparł ;
- Proszę usiąść - wykonałem jego polecenie.
- Na początek pomoże mi pan wypełnić kartę pacjentki - schylił się do dolnej szafki swojego biurka, z której wyciągnął kilka kartek.
- A więc ... Jak się nazywa pacjenta ?
- Charlotte Johnson
- Kiedy się urodziła ?
- 18 września 1994
- Justin Bieber - kiedy puściliśmy swoje ręce spojrzałem na jedną z ścian
Następnie spojrzał na mnie i odparł ;
- Proszę usiąść - wykonałem jego polecenie.
- Na początek pomoże mi pan wypełnić kartę pacjentki - schylił się do dolnej szafki swojego biurka, z której wyciągnął kilka kartek.
- A więc ... Jak się nazywa pacjenta ?
- Charlotte Johnson
- Kiedy się urodziła ?
- 18 września 1994
- Gdzie mieszka ?
I tu pojawił się kłopot. Nie wiedziałem co mam powiedzieć. Że mieszka w domu dziecka, czy powiedzieć prawdę że u tego skurwiela ? Lekarz patrzył na mnie oczekując odpowiedzi, a ja nie wiedziałem co odpowiedzieć
- Mieszka ze mną - kolejne kłamstwo, musiałem
- Jaki jest adres do Twojego domu ?
- Mieszka ze mną - kolejne kłamstwo, musiałem
- Jaki jest adres do Twojego domu ?
- Stratford 2054 Albert Street
- Dziękuję. - kiedy skończył notować informacje jakie mu podałem, jeszcze chwilę coś wypisywać na kartkach. Na końcu postawił pieczątkę i złożył swój podpis. Kiedy odłożył długopis na swoje miejsce, splótł swoje palce, i spojrzał kamienną twarzą w moją
- Więc jak już wiesz Charlotte została zgwałcona - spojrzałem na niego jak na debila. Nie, dla zabawy z nią tu przyjechałem. Nie odzywałem się, dając mu tym znak aby kontynuował.
- Nie był to jedno razowy gwałt. Działo się to już kilka razy, wiesz coś o tym ? - spojrzał na mnie podejrzliwie. Chyba ten idiota nie myśli że to ja ją gwałciłem ? Teraz jedyna na co miałem ochotę to roztrzaskać twarz mojego sąsiada. Wiem że tylko on to jej robił.
- Myśli Pan że ja jej to zrobiłem ? - zapytałem kpiąco, unosząc głos
- Nic takiego nie powiedziałem, proszę się uspokoić - stał się bardziej stanowczy
- Dziękuję. - kiedy skończył notować informacje jakie mu podałem, jeszcze chwilę coś wypisywać na kartkach. Na końcu postawił pieczątkę i złożył swój podpis. Kiedy odłożył długopis na swoje miejsce, splótł swoje palce, i spojrzał kamienną twarzą w moją
- Więc jak już wiesz Charlotte została zgwałcona - spojrzałem na niego jak na debila. Nie, dla zabawy z nią tu przyjechałem. Nie odzywałem się, dając mu tym znak aby kontynuował.
- Nie był to jedno razowy gwałt. Działo się to już kilka razy, wiesz coś o tym ? - spojrzał na mnie podejrzliwie. Chyba ten idiota nie myśli że to ja ją gwałciłem ? Teraz jedyna na co miałem ochotę to roztrzaskać twarz mojego sąsiada. Wiem że tylko on to jej robił.
- Myśli Pan że ja jej to zrobiłem ? - zapytałem kpiąco, unosząc głos
- Nic takiego nie powiedziałem, proszę się uspokoić - stał się bardziej stanowczy
- Więc, większych obrażeń nie ma, lecz nie pokoi mnie jedna rzecz .. - powiedział to bardziej spokojnym głosem
- Jaka ? - kolejny raz zmartwienie mnie przytoczyło
- Chodzi o USG, coś jest nie w porządku, ale jeszcze nie wiem co - teraz jego głos wydawał się zmartwiony
- O co dokładnie chodzi ? - zapytałem ciekawy a za razem bardzo przestraszony
- Podejrzewam ciąże - powiedział tym samym tonem co poprzednio
Przez dłuższą chwilę nie mogłem nic powiedzieć. Ciąża ? W tym wieku ? Przecież ona się załamie. Teraz jeszcze bardziej wiedziałem że muszę jej pomóc. Jeśli okaże się to prawdą, pomogę jej wychować dziecko. Wiem że teraz uważasz mnie za idiotę, ale tak będzie. Jestem jej to dłużny po tym wszystkim co ją spotkało z mojej winy. Tylko =
- Jaka ? - kolejny raz zmartwienie mnie przytoczyło
- Chodzi o USG, coś jest nie w porządku, ale jeszcze nie wiem co - teraz jego głos wydawał się zmartwiony
- O co dokładnie chodzi ? - zapytałem ciekawy a za razem bardzo przestraszony
- Podejrzewam ciąże - powiedział tym samym tonem co poprzednio
Przez dłuższą chwilę nie mogłem nic powiedzieć. Ciąża ? W tym wieku ? Przecież ona się załamie. Teraz jeszcze bardziej wiedziałem że muszę jej pomóc. Jeśli okaże się to prawdą, pomogę jej wychować dziecko. Wiem że teraz uważasz mnie za idiotę, ale tak będzie. Jestem jej to dłużny po tym wszystkim co ją spotkało z mojej winy. Tylko =
]=-=jeszcze ona musi przyjąć moją pomoc. Mam nadzieję że tak będzie... Na sam początek będę się ubiegał, abym mógł bym jej prawnym opiekunem.
Chyba za długo tak rozmyślałem, bo aż lekarz zapytał czy wszystko dobrze.
- Mogę ją teraz odwiedzić ? - zapytałem będąc nadal w szoku
- Ona musi odpocząć.
- Proszę, chociaż na chwilę, muszę jej coś powiedzieć
- Tylko proszę nie mówić jeszcze o dziecku
- Dobrze, dziękuję
Pożegnałem się z lekarzem. Kiedy już wyszedłem z jego gabinetu udałem się do sali w której leżała Charlotte. Lekko i po cichu otworzyłem drzwi. Ujrzałem ją. Leżała taka bezbronna, krucha, bez sił. Była tak blada, jak te wszystkie ściany razem wzięte. Kiedy po raz kolejny tego dnia usiadłem na jednym z niewygodnych szpitalnych krzeseł. Delikatnie chwyciłem ją za rękę. Ani trochę się nie poruszyła. Spała. Może i to lepiej, Tak jak mówił lekarz - musi odpoczywać.
Siedziałem tak przy niej jeszcze dwie godziny, a następnie udałem się do domu.
Chyba za długo tak rozmyślałem, bo aż lekarz zapytał czy wszystko dobrze.
- Mogę ją teraz odwiedzić ? - zapytałem będąc nadal w szoku
- Ona musi odpocząć.
- Proszę, chociaż na chwilę, muszę jej coś powiedzieć
- Tylko proszę nie mówić jeszcze o dziecku
- Dobrze, dziękuję
Pożegnałem się z lekarzem. Kiedy już wyszedłem z jego gabinetu udałem się do sali w której leżała Charlotte. Lekko i po cichu otworzyłem drzwi. Ujrzałem ją. Leżała taka bezbronna, krucha, bez sił. Była tak blada, jak te wszystkie ściany razem wzięte. Kiedy po raz kolejny tego dnia usiadłem na jednym z niewygodnych szpitalnych krzeseł. Delikatnie chwyciłem ją za rękę. Ani trochę się nie poruszyła. Spała. Może i to lepiej, Tak jak mówił lekarz - musi odpoczywać.
Siedziałem tak przy niej jeszcze dwie godziny, a następnie udałem się do domu.
*** Następnego dnia ***
Tego dnia po raz kolejny nie poszedłem do szkoły, od samego dnia siedzę przy szpitalnym łóżku Charlotte. Jej stan się nie poprawił. Nadal spała. Nikt jej nie odwiedzał, tylko ja tu siedziałem, martwiłem się. Co jakiś czas przychodziła pielęgniarka zmieniać kroplówki, podawać jej przeróżne leki. Raz przyszedł lekarz z którym wczoraj rozmawiałem na temat Charlotte. Zabrał ją na jakieś dwu godzinne badania. Kiedy przywiózł ją s powrotem nie spała już. Bałem się tego jak zareaguje na to że jestem tutaj z nią. Kiedy łóżko wraz z nią było już na swoim miejscu lekarz tylko spojrzał na mnie, uśmiechnął się lekko i wyszedł. Spojrzałem na nią. Leżała mając głowę odwróconą w drugą stronę. Płakała. Nie wiedziałem co mam zrobić. Nie chciałem jej skrzywić. Nawet nie wiedziałem co mam jej powiedzieć.
- Charlotte ? - zapytałem niepewnie. Przerażanie było można usłyszeć w moim głosie
Nie odpowiedziała, tylko odwróciła głowę w moją stronę. Oczy miała całe zapuchnięte od płaczu. Podszedłem do łóżka, ponowie siadając na krześle. Nie odzywałem się, bo nie wiedziałem co mam powiedzieć.
- To już mój koniec - powiedziała cicho i ledwo słyszalnie. O co jej chodzi ? Jaki koniec ? Może majaczy ?
- Jaki koniec ? O co chodzi ? - pytałem ciekawy a za razem przerażony jak nigdy w życiu.
- Charlotte ? - zapytałem niepewnie. Przerażanie było można usłyszeć w moim głosie
Nie odpowiedziała, tylko odwróciła głowę w moją stronę. Oczy miała całe zapuchnięte od płaczu. Podszedłem do łóżka, ponowie siadając na krześle. Nie odzywałem się, bo nie wiedziałem co mam powiedzieć.
- To już mój koniec - powiedziała cicho i ledwo słyszalnie. O co jej chodzi ? Jaki koniec ? Może majaczy ?
- Jaki koniec ? O co chodzi ? - pytałem ciekawy a za razem przerażony jak nigdy w życiu.
- Wszystkiego Justin, wszystkiego - mówiąc to jeszcze bardziej się rozpłakała
- Nie płacz proszę. Teraz już nie pozwolę Cię nikomu skrzywdzić, obiecuję. Damy radę, razem - zapewniałem ją, będąc tego wszystkiego pewny
- Ale nie rozumiesz że nic nie będzie dobrze ? Matka mnie nie chce, włóczyłam się po domach dziecka, a kiedy znalazła się rodzina która mnie chciała to ojcec mnie ciągle gwałcił. Teraz przez niego mam dziecko które i tak muszę usunąć. - płakała bez końca, nie wiem skąd ona brała tyle siły.
Jednak to prawda. Jest w ciąży. Nie mogę jej pozwolić usunąć tego dziecka. Pomogę jej ze wszystkim. Ten skurwiel zapłaci za to wszystko co jej zrobił. Już ja do tego dopuszczę.
- Nie usuniesz go. Ja Ci pomogę. Obiecałem Ci to, więc tak zrobię. Wychowamy je razem ,a tamten skurwiel zapłaci za to. Damy radę. Razem osiągniemy wszystko ! - Już w połowie tego zdania zacząłem płakać. Nie wstydziłem się tego. Teraz muszę się postarać aby wszystko w jej życiu zaczęło się układać na lepsze.
________________________
No i jest rozdział. Zdziwieni ? Charlotte w ciąży ? Już powoli jej horror zaczyna się kończyć.
Statystyki bloga zaczynają być co raz większe z tego się bardzo cieszę i bardzo Wam dziękuję. ;3
Następny postaram się dodać jakoś do środy.
PS. Jeśli jest ktoś kto chciałby być informowany o nowych rozdziałach niech w komentarzu napiszę swój nick z TT, lub link do fb. ;)
- Nie płacz proszę. Teraz już nie pozwolę Cię nikomu skrzywdzić, obiecuję. Damy radę, razem - zapewniałem ją, będąc tego wszystkiego pewny
- Ale nie rozumiesz że nic nie będzie dobrze ? Matka mnie nie chce, włóczyłam się po domach dziecka, a kiedy znalazła się rodzina która mnie chciała to ojcec mnie ciągle gwałcił. Teraz przez niego mam dziecko które i tak muszę usunąć. - płakała bez końca, nie wiem skąd ona brała tyle siły.
Jednak to prawda. Jest w ciąży. Nie mogę jej pozwolić usunąć tego dziecka. Pomogę jej ze wszystkim. Ten skurwiel zapłaci za to wszystko co jej zrobił. Już ja do tego dopuszczę.
- Nie usuniesz go. Ja Ci pomogę. Obiecałem Ci to, więc tak zrobię. Wychowamy je razem ,a tamten skurwiel zapłaci za to. Damy radę. Razem osiągniemy wszystko ! - Już w połowie tego zdania zacząłem płakać. Nie wstydziłem się tego. Teraz muszę się postarać aby wszystko w jej życiu zaczęło się układać na lepsze.
________________________
No i jest rozdział. Zdziwieni ? Charlotte w ciąży ? Już powoli jej horror zaczyna się kończyć.
Statystyki bloga zaczynają być co raz większe z tego się bardzo cieszę i bardzo Wam dziękuję. ;3
Następny postaram się dodać jakoś do środy.
PS. Jeśli jest ktoś kto chciałby być informowany o nowych rozdziałach niech w komentarzu napiszę swój nick z TT, lub link do fb. ;)

Nominowałam Cię do The Versatile Blogger. Szczegóły tutaj: http://neversayy.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń