czwartek, 25 lipca 2013

INFORMACJA !

MUSZĘ ZAKOŃCZYĆ PISANIE TEGO OPOWIADANIA. MOIM ZDANIEM TO NIE WYSZŁO. BĘDĘ PRÓBOWAĆ DALEJ, WIĘC ZAKŁADAM NOWEGO BLOGA, Z NOWYM OPOWIADANIEM. BĘDZIE TO COŚ PODOBNEGO DO TEGO LECZ COŚ INNEGO. TYM RAZEM O WIELE BARDZIEJ SIĘ DO OPOWIADANIA PRZYŁOŻĘ WIĘC MAM NADZIEJE ŻE TO WYJDZIE. NIEDŁUGO PODAM LINK DO NOWEGO OPOWIADANIA.
BARDZO DZIĘKUJĘ TYM KTÓRY TO CZYTALI A W SZCZEGÓLNOŚCI : NATALII, KASI, OLI, ROKSANIE ;3
MAM TYLKO NADZIEJĘ ŻE NASTĘPNE OPOWIADANIE BĘDZIECIE CZYTAĆ. KOCHAM WAS ♥

sobota, 13 lipca 2013

Rozdział IX ♥

*** Oczami Justina ***
Nie wiem jak mam wytłumaczyć to co właśnie powiedziałem rodzicielce. Tak było to prawdą, kochałem ją. Wiedziałem że kiedyś muszę jej to powiedzieć, ale teraz muszę zadbać aby wszystko z nią było dobrze, i aby miała wreszcie normalny dom.
- Mamo, proszę pomóż ! - mówiąc to czułem że łzy cisną się do moich oczu
- Idź z nią do samochodu i jedź do szpitala - bardziej rozkazała niż doradziła.
Chwilę później obydwoje byliśmy w drodze do szpitala. Droga dłużył sie niemiłosiernie. tak bardzo się o nia bałem. Nie wybaczę sobie gdy ona odejdzie.
Po dziesięciu minutach byłem na miejscu. Szybko wysiadłem i poszedłem do drzwi pasażera. Lekko wyjąłem nadal nie przytomną dziewczynę.  Pośpiesznym krokiem poszedłem z nią do środka budynku. Po drodze ze strachu prawie upuściłem Charlotte, lecz chwilę później bezpiecznie byliśmy na miejscu. Kiedy tylko wszedłem do środka od razu wzrokiem szukałem pomocy. Kiedy mój wzrok napotkał pielęgniarkę, nie musiałem nawet podchodzć bo ona już była obok nas. 
- Co się stało ? - zapytała spokojnym i opanowanym głosem
- Została zgwałcona - odpowiedziałem wystraszony
- Proszę za mną - rozkazała
Zrobiłem to co powiedziała. Szybkim krokiem szliśmy do jednej z sal budynki. Po drodze owa kobieta na chwilę weszła do jednego z pomieszczeń z którego zawołała lekarza. Chwilę później starszy pan szedł obok mnie. Kiedy już weszliśmy do wolnego pokoju lekarz kazał położyć mi Charlotte. Zrobiłem jak mi kazał. Chwilę później kazali mi wyjść z pomieszczenia. Nie rozumiałem o co chodzi. Chciałem być z nią, patrzeć na to co się z nią dzieje. Chwile chodziłem z jednego miejsca w drugie. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Tak bardzo się o nią bałem. Modliłem się do Boga o zdrowie dla niej, i aby wszystko dobrze się skończyło. Czas czas leciał nieubłaganie wolno. Nikt z sali nie wychodził. Zacząłem się jeszcze bardziej denerwować, chociaż nie wiem czy można było jeszcze bardziej niż ja robiłem to teraz. Kiedy wreszcie po godzinie która wydawała się być wiekami z pomieszczenia wyszedł lekarz. Bez chwili zastanowienia podszedłem do niego, i zapytałem :
- Doktorze co z nią  ? - pokazałem ręką na drzwi za którymi leżała dziewczyna
- Jest pan kimś z rodziny ? - zapytał. Wiedziałem że teraz będę musiał skłamać bo inaczej się niczego nie dowiem
- Nie, ale jestem jej chłopakiem - odpowiedziałem
- Zapraszam do mojego gabinetu, tam wszystkiego się pan dowie, i wypełni dane pacjentki - nawet nie czekając na moją jakąkolwiek odpowiedź zaczął iść w stronę swojego gabinetu. Szybkim krokiem podążałem za nim. Kiedy chyba po raz trzeci skręciliśmy w prawą stronę ujrzałem drzwi z tabliczką na której widniało nazwisko lekarza. Weszliśmy do środka. Nawet się nie zatrzymując, stanął za swoim burkiem czekając aż ja tam podejdę. Kiedy to już uczyniłem wyciągnął rękę w moją stronę przedstawiając się : 
- Mike Black - również podałem mu swoją dłoń
- Justin Bieber - kiedy puściliśmy swoje ręce spojrzałem na jedną z ścian
Następnie spojrzał na mnie i odparł ;
- Proszę usiąść - wykonałem jego polecenie.
- Na początek pomoże mi pan wypełnić kartę pacjentki - schylił się do dolnej szafki swojego biurka, z której wyciągnął kilka kartek.
- A więc ... Jak się nazywa pacjenta ? 
- Charlotte Johnson
- Kiedy się urodziła ?
- 18 września 1994
- Gdzie mieszka ? 
I tu pojawił się kłopot. Nie wiedziałem co mam powiedzieć. Że mieszka w domu dziecka, czy powiedzieć prawdę że u tego skurwiela ? Lekarz patrzył na mnie oczekując odpowiedzi, a ja nie wiedziałem co odpowiedzieć
- Mieszka ze mną - kolejne kłamstwo, musiałem
- Jaki jest adres do Twojego domu ?
- Stratford 2054 Albert Street
- Dziękuję. - kiedy skończył notować informacje jakie mu podałem, jeszcze chwilę coś wypisywać na kartkach. Na końcu postawił pieczątkę i złożył swój podpis. Kiedy odłożył długopis na swoje miejsce, splótł swoje palce, i spojrzał kamienną twarzą w moją
- Więc jak już wiesz Charlotte została zgwałcona - spojrzałem na niego jak na debila. Nie, dla zabawy z nią tu przyjechałem. Nie odzywałem się, dając mu tym znak aby kontynuował.
- Nie był to jedno razowy gwałt. Działo się to już kilka razy, wiesz coś o tym ? - spojrzał na mnie podejrzliwie. Chyba ten idiota nie myśli że to ja ją gwałciłem ? Teraz jedyna na co miałem ochotę to roztrzaskać twarz mojego sąsiada. Wiem że tylko on to jej robił.
- Myśli Pan że ja jej to zrobiłem ? - zapytałem kpiąco, unosząc głos 
- Nic takiego nie powiedziałem, proszę się uspokoić - stał się bardziej stanowczy 
- Więc, większych obrażeń nie ma, lecz nie pokoi mnie jedna rzecz .. - powiedział to bardziej spokojnym głosem
- Jaka ? - kolejny raz zmartwienie mnie przytoczyło
- Chodzi o USG, coś jest nie w porządku, ale jeszcze nie wiem co  - teraz jego głos wydawał się zmartwiony
- O co dokładnie chodzi ? - zapytałem  ciekawy a za razem bardzo przestraszony
- Podejrzewam ciąże - powiedział tym samym tonem co poprzednio
Przez dłuższą chwilę nie mogłem nic powiedzieć. Ciąża ? W tym wieku ? Przecież ona się załamie. Teraz jeszcze bardziej wiedziałem że muszę jej pomóc. Jeśli okaże się to prawdą, pomogę jej wychować dziecko. Wiem że teraz uważasz mnie za idiotę, ale tak będzie. Jestem jej to dłużny po tym wszystkim co ją spotkało z mojej winy. Tylko =
 
]=-=jeszcze ona musi przyjąć moją pomoc. Mam nadzieję że tak będzie... Na sam początek będę się ubiegał, abym mógł bym jej prawnym opiekunem.
Chyba za długo tak rozmyślałem, bo aż lekarz zapytał czy wszystko dobrze.
- Mogę ją teraz odwiedzić ? - zapytałem będąc nadal w szoku
- Ona musi odpocząć.
- Proszę, chociaż na chwilę, muszę jej coś powiedzieć
- Tylko proszę nie mówić jeszcze o dziecku
- Dobrze, dziękuję
Pożegnałem się z lekarzem. Kiedy już wyszedłem z jego gabinetu udałem się do sali w której leżała Charlotte. Lekko i po cichu otworzyłem drzwi. Ujrzałem ją. Leżała taka bezbronna, krucha, bez sił. Była tak blada, jak te wszystkie ściany razem wzięte. Kiedy po raz kolejny tego dnia usiadłem na jednym z niewygodnych szpitalnych krzeseł. Delikatnie chwyciłem ją za rękę. Ani trochę się nie poruszyła. Spała. Może i to lepiej, Tak jak mówił lekarz - musi odpoczywać.
Siedziałem tak przy niej jeszcze dwie godziny, a następnie udałem się do domu.
*** Następnego dnia ***
Tego dnia po raz kolejny nie poszedłem do szkoły, od samego dnia siedzę przy szpitalnym łóżku Charlotte. Jej stan się nie poprawił. Nadal spała. Nikt jej nie odwiedzał, tylko ja tu siedziałem, martwiłem się. Co jakiś czas przychodziła pielęgniarka zmieniać kroplówki, podawać jej przeróżne leki. Raz przyszedł lekarz z którym wczoraj rozmawiałem na temat Charlotte. Zabrał ją na jakieś dwu godzinne badania. Kiedy przywiózł ją  s powrotem nie spała już. Bałem się tego jak zareaguje na to że jestem tutaj z nią. Kiedy łóżko wraz z nią było już na swoim miejscu lekarz tylko spojrzał na mnie, uśmiechnął się lekko i wyszedł. Spojrzałem na nią. Leżała mając głowę odwróconą w drugą stronę. Płakała. Nie wiedziałem co mam zrobić. Nie chciałem jej skrzywić. Nawet nie wiedziałem co mam jej powiedzieć.
- Charlotte ? - zapytałem niepewnie. Przerażanie było można usłyszeć w moim głosie
Nie odpowiedziała, tylko odwróciła głowę w moją stronę. Oczy miała całe zapuchnięte od płaczu. Podszedłem do łóżka, ponowie siadając na krześle. Nie odzywałem się, bo nie wiedziałem co mam powiedzieć.
- To już mój koniec - powiedziała cicho i ledwo słyszalnie. O co jej chodzi ? Jaki koniec ? Może majaczy ?
- Jaki koniec ? O co chodzi ? - pytałem ciekawy a za razem przerażony jak nigdy w życiu. 
- Wszystkiego Justin, wszystkiego - mówiąc to jeszcze bardziej się rozpłakała
- Nie płacz proszę. Teraz już nie pozwolę Cię nikomu skrzywdzić, obiecuję. Damy radę, razem - zapewniałem ją, będąc tego wszystkiego pewny
- Ale nie rozumiesz że nic nie będzie dobrze ? Matka mnie nie chce, włóczyłam się po domach dziecka, a kiedy znalazła się rodzina która mnie chciała to ojcec mnie ciągle gwałcił. Teraz przez niego mam dziecko które i tak muszę usunąć. - płakała bez końca, nie wiem skąd ona brała tyle siły.
Jednak to prawda. Jest w ciąży. Nie mogę jej pozwolić usunąć tego dziecka. Pomogę jej ze wszystkim. Ten skurwiel zapłaci za to wszystko co jej zrobił. Już ja do tego dopuszczę.
- Nie usuniesz go. Ja Ci pomogę. Obiecałem Ci to, więc tak zrobię. Wychowamy je razem ,a tamten skurwiel zapłaci za to. Damy radę.
Razem osiągniemy wszystko - Już w połowie tego zdania zacząłem płakać. Nie wstydziłem się tego. Teraz muszę się postarać aby wszystko w jej życiu zaczęło się układać na lepsze.
________________________
No i jest rozdział. Zdziwieni ? Charlotte w ciąży ? Już powoli jej horror zaczyna się kończyć.
Statystyki bloga zaczynają być co raz większe z tego się bardzo cieszę i bardzo Wam dziękuję. ;3
Następny postaram się dodać jakoś do środy.
PS. Jeśli jest ktoś kto chciałby być informowany o nowych rozdziałach niech w komentarzu napiszę swój nick z TT, lub link do fb. ;)

wtorek, 9 lipca 2013

Rozdział VIII ♥


*** Oczami Justina ***
Drzwi od pokoju chłopaka lekko i powoli się uchyliły. Zza nich wyłoniły się dwie sylwetki, dzieci. Zawsze na ich widok jego usta układały się w piękny uśmiech. Lecz nie tym razem. Właśnie to zdziwiło maluchy.
- Juśtin, cio się śtało ? - zapytała troskliwie dziewczynka
- Nic skarbie - odpowiedział swojej siostrze
- Nio dobzie, a pobawiś się z nami - pokazała swoim małym paluszkiem na siebie a następnie na brata który stał tuż obok
- No jasne, chodźcie do Was tam są zabawki - kiedy wstał, wziął dwójkę rodzeństwa na ręce i poszli do wspólnego pokoju dzieci
- Pobawimy się w lodzine ?  - zapytał niepewnie chłopczyk
- Jasne, braciszku - jego starszy brat potargał mu lekko włosy, dzięki temu mały chłopczyk zaczął się śmiać. Chciał mu oddać lecz wiedział że to niemożliwe, ponieważ starszy brat był od niego o wiele wyższy. Zaczął wyciągać swe małe rączki w stronę Justina a ten szybko go wziął i położył na łóżku, następnie poszedł po siostrę która patrzyła na swoich braci i śmiała się z nich. Ją również położył na łóżku, zaczął ich łaskotać. I tak zaczęła się ich wspólna zabawa. Chciaż przez chwilę chłopak zapomniał o Charlotte, lecz nie na długo...
*** Oczami Charlotte ***
Po raz kolejny w tym domu działo się to samo. Zaczęło to robić się regularnie i tak samo.
' Ojciec ' szedł do jej pokoju, kiedy właśnie rozmawiała z Justinem. Tak wiele chciała mu powiedzieć, w zasadzie to wszystko. Lecz wiedziała że nie może.
Podczas tej rozmowy rozpłakała się.
Zabrał jej telefon, wyłożył baterię, następnie odłożył na miejsce. Spojrzał na dziewczynę tym ohydnym zimnym spojrzeniem. Powolnym ruchem zaczął rozpinać swój rozporek. Chwilę później oczom dziewczyny ukazało się przyrodzenie James'a. Dobrze wiedziała co to znaczy. Tak bardzo nie chciała tego przechodzić znowu.
- Dalej suko ! - krzyczał jej prosto w twarz. Chwilę później na twoim policzku poczuła pieczenie. Dopiero po chwili zoriętowała się co się stało. Nieliczny raz z rzędu podczas jej pobytu w tym domu dostała w twarz. Zaczęła płakać, chciała się sprzeciwić, lecz bała się.
Nie miała innego wyjścia. Musiała to zrobić co kazał jej mężczyzna.
Wzięła penisa do ust i zaczęła go ssać. Z jej oczu wypływała coraz większa ilość łez.
Kiedy już skończyła, i doprowadziła go do wytrysku wiedziała że to jeszcze nie koniec. Znała już tą grę na pamięć.
Popchnął ją na łóżko, następnie zaczął zdzierać z niej ubrania. Ona tylko pod nosem prosiła żeby przestał, on tylko się śmiał. Kiedy leżała przed nim całkowicie naga, on zdjął pozostałe części swojej garderoby. Zaczął w nią wchodzić. Bardzo ją to bolało. Nawet nie próbowała krzyczeć, bo wiedziała że będzie dostawała za to w twarz. Zaczął co raz szybciej poruszać biodrami, sprawiając jej co raz większy ból. Ona tylko modliła się aby ten horror się już skończył. Kiedy James drugi raz tego dnia doszedł, wyszedł z dziewczyny, ubrał się i wyszedł. Zostawił ją, taką nagą, bezbronną, zapłakaną. Nie interesowało go jak ona teraz się czuje, ważne że jemu było dobrze.
Leżała sama, naga, bezbronna, w panicznym płaczu. Chciała tylko uciec od tego koszaru.
Czuła się jak szmata, brudna. Wiedziała że tego brudu nigdy z siebie nie zmyje.
Po godzinie doszła do siebie, lecz nadal była w tragicznym stanie psychicznym. Nagle do jej ciała napłynęła złość.Wyrzuciła ubrania jakie miała na sobie przez całym zdarzeniem, a następnie ubrała się w długie spodnie, od tego golf z długimi rękawami. Nie mogła patrzeć na swoje ciało, nienawidziła go. Usiadła na łóżku i zaczęła rozmyślać jak sie wyciągnie  z tego domu. Jedynym pomysłem był telefon do szatyna. Lecz bała się że ją wyśmieje, nie będzie chciał pomóc. Zaryzykowała. Wyciągnęła telefon i wykręciła odpowiedni numer. Po trzech sygnałach odebrał.
- Charlotte ? - jego oddech był nierówny i przyspieszony. Oznaczało to tylko jedno. Przeszkodziła mu. Chciała się rozłączyć, lecz jakaś siła jej na to nie pozwalała. Nie odzywała się przez jakiś czas, tylko płakała. Lecz zdobyła się na odwagę i powiedziała pierwsze zadanie :
- Justin.. Proszę, pomóż - bełkotała, jakby zaraz miała zemdleć
- Co się stało ? - mówił wystraszony do granic możliwości szatyn
- On mnie zgwałcił. Proszę pomóż - ostatnie siły wykorzystała na podawanie informacji chłopakowi
- Coo ? Jak ? Gdzie ? - już nie wiedział co mówi, był przeprażony
- Gdzie Ty wgl jesteś ? Zaraz po Ciebie będę, nie martw się, zaraz będzie wszystko dobrze - już nie myślał o czym innym tylko uratować dziewczynę
- W domu obok Ciebie - sygnał się urywał.
*** Oczami Justina ***
Kiedy tylko usłyszał co się stało dziewczynie, wiedział że musi ją jak najszybkiej zabrać z tego przeklętego miejsca. Jak powiedziała gdzie się znajduje, był w szkou. Jak przez ten cały czas mógł nic nie zauważyć. Przecież była obok.
Nie panował teraz nad sobą, chciał jak najszybciej znaleźć się obok niej.
Nawet nie powiedział bawiącemu się rodzeństwu że wychodzi, matce że ma iść ich przypilnować. Mniej niż minutę później był już na miejscu. Wiedział że sąsiedzi zawsze mają drzwi otwarte. Wszedł nawet bez pukania. Pierwsze co zobaczył to siedzącego na kanapie, zadowolonego James'a. Wiedział że to on skrzywdził dziewczynę. Miał ochotę go teraz zabić.
- Ty jebany skurwysynie, zabije Cię ! - nie czekał na odpowiedź mężczyzny
Podszedł do niego i zaczął się z nim najpierw szarpać, lecz później przerodziło się to w prawdziwą bójkę. Wiedział że ma nad nim przewagę. Teraz to nawet nie myślał o konsekwencjach.
Kiedy wiedział że już wygrał, , wstał i splunął na ledwo oddychającego mężczyznę. Zaczął biegać jak szaleniec po całym domu w celu poszukiwania dziewczyny. Był już w każdym pomieszczeniu i po dziewczynie ani śladu. Wszedł w ostatnie drzwi i ujrzał ją... Siedziała w kącie pokoju, zapłakana, wystraszona. Na ten widok aż jemu zachciało się płakać, ale wiedział że musi być teraz silny i pomóc dziewczynie. Nie mógł się poddać.
Podszedł do niej. Nie wiedział co ma zrobić. Jeszcze nigdy nie był w takiej sytuacji. Nie chciał jej skrzywdzić.
- Charlotte - powiedział cichym i spokojnym głosem.
Jej głowa lekko się uniosła, oczy ujrzały tego którego chciały ujrzeć. Ukucnął nad jej drobnym ciałem i spokojnie powiedział :
- Charlotte pójdziesz teraz ze mną. Zabiorę Cię stąd. Obiecuję że Ci pomogę. - modlił się tylko aby się zgodziła
Nie odpowiedziała tylko lekko pokiwała głową. Lekko i powoli wziął jej kruche, delikatne ciało na swoje silne ręce. Powoli zaczęli wychodzić z domu który zawsze będzie im kojarzył się z najgorszym. Kiedy byli w połowie drogi oczy dziewczyny zaczęły się zamykać, na ten stan chłopak bardzo sie przestarszył i zaczął iść szybciej.  Kiedy już weszli do domu, zaatakowała ich mama chłopaka :
- Gdzieś Ty był ? - kiedy zobaczyła że nie jest sam, i w jakim stanie jest dziewczyna od razu skamieniała. Nie wiedziała co ma powiedzieć.
- Co się jej stało ? - zapytała opiekuńczym głosem
- Mamo, kocham ją - Miłość chłopaka do dziewczyny można było zobaczyć nawet gołymi oczami.
_______________
 
Tak wiem miałam napisać wcześniej, ale są wakacje i tak wyszło.
Więc za nami 8 rozdział. Jak się podoba ? Jak myślicie co będzie dalej ?
Następny postaram się dodać jeszcze w tym tygodniu. ;)

poniedziałek, 1 lipca 2013

Rozdział VII ♥


*** Oczami Charlotte ***
Kiedy była już w pełni gotowa na spotkanie z Justinem, ktoś zapukał do drzwi jej tymczasowego pokoju. Zza drzwi wyłoniła się sylwetka dyrektorki placówki, opierunki oraz dwoje nieznajomych dziewczynie ludzi.
- Dzień dobry Charlotte. To są państwo Smith. - przedstawiła pani dyrektor parę dziewczynie.
- Dzień dobry - odpowiedziała w stronę chyba małżeństwa speszona nastolatka
- Ci państwo od dziś będą Twoimi rodzicami. Zabierają Cię z tego domu do siebie. - przekazała najdelikatniej informacje jak tylko umiała opiekunka
Dziewczyna nie była w stanie wypowiedzieć ani jednego słowa. Był to dla niej szok. Przecież to Justin miał zabrać z tego miejsca, a nie jacyś obce ludzie. Nie znała ich, nie wiedziała jacy są. Przecież mogą tylko przed opiekunkami, dyrektorką i wielu innym osobom grać dobrych, miłych życzliwych ludzi. Jeśli w rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Kiedy wszystko powolutku zaczęło się układać, znowu musiał przyjść ktoś kto to wszystko zepsuje.
Niekontrolowany wybuch płaczu ze strony dziewczyny bardzo zaskoczył osoby przebywające razem z nią w pomieszczeniu. Chwile później została sam na sam z opiekunką. Ona była jedyną osobą która rozumiała wszystko co teraz przeżywa Char.
- Charlotte skarbie, co się dzieje ? - zapytywała spokojnie, głaszcząc ręką plecy nastolatki, aby dodać jej otuchy.
- Ja tam nie chce iść. To Justin miał mnie zabrać stąd. Nie chce nigdzie z nimi iść. Proszę niech Pani coś zrobi... - mówiła załamanym głosem. Wszystko co mówiła było zupełną, czystą szarością. Naprawdę nie chciała mieszkać z tymi ludźmi. Już wolała mieszkać tu w domu dziecka niż z jakimś zupełnie obcymi ludźmi.
- Bardzo chciałabym Ci pomóc, ale nie mogę. Nie mam wpływu na to do jakiej rodziny pójdziesz. Widać że naprawdę polubiłaś tego Justina - uśmiechnęła się lekko
Nastolatka tylko się zarumieniła, unosząc wargi lekko ku górze. To była prawda, co przed chwilą powiedziała kobieta. Tak zaczynała lubić tego chłopca, a nawet mu ufać. Wiedziała że wszystko co do niej mówi jest prawdą.
- Wie Pani gdzie teraz będę mieszkać ? - zapytała już bardziej uspokojona
- Wiem tylko że w Stratford - ta informacja jeszcze bardziej przybiła dziewczynę.
Tak bardzo nie chciała tam mieszkać. To przecież tam odbywa się jej największy życiowy koszmar. Teraz to mieszkałaby wszędzie tylko nie tam.
- Coś nie tak ? - zapytała z troską kobieta
- Nie chce tam mieszkać. Tam przeżywam horror. Wszyscy się ze mnie śmiali, teraz będą bardziej bo jestem z domu dziecka, bo nikt mnie nie chce. - płakała
Kobieta objęła ją ramieniem, lekko nią kołysząc. Uspokajała dziewczynę, zapewniając że zawsze może na nią liczyć.
Po prawie godzinnej rozmowie, dziewczyna była już gotowa do tego aby zamieszkać z nową rodziną. Fakt, bała się jeszcze, ale wiedziała że jeśli nie będzie chciała tam mieszkać zawsze może wrócić tu. Bała się także że starci kontakt z Justinem. Bała się że po tym jak się dowie że jest w nowej rodzinie on się jej wyprze, że nie będzie chciał jej znać, że znowu będzie się z niej naśmiewał. No bo przecież znowu jest zupełnie sama. Nawet Holly przestała ją odwiedzać. W pewien sposób brakowało jej, tej damskiej przyjaźni. Tak dobrze wszystko się zapowiadało. Lecz wracając ...
Jechała ponad godzinę ze swoją 'nową rodziną' do jej nowego domu. Podczas podróży nikt z obecnych nie miał odwagi wypowiedzieć ani jednego słowa. Kiedy już dojechali na miejsce, okolica zaczęła się wydawać znajoma Charlotte. Te drzewa, płoty ,ta ulica sama w sobie była znana. Dopiero po kilku chwilach zorientowała się że będzie mieszkała obok Justina. Centralnie dom obok domu. Teraz to nie wiedziała czy ma się cieszyć czy może jednak nie. Może powinna ukryć przed nim fakt że będą teraz sąsiadami ? Już nie wiedziała co ma zrobić. Mężczyzna około trzydziestki otworzył drzwi przed dziewczyną, dając znak ręką aby wyszła. Tak postąpiła. Kiedy już wyszła, automatycznie spojrzała w stronę okna chłopaka. Nie było tam nikogo. Odetchnęła z ulgą. Nie chciała aby teraz wiedział gdzie mieszka. Kobieta poszła otworzyć drzwi od nowego domu dziewczyny, a mężczyzna wziął wszystko walizki i szedł za żoną w stronę drzwi. Tylko Charlotte stałą w tym samym miejscu.
- Charlotte, chodź do nas - zawołał mężczyzna
Po kilku chwilach dotarło do niej co powiedział do niej 'ojciec'. Spojrzała na niego, lekko się przy tym uśmiechając. Podeszła do niego spojrzała na niego i weszła... Nie wiedziała tylko że to będzie jej kolejne piekło na ziemi.
*** Oczami Justina ***
Już prawie od godziny czekał na dziewczynę. Zawsze była na czas, a może i chwilę przed. Jej nieobecność była szokiem dla szatyna. W pewnym momencie zaczął się niepokoić. Może znowu chciała się zabić, może postanowiła że jednak po tym wszystkim nie chce się z nią spotykać. Nie wiedział co ma o tym myśleć. Był tak bardzo zaniepokojony że pojechał do domu dziecka w którym przebywała dziewczyna aby dowiedzieć się co z nią się dzieje, dlaczego nie przyszła. Kiedy był już na miejscu, zaczął się co raz bardziej denerwować. Nie znał konkretnego powodu. Bał się, tego co może tam usłyszeć. Lecz w głębi duszy modlił się aby znalazł tam całą i zdrową Charlotte.
Wchodząc do budynku, pierwsze co usłyszał to krzyki, zobaczył pełno dzieci,młodzieży. Wśród nich zaczął poszukiwać konkretnej osoby. Jednak nic z tego.
- Mogę w czymś pomóc ? - nagle z tego natłoku myśli wyrwała go starsza kobieta
- Tak, szukam Charlotte Johson. Wie Pani gdzie ona jest ? - zapytał zakłopotany
- Przecież ona pojechała do nowej rodziny, nie mówiła Panu ? - w tym momencie jego cały świat się zawalił. Jak mogła nic nie powiedzieć ?
- Nie... Wie Pani gdzie teraz mieszka ? - zapytał, będąc nadal w szoku
- Tego nie mogę Panu powiedzieć, przepraszam - kiedy odpowiedziała, zaczęła się oddalać. Teraz chłopak już naprawdę nie wiedział co zrobić. Nie wiedział nawet gdzie ona teraz jest, nawet czy jest na tym mieście. Nic. Postanowił że teraz nie będzie się do niej odzywał przez pewien czas. Musi sobie to wszystko dobrze poukładać.
*** Miesiąc później ***
Ten miesiąc jaki chłopak przeżył nawet bez kontaktowania się z nią, był dla niego męczarnią. Zrozumiał że w pewien sposób zaczęło mu na niej zależeć. Nie była mu obojętna. Pierwszy raz tego doświadczył. Każdy jego dzień wyglądał tak samo. Po czterech tygodniach ciszy już nie mógł sobie poradzić bez niej. Musiał znaleźć jakikolwiek kontakt z nią. Postanowił że zadzwoni do niej. Już kilka razy próbował ale zawsze się wycofywał. Lecz teraz postanowił że nie może, musi wreszcie to zrobić. Kiedy już wybrał numer dziewczyny, czuł że jego serce zaraz wyskoczy z klatki piersiowej.  Po trzech sygnałach odebrała :
- Halo ? - kiedy usłyszał ten aksamitny głos, nie wiedział co ma powiedzieć. Najchętniej rozłączyłby się. Wiedział że teraz nie może się poddać, to jego jedyna szansa.
- Charlotte ? - zapytał niepewnie. Tylko po co ? Przecież wiedział że to ona.
- Justin - stwierdziła
- Proszę spotkajmy się. Musimy porozmawiać  - mówił błagalnie, tak bardzo chciałaby się zgodziła.
Nie usłyszał odpowiedzi, tylko płacz dziewczyny.
- Kochanie, nie płacz. Powiedź gdzie jesteś. Zaraz po Ciebie będę, tylko powiedź, proszę - już teraz z nerwów nie wiedział co mówi. Chciał jedynie zabrać dziewczynę z tego miejsca w którym się znajdowała. Kolejny raz nic nie odpowiedziała, rozłączyła się. Próbował jeszcze kilka razy skontaktować się z dziewczyną, lecz ta wyłączyła telefon.
________
Miałam go dodać szybciej, ale jakoś nie miałam weny. Przepraszam.
Obiecuję że od następnego zacznie się robić ciekawiej.
Następny się postaram dodać jeszcze w tym tygodniu.
Do następnego . <3