poniedziałek, 1 lipca 2013

Rozdział VII ♥


*** Oczami Charlotte ***
Kiedy była już w pełni gotowa na spotkanie z Justinem, ktoś zapukał do drzwi jej tymczasowego pokoju. Zza drzwi wyłoniła się sylwetka dyrektorki placówki, opierunki oraz dwoje nieznajomych dziewczynie ludzi.
- Dzień dobry Charlotte. To są państwo Smith. - przedstawiła pani dyrektor parę dziewczynie.
- Dzień dobry - odpowiedziała w stronę chyba małżeństwa speszona nastolatka
- Ci państwo od dziś będą Twoimi rodzicami. Zabierają Cię z tego domu do siebie. - przekazała najdelikatniej informacje jak tylko umiała opiekunka
Dziewczyna nie była w stanie wypowiedzieć ani jednego słowa. Był to dla niej szok. Przecież to Justin miał zabrać z tego miejsca, a nie jacyś obce ludzie. Nie znała ich, nie wiedziała jacy są. Przecież mogą tylko przed opiekunkami, dyrektorką i wielu innym osobom grać dobrych, miłych życzliwych ludzi. Jeśli w rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Kiedy wszystko powolutku zaczęło się układać, znowu musiał przyjść ktoś kto to wszystko zepsuje.
Niekontrolowany wybuch płaczu ze strony dziewczyny bardzo zaskoczył osoby przebywające razem z nią w pomieszczeniu. Chwile później została sam na sam z opiekunką. Ona była jedyną osobą która rozumiała wszystko co teraz przeżywa Char.
- Charlotte skarbie, co się dzieje ? - zapytywała spokojnie, głaszcząc ręką plecy nastolatki, aby dodać jej otuchy.
- Ja tam nie chce iść. To Justin miał mnie zabrać stąd. Nie chce nigdzie z nimi iść. Proszę niech Pani coś zrobi... - mówiła załamanym głosem. Wszystko co mówiła było zupełną, czystą szarością. Naprawdę nie chciała mieszkać z tymi ludźmi. Już wolała mieszkać tu w domu dziecka niż z jakimś zupełnie obcymi ludźmi.
- Bardzo chciałabym Ci pomóc, ale nie mogę. Nie mam wpływu na to do jakiej rodziny pójdziesz. Widać że naprawdę polubiłaś tego Justina - uśmiechnęła się lekko
Nastolatka tylko się zarumieniła, unosząc wargi lekko ku górze. To była prawda, co przed chwilą powiedziała kobieta. Tak zaczynała lubić tego chłopca, a nawet mu ufać. Wiedziała że wszystko co do niej mówi jest prawdą.
- Wie Pani gdzie teraz będę mieszkać ? - zapytała już bardziej uspokojona
- Wiem tylko że w Stratford - ta informacja jeszcze bardziej przybiła dziewczynę.
Tak bardzo nie chciała tam mieszkać. To przecież tam odbywa się jej największy życiowy koszmar. Teraz to mieszkałaby wszędzie tylko nie tam.
- Coś nie tak ? - zapytała z troską kobieta
- Nie chce tam mieszkać. Tam przeżywam horror. Wszyscy się ze mnie śmiali, teraz będą bardziej bo jestem z domu dziecka, bo nikt mnie nie chce. - płakała
Kobieta objęła ją ramieniem, lekko nią kołysząc. Uspokajała dziewczynę, zapewniając że zawsze może na nią liczyć.
Po prawie godzinnej rozmowie, dziewczyna była już gotowa do tego aby zamieszkać z nową rodziną. Fakt, bała się jeszcze, ale wiedziała że jeśli nie będzie chciała tam mieszkać zawsze może wrócić tu. Bała się także że starci kontakt z Justinem. Bała się że po tym jak się dowie że jest w nowej rodzinie on się jej wyprze, że nie będzie chciał jej znać, że znowu będzie się z niej naśmiewał. No bo przecież znowu jest zupełnie sama. Nawet Holly przestała ją odwiedzać. W pewien sposób brakowało jej, tej damskiej przyjaźni. Tak dobrze wszystko się zapowiadało. Lecz wracając ...
Jechała ponad godzinę ze swoją 'nową rodziną' do jej nowego domu. Podczas podróży nikt z obecnych nie miał odwagi wypowiedzieć ani jednego słowa. Kiedy już dojechali na miejsce, okolica zaczęła się wydawać znajoma Charlotte. Te drzewa, płoty ,ta ulica sama w sobie była znana. Dopiero po kilku chwilach zorientowała się że będzie mieszkała obok Justina. Centralnie dom obok domu. Teraz to nie wiedziała czy ma się cieszyć czy może jednak nie. Może powinna ukryć przed nim fakt że będą teraz sąsiadami ? Już nie wiedziała co ma zrobić. Mężczyzna około trzydziestki otworzył drzwi przed dziewczyną, dając znak ręką aby wyszła. Tak postąpiła. Kiedy już wyszła, automatycznie spojrzała w stronę okna chłopaka. Nie było tam nikogo. Odetchnęła z ulgą. Nie chciała aby teraz wiedział gdzie mieszka. Kobieta poszła otworzyć drzwi od nowego domu dziewczyny, a mężczyzna wziął wszystko walizki i szedł za żoną w stronę drzwi. Tylko Charlotte stałą w tym samym miejscu.
- Charlotte, chodź do nas - zawołał mężczyzna
Po kilku chwilach dotarło do niej co powiedział do niej 'ojciec'. Spojrzała na niego, lekko się przy tym uśmiechając. Podeszła do niego spojrzała na niego i weszła... Nie wiedziała tylko że to będzie jej kolejne piekło na ziemi.
*** Oczami Justina ***
Już prawie od godziny czekał na dziewczynę. Zawsze była na czas, a może i chwilę przed. Jej nieobecność była szokiem dla szatyna. W pewnym momencie zaczął się niepokoić. Może znowu chciała się zabić, może postanowiła że jednak po tym wszystkim nie chce się z nią spotykać. Nie wiedział co ma o tym myśleć. Był tak bardzo zaniepokojony że pojechał do domu dziecka w którym przebywała dziewczyna aby dowiedzieć się co z nią się dzieje, dlaczego nie przyszła. Kiedy był już na miejscu, zaczął się co raz bardziej denerwować. Nie znał konkretnego powodu. Bał się, tego co może tam usłyszeć. Lecz w głębi duszy modlił się aby znalazł tam całą i zdrową Charlotte.
Wchodząc do budynku, pierwsze co usłyszał to krzyki, zobaczył pełno dzieci,młodzieży. Wśród nich zaczął poszukiwać konkretnej osoby. Jednak nic z tego.
- Mogę w czymś pomóc ? - nagle z tego natłoku myśli wyrwała go starsza kobieta
- Tak, szukam Charlotte Johson. Wie Pani gdzie ona jest ? - zapytał zakłopotany
- Przecież ona pojechała do nowej rodziny, nie mówiła Panu ? - w tym momencie jego cały świat się zawalił. Jak mogła nic nie powiedzieć ?
- Nie... Wie Pani gdzie teraz mieszka ? - zapytał, będąc nadal w szoku
- Tego nie mogę Panu powiedzieć, przepraszam - kiedy odpowiedziała, zaczęła się oddalać. Teraz chłopak już naprawdę nie wiedział co zrobić. Nie wiedział nawet gdzie ona teraz jest, nawet czy jest na tym mieście. Nic. Postanowił że teraz nie będzie się do niej odzywał przez pewien czas. Musi sobie to wszystko dobrze poukładać.
*** Miesiąc później ***
Ten miesiąc jaki chłopak przeżył nawet bez kontaktowania się z nią, był dla niego męczarnią. Zrozumiał że w pewien sposób zaczęło mu na niej zależeć. Nie była mu obojętna. Pierwszy raz tego doświadczył. Każdy jego dzień wyglądał tak samo. Po czterech tygodniach ciszy już nie mógł sobie poradzić bez niej. Musiał znaleźć jakikolwiek kontakt z nią. Postanowił że zadzwoni do niej. Już kilka razy próbował ale zawsze się wycofywał. Lecz teraz postanowił że nie może, musi wreszcie to zrobić. Kiedy już wybrał numer dziewczyny, czuł że jego serce zaraz wyskoczy z klatki piersiowej.  Po trzech sygnałach odebrała :
- Halo ? - kiedy usłyszał ten aksamitny głos, nie wiedział co ma powiedzieć. Najchętniej rozłączyłby się. Wiedział że teraz nie może się poddać, to jego jedyna szansa.
- Charlotte ? - zapytał niepewnie. Tylko po co ? Przecież wiedział że to ona.
- Justin - stwierdziła
- Proszę spotkajmy się. Musimy porozmawiać  - mówił błagalnie, tak bardzo chciałaby się zgodziła.
Nie usłyszał odpowiedzi, tylko płacz dziewczyny.
- Kochanie, nie płacz. Powiedź gdzie jesteś. Zaraz po Ciebie będę, tylko powiedź, proszę - już teraz z nerwów nie wiedział co mówi. Chciał jedynie zabrać dziewczynę z tego miejsca w którym się znajdowała. Kolejny raz nic nie odpowiedziała, rozłączyła się. Próbował jeszcze kilka razy skontaktować się z dziewczyną, lecz ta wyłączyła telefon.
________
Miałam go dodać szybciej, ale jakoś nie miałam weny. Przepraszam.
Obiecuję że od następnego zacznie się robić ciekawiej.
Następny się postaram dodać jeszcze w tym tygodniu.
Do następnego . <3

1 komentarz: