piątek, 28 czerwca 2013

Rozdział VI ♥

*** Oczami Justina ***
Chwilę przed tym jak chłopak wszedł do sali w której przez ostatnie dni przebywała dziewczyna, rozmawiał z panią Chelsea. Wiedział w jakiej teraz siedemnastolatka znajduje się sytuacji. Tak bardzo jej współczuł, tak bardzo chciał jej pomóc. Tylko nie wiedział jak. Wiedział że musi coś wymyślić. Każdy pomysł jaki rodził się w jego głowie po chwili stawał się nie do zrealizowania, bezsensowny. Kiedy wszedł do sali, i zobaczył w jakim stanie jest dziewczyna, jego serce połamało się na tysiąc malutkich kawałków. To było dla niego bardzo dziwne uczucie, takie nieznajome. Nie wiedział co ma zrobić, więc po prostu, najzwyklej na świecie przytulił ją. Wiedział że ona może tego nie chcieć, odepchnąć go. Lecz nic z tych rzeczy się nie wydarzyło. Odwrotnie, wtuliła się w ciepłe ciało szatyna jeszcze bardziej. Jej płacz nasilał się z każdą sekundą co raz bardziej. Gładził swoimi dłońmi jej plecy, mając nadzieję że chociaż trochę się uspokoi. Lecz nic takiego się nie stało. Płakała dalej, i bardziej. Już naprawdę nie wiedział co ma zrobić aby się uspokoiła. Lecz wpadł na jeden pomysł. Odsunął się od niej na kilka centymetrów.
- Połóż się dobrze Ci to zrobi - poprosił, a dziewczyna to wykonała. Wiedział że jest zmęczona. Lecz ona tylko leżała i płakała. Od tego widoku aż mu zachciało się płakać, ale wiedział ze nie może się poddać, ona teraz potrzebuje pomocy. Chwycił delikatną rękę siedemnastolatki, i bardzo ściszonym głosem zaczął śpiewać ulubioną kołysankę jego siostrzyczki. Gdy już prawie kończył śpiewaną piosenkę spojrzał na dziewczynę. Spała. Taka słodka, bezbronna Charlotte. Usłyszał w sercu głosik który ciągle mu powtarzał ' musisz jej teraz pomóc '. To wszystko co teraz działo się jego żcyiu było nowością. Nigdy nie przeżywał czegoś takiego. Kiedy tak wpatrywał się w jej nieskazitelną twarz do sami bez pukania wszedł lekarz.
- Cicho, dopiero zasnęła - ostrzegł cichym głosem nastolatek
- Muszę z Tobą chłopcze porozmawiać - powiedział z kamienną twarzą lekarz
- Za godzinę przyjdzie po nią pani Chelsea - kontynuował|
- To ta która zabierze ją do domu dziecka ? - zapytał, chociaż doskonale znał odpowiedź
*** Oczami Charlotte ***
Obudziła się, lecz nie otwierała oczu. Wiedziała że jest jeszcze ktoś w sami oprócz samego Justina. Rozmawiali, tylko nie wiedziała o czym. Postanowiła że nie będzie na razie ujawniać że się obudziła tylko posłucha. Kiedy usłyszała ostatnie zdanie jakie wypowiedział szatyn, automatycznie jej oczy się otworzyły. Nie mogła wypowiedzieć ani jednego słowa, była w takim szoku. Wiedziała co to oznaczało. Jest sierotą. Do jej oczu napłynęła bardzo duża fala łez, która w szybkim tempie ujrzała światło dzienne. Na początku nikt nie zauważył że się obudziła, a co dopiero że płacze. Dopiero kiedy pociągnęła nosem, szatyn odwrócił się w jej stronę. Kiedy zobaczył jej stan, przytulił ją. Bez żadnego słowa. Wiedział że jedyne co jej teraz jest potrzebne. To obecność osoby której może powiedzieć wszystko. Nie do końca był przekonany że ona mu ufa, ale przecież to że jeszcze siedzi w jej sali, i ja przytula to chyba już jakiś znak.
Kiedy poczuła że jego ręce gładzą jej plecy, troszeczkę się uspokoiła. Nie mówił nic. Właśnie tego teraz potrzebowała. Tkwili w tym uścisku ponad piętnaście minut. Kiedy się oderwali od siebie, spostrzegli że w sali zostali sami. Nie miała nawet siły aby się ruszyć. Nadal tkwiła w szoku który nie chciał odpuścić. Chciała aby ten cały koszmar się już skończył, aby wreszcie mogła być zwykłą, szczęśliwą nastolatką. Jak widać los chciał dla niej inaczej. Nagle na twarzy poczuła ciepłe ręce brązowookiego który swym delikatnym dotykiem ocierał nadal wypływające łzy z oczu dziewczyny.
- Pomogę Ci się wydostać się z tego wszystkiego - rozmowę zaczął chłopak
- Dlaczego ? - zapytała zapłakanym głosem
- Ponieważ czuję się Tobą zaopiekować - kiedy to mówił w jego oczach można było dostrzec łzy
- Kłamiesz - powiedziała spokojnie, lecz nadal płakała
- Co mam zrobić żebyś mi uwierzyła ? - zapytaj bardziej załamany
- Nic, bo i tak Ci nie uwierzę - te słowa raniły szatyna najbardziej
Przez chwilę nie odzywali się do siebie, lecz później znowu zaczęli o tym co teraz będzie się działo z dziewczyną. Kiedy spostrzegli że kobieta powinna zjawić się w szpitalu za trzydzieści minut, zaczęli pakować rzeczy dziewczyny do małej torby. Nie miała ich dużo, ponieważ nikt jej z domu nic nie przyniósł.
Kiedy wybiła godzina, której tak bardzo nie chcieli, w sali rozbrzmiało ciche pukanie. Po raz kolejny tego dnia, dziewczyna zaczęła histerycznie płakać. Kiedy dostrzegł to chłopak, przytulił ja, gładził dłońmi jej plecy. Zapewniał że będzie dobrze, chociaż sam w to nie wierzył.
- Proszę - odparł chłopak
Kiedy do sali weszła kobieta której się spodziewali nastolatkowie, jej mina momentalnie zrobiła się kamienna, Nie wiedział że zastanie taki widok. Płacząca dziewczyna siedząca na łóżku szpitalnym, a tuż obok niej chłopak pocieszający ją. Wiedziała co teraz czuje dziewczyna ponieważ sama już to przechodziła w młodości.
-  Mogłaby Pani dać nam jeszcze chwilę ? - nagle usłyszała głos swojego towarzysza, chwilę później dzwięk zamykających się drzwi. Poczuła jak chłopak bierze jej twarz w swoje ciepłe, drżące dłonie. Kciukami ocierał jej zapłakane oczy, wciąż się w nie wpatrując. Po jej ciele przeszedł przyjemny dreszcz, którego jeszcze nie znała. Pierwszy raz w życiu doznała takiego uczucia, Podobało jej się to. Chwilę później usłyszała pierwsze słowa szatyna
- Proszę wierz mi. Tak bardzo chcę Ci pomóc, ale wiem że nie jest Ci łatwo po tym wszystkim. Będę walczył o to abyś uwierzyła. Wyciągnę Cię z tego domu, zobaczysz. Teraz idź z tą kobietą, obiecuje że będę dzwonił co chwilę, zabierał tylko kiedy będę mógł. Obiecuję - kiedy to mówił, z jego oczu wyciekły łzy co zdarza się naprawdę rzadko. Szybko ją otarł. a gdy skończył mówić , przytulił się do drobnego ciała dziewczyny. Nie odepchnęła go, co już było znaczącym czymś
- Już można ? - drzwi się otworzyły, a za nich wyłoniła się ta sama osoba co poprzednio.
Dopiero teraz zrozumiała co teraz będzie działo się w jej życiu. Nie chciała tego. Aby tego uniknąć mogła nawet przyjąć pomoc szatyna a nie chciała tego ponieważ to wszystko co się stało kilka dni temu było jeszcze za świeże. Lecz chyba nie miała innego wyjścia. jak zwykle była sama. Jej płacz po raz kolejny tego dnia się nasilił.
- Proszę, pomóż mi - wyszeptała do ramienia chłopaka, lecz wiedziała że usłyszy to tylko on
- Obiecuję że wezmę Cię jak najszybciej stamtąd  - również powiedział aby tylko ona mogła usłyszeć. Kobieta która niedawno weszła, nadal czekała na moment w którym będzie mogła zabrać nastolatkę do nowej dla niej placówki.
Kiedy para nastolatków 'odkleiła' się od siebie, dziewczyna z pomocą chłopaka wstała i powoli zaczęła wychodzić z sali. Wiedziała że to co się teraz dzieje, jest jej jednym z najgorszych wydarzeń w życiu. Tak bardzo chciała aby to wszystko jak najszybciej się skończyło. Wychodząc z budynku, podążała za kobietą i chłopakiem u boku do niebieskiego samochodu. Kiedy już byli na wyznaczonym celu, z jej oczu po raz kolejny wypłynęły krople słonej cieczy. Po raz kolejny znalazła się w ramionach chłopaka. Chciałaby aby jechał z nią, lecz to było niemożliwe. Kiedy się odsunęła od jego ciała, stało się coś czego nigdy w życiu się nie spodziewała. Jego malinowe wargi, delikatnie opadły na jej drżące usta, lekko je muskając. Czuła to że chłopak robił to niepewnie, bał się jej reakcji. Lecz ona tylko odwzajemniła pocałunek.
*** Tydzień później ***
Od wydarzenia jakie miało miejsce tydzień temu na szpitalnym parkingu, chłopak odwiedzał Charlotte codziennie. Zabierał ją na spacery, wycieczki. Bardzo dużo rozmawiali. Już powoli zaczynała mu ufać. Wierzyła mu w to że on naprawdę chce jej pomóc. Już nawet miał plan który po części znała dziewczyna. Lecz nie wiedzieli że ten dzisiejszy dzień pokrzyzuje i zniszczy wszystko, nad czym tak ciężko pracowali.
Kiedy wychowankowie placówki mieli czas wolny, Charlotte jak zwykle szykowała się na spotkanie z Justiniem. Za każdym razem kiedy to robiła, miała uśmiech na twarzy. Na prawdę go lubiła. Już nie mogła się doczekać kiedy go po raz kolejny zobaczy. Lecz tego dnia ani przez najbliższe kilka tygodni to będzie całkowicie niemożliwe.
_____________
Przepraszam że tak długo, ale jakoś nie miałam czasu. Już kilka dni go pisałam, ale dziś wreszcie skończyłam. Jak widzicie wszystko idzie w dobrym kierunku. Jak myślicie dlaczego Charl nie zobaczy się z Justiniem ?
Następny postaram się dodać w tygodniu. Komentujcie ;)
PS. Miłych, bezpiecznych, zajebistych, słonecznych wakacji. <3

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Rozdział V ♥


*** Oczami Justina ***
Stał przy drzwiach i nie wiedział jakim zdaniem rozpocząć ważną za równo jak dla niego i dla niej rozmowę. Patrząc się w jeden punk na ścianie nie potrafił wydobyć z siebie ani jednego słowa. Tak bardzo nie chciał zranić dziewczyny. Wiedział że to wszystko jest dla niej za świeże, więc musi uważać ze słowami. Każde słowo musi być przemyślane dwa razy. Stojąc tak w jednym miejscu, miał totalną pustkę w głowie. Jednak mógł przed tą wizytą porozmawiać ze swoją rodzicielką, lub chociaż przyjacielem. Najchętniej by teraz uciekł, ale zaszło to już za daleko. Dobra Bieber, dasz radę. Mówił sam do siebie w myślach. Czuł że to ten odpowiedni moment gdzie musi szczerze za wszystko przeprosić.
- Jak już mówiłem, przyszedłem Cię przeprosić - po wypowiedzeniu tego zdania w stronę poszkodowanej zaczął sam śmiać się z siebie. Był to pierwszy raz gdzie się tak bardzo denerwował.
- Wiem, i czekam na to co masz mi do powiedzenia - odpowiedziała spokojnym głosem dziewczyna
- Mogę usiąść ? - zapytał niepewnie
- Jasne - odpowiedziała speszona
Wolnym krokiem podszedł do małego, białego, plastikowego krzesła stojącego zaraz obok szpitalnego łóżka 
Teraz w jego głowie działa się na prawdę wielka walka o to co ma powiedzieć. Szybko postanowił że będzie mówił na tzw. spontana. 
- Jest mi tak głupio z tego wszystkiego że nawet nie wiem od czego zacząć. Fakt że tą całą krzywdę jaką Ci wyrządziłem robiłem specjalnie, ponieważ taki już jestem. Wiem że to bardzo śmiesznie, oklepanie brzmi, ale tak jest. Nie radzę sobie z problemami dlatego wyżywam się na uczniach w szkole, a nawet rodzinie. Nie wiedziałem że moim zachowaniem doprowadzę Cię do takiego stanu że chciałabyś się zabić. Na prawdę nie chciałem tego. Teraz żałuje tego jak nic innego gdybym tylko mógł tylko cofnąć czas ni zrobiłbym Ci żadnej krzywdy. Dlatego z tego miejsca najbardziej, najmocniej Cię przepraszam. Przepraszam za to że sprawiałem Ci ból nie tylko słowami jak i czynami, za to że obrażałem Twoją rodzinę. - po skończonej wypowiedzi schował twarz w dłonie. Na prawdę tego żałować. Dopiero teraz przed Charlotte pokazał swoją prawdziwą twarz.

 *** Oczami Charlotte ***
Reakcja dziewczyny była jednoznaczna. Zaczęła płakać. Nie wiedziała co powiedzieć, zatkało ją. Nie wiedziała że Chłopak jest tak wrażliwy. Przecież teraz siedząc na tym strasznie niewygodnym krześle prawie płacze. Charlotte wie że on żałuje. Głowie ma mętlik. Nie wie co powiedzieć, czy wybaczyć czy go wyrzucić z sali. Po chwili zastanowienia już wiedziała co chce powiedzieć chłopakowi. Oby tylko nie żałowała swojej decyzji.
- Wybaczam Ci - powiedziała łamiącym się głosem od płaczu
Jego głowa automatycznie się podniosła. Oczy miał rozszerzone, czerwone. Powodem takiego koloru oczu był płacz. Kiedy dziewczyna to zauważyła, chciała zapomnieć o tym wszystkim co się działo, i po prostu przytulić chłopaka, lecz wiedziała że nie może.
- Co się stało że płaczesz ? - zapytała z troską
- Nic, na prawdę, nie chce się dręczyć swoimi problemami. Dziękuję Ci za to że mi wybaczyłaś. Obiecuję że już więcej Cię nie skrzywdzę. - mówił całkiem poważnie. Z każdym słowem był co raz bliższy płaczu.
- Najlepiej będzie jeśli już pójdę i nie będę ci przeszkadzał - wstał z krzesła, kierował się w stronę drzwi lecz przed nimi się zatrzymał i powiedział
- Wiem że to co powiem będzie dziwne ale, jeśli będziesz potrzebowała pomocy to wiesz gdzie jestem, pa - powiedział, i nawet nie czekając na odpowiedź dziewczyny wyszedł, i po cichu zamknął drzwi.
Słowa chłopaka dały dziewczynie dużo do myślenia. Nie wiedziała czy on mówi poważnie, czy tylko znowu udaje. Lecz bardziej jej myśli dążył do tego że chłopak mówił prawdę, i na prawdę może na nim polegać.
*** Tydzień później ***
Ten tydzień minął Charlotte spokojnie. Cały ten czas przebywała w szpitalu pod opieką lekarzy i psychologów. Bardzo dużo rozmawiała o tym co się stało. Odwiedziła ją tylko Holly. Przez ten czas stały się prawdziwymi przyjaciółkami. Darzyły się dużym zaufaniem. Matka ani razu nie odwiedziła córki. Bardzo ją to bolało. Po raz kolejny kiedy Char potrzebowała matki jej nie było. Justin także więcej nie odpowiedział dziewczyny. Przecież nie miał po co przychodzić. raz przyszedł, przeprosił i koniec.
Charlotte siedząc na szpitalnym łóżku, w ręku trzymała gazetę którą przyniosła jej Holly. Właśnie czytała o nowych nowościach w świecie gwiazd kiedy do jej tymczasowego pokoju ktoś zapukał.
- Proszę - powiedziała lekko podniesionym głosem podnosząc wzrok z czasopisma lecz, nie odłożyła go.
Zza drzwi wyłoniła się sylwetka kobiety. Charlotte zdziwiła się, i zaczęła zastanawiać się kim jest owa kobieta. Przecież nigdy jej nie widziała.
- Witaj Charlotte, nazywam się Chelsea Yorks i jetem pracownicą opieki społecznej - przedstawiła się kobieta 
- Dzień dobry - grzecznie się przywitała przerażona dziewczyna.
Zaczęła się zastanawiać, co może chcieć od niej pracownica opieki społecznej.
Tego co zaraz usłyszy, za żadne skarby świata się nie spodziewała.
- Mam Ci do przekazania pewną wiadomość. - zaczęło się
- Pewna osoba zgłosiła nam ze Twoja mama źle się Tobą zajmuje, i nie poświęca Ci czasu, to prawda ? - zapytała z troską kobieta
Wystraszona do granic możliwości dziewczyna nie wiedziała czy ma powiedzieć prawdę, czy udawać że wszystko jest dobrze. Nie wiedziała o co dokładnie chodzi jej towarzyszce więc powiedziała całą prawdę jak jest u niej w domu.
- Tak przypuszczałam. Więc Twoja mama zostanie pozbawiona praw rodzicielskich a Ciebie skierujemy do domu dziecka. - po tych słowach, Charlotte pożałowała każdego słowa powiedzianego kobiecie.
Przerażona tym wszystkim zaczęła płakać. Nie wiedziała jak teraz będzie wyglądać jej życie. Bała się, tego wszystkiego. Jeszcze dwadzieścia minut rozmawiała z kobietą, o tym co teraz będzie się działo. Kiedy już wyszła, piętnaście minut później miała następnego gościa. Był nim Justin. Kiedy zobaczył w jakim stanie jest dziewczyna, jedyne co zrobił to podszedł do jej łóżka, przytulił ją i zapewniał że teraz wszystko się ułoży.
_______________
Trolololo. Jest nowy rozdział przed środą. Dziś cały dzień byłam w domu więc postanowiłam że coś napiszę.
Jak myślicie po co Justin przyszedł do Charlotte. ? Dlaczego tak zareagował na jej stan ?
Jeśli czytasz skomentuj chociaż jednym słowem, dla mnie to ważne.
Kocham Was, dobranoc ;3

czwartek, 13 czerwca 2013

Rozdział IV ♥

*** Oczami Charlotte ***
Siedziała spokojnie wlepiając pusty wzrok na białą ścianę. Na jej twarzy gościł lekki uśmiech. Sama nie znała powodu tego zjawiska. Obok łóżka szpitalnego siedziała dziewczyna. Ta sama która uratowała życie czerwonowłosej. W ciągu kilku godzin zaczęła lubić rówieśniczkę. W głębi duszy cieszyła się że ją znalazła, lecz jest też to że pragnęła śmierci. Wtedy jej wszystkie problemy się skończyły. Już nigdy nie musiałaby cierpieć. Idealną ciszę przerwało ciche pukane do drzwi. Pierwszą osobą jaka przyszła obu nastolatką na myśl to był lekarz, ponieważ nikt inny nie odpowiedział Charlotte.
- Proszę - powiedziała zakłopotana dziewczyna,ponieważ lekarz tylko puka i wchodzi, lecz nie w tym przypadku.
- Dzień dobry ... - zaa drzwi wyłoniła się sylwetka tego którego najbardziej na świcie nienawidziła, i za żadne skarby świata nie chciała widzieć.
Pierwsze uczucia jakie zaczęła odczuwać nastolatka to strach, przerażenie, nienawiść, wściekłość. To wszystko łączyło się w jedność tworząc coś czego nawet słowami nawet nie można. Nie wiedziała czy ma się odezwać, czy nie. Bała się wszystkiego, dosłownie. Nawet odezwać się w miejscu gdzie wiedziała że jest bezpieczna, i na dodatek nie jest sama. Postanowiła że nie będzie tylko patrzeć na ową osobę, lecz na dodatek wypowie pierwsze słowa.
- Czego tu chcesz ? - strach był słyszalny w jej głosie. Każde wypowiedziane słowo było co raz krótszą drogą do płaczu. Tym razem nie może się poddać.
- Chciałem z Tobą porozmawiać, na osobności - powiedział pewny siebie, jednak w jego środku było zupełnie inaczej.
- Nie mamy o czym, wyjdź - sama nie wierzyła że to powiedziała jeszcze do kogoś takiego. Jeszcze chwile temu bała się odezwać a teraz jedyne co nią kierowało to wściekłość. Sama nie wiedziała skąd to się bierze.
- Musimy ! Rozumiesz ? - jego ton głosu stawał się co raz bardziej ostry, dzięki czemu Char znowu zaczęła się bać. Widząc ten tok wydarzeń dziewczyna siedząca obok poszkodowanej zabrała głos.
- Nie rozumiesz że ona nie chce z Tobą rozmawiać po tym wszystkim ? Jeszcze w ogóle masz czelność tu przychodzić ? Po tym jak ona przez Ciebie chciała się zabić, a Ty z tego że ją krzywdzisz się śmiałeś, sprawiało Ci to radość ?! - ton wypowiedzi dziewczyny bardziej wskazywał na to że oznajmia a nie pyta. Teraz wiedziała że musi pomóc bezbronnej nastolatce. Tamta siedziała skulona, wystraszona zalewała się łzami. Chciała tylko aby ten cały koszmar się skończył. Dlaczego wszyscy mogą być szczęśliwi tylko nie ona ?
W głowie przeszła jej myśl żeby porozmawiać z chłopakiem. Od razu skarciła się w myślach. Lecz po chwili znowu zaczęła o tym rozmyślać. Chwilę potem podjęła już decyzję.
- Holly ... - mówiła co raz bardziej załamanym głosem, spowodowany płaczem 
- Tak ? - zapytała zaciekawiona i zatroskana
- Zostaw nas na chwilę samych, chce wiedzieć co ma do powiedzenia - mówiła już bardziej normalnym głosem, lecz to jeszcze nie było to
- Żebyś tylko nie żałowała - zirytowana dziewczyna wzięła swoją torebkę i wyszła z sali.
Teraz zostali sami. Bała się, cholernie się bała. Nie wiedziała co chłopak ma jej do powiedzenia. Może znowu zacznie się z niej śmiać z tego że chciała odejść ze świata żywych, albo po prostu przeprosi. Bardziej obstawiała pierwszą wersję, lecz te kwiaty w jego prawej dłoni chyba coś znaczą. Od tak by ich chyba nie wziął, chyba że to do kogoś innego a wziął je tylko dlatego że nie miał gdzie ich położyć.
- Usiądź - powiedziała to odruchowo, tak na prawdę nie chciała by siedział tak blisko jej.
Zaczął otwierać usta a strach dziewczyny wzrastał z każdą sekundą.
____________________________
Tak wiem krótki jest, ale chciałam napisać coś na szybko i powstało to. Nie wiem kiedy dodam następny najprawdopodobniej  w środę lub czwartek. W środę mam sprawdzian z chemii który decyduje o tym czy przejdę więc muszę się nauczyć. A więc, każdy kto czyta niech komentuje, bo chce wiedzieć ile Was jest. Chyba wszystko więc, do następnego. ;*
Twitter :  https://twitter.com/smiilex33
Ask :http://ask.fm/smiilexd
Facebook : https://www.facebook.com/?q=#/natalia.bartoszek.5?ref=tn_tnmn
 

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Rozdział III ♥


*** Oczami Holly ***
Zwiedzając miasto, weszła w zupełnie nieznaną jej uliczkę. Nie wiedziała co tu się znajduje, czy grozi jej tu niebezpieczeństwo. Jedyne co widziała przez przeciwsłoneczne okulary, to budynek. Stary, opuszczony, zawalający się. Tak bardzo chciała tam wejść zobaczyć co tam jest, lecz strach był silniejszy. Po kilku chwilach postanowiła że wejdzie tam i zobaczy co znajduje się w środku. Gdy już prawie była przy drzwiach, kolejny lęk. Lecz szybko go odrzuciła, i podeszła powoli do uchylonych,  skrzypiących drzwi. Wciąż się bardzo bała, ale ciekawość zwyciężyła. Lekko uchylając drzwi, powoli weszła do środka. Zrobiła kilka kroków na przód, i coś usłyszała. Taki cichutki głosik. Wydawało jej się że zna ten głos. Już gdzieś go słyszała. Bardzo chciała to sprawdzić lecz bała się. Robiąc kilka kolejnych kroków na przód, zobaczyła na ziemi fioletowy sweterek, obok niego czyjąś dłoń. Była to damska część ciała, która była cała zakrwawiona. Jej ciało momentalnie się sparaliżowało. Nie mogła wykonać żadnego ruchu. Tysiąc lub więcej myśli biegało po jej myśli. Nie wiedziała czy ma iść zobaczyć kto to, czy ten ktoś żyje, czy mu pomóc. Po minucie zastanowienia, postanowiła że zobaczy co się stało. Powoli zaczęła podchodzić do miejsca wypadku. Kolejnym elementem jaki zobaczyła dziewczyna to średniej długości włosy koloru czerwonego. Kojarzyła te włosy, sweter.. Tylko nie wiedziała gdzie już ową dziewczynę widziała. Zapuchnięte oczy najprawdopodobniej od płaczu, czerwone spuchnięte policzki, twarz nie wyrażająca żadnych emocji. Wystraszona do granic możliwość nastolatka już wiedziała skąd znała Charlotte. Była jej sąsiadką. Mieszkała kilka domów od niej. Znała jej historię, każdy ją znał. Bardzo jej współczuła, ponieważ przeżyła coś podobnego w dzieciństwie, lecz jej udało się uciec do ojca, a matkę pozbawiono praw rodzicielskich. Teraz mieszka z ojcem, macochą i przyrodnim rodzeństwem.
Podeszła niepewnie do dziewczyny. Uklęknęła przy jej drobnym ciele, sprawdzając czy daje jeszcze jakiekolwiek znaki życia. Zauważyła że nastolatka oddycha nierówno i co raz żadnej. Więc jest jeszcze szansa że przeżyje, tylko trzeba szybko działać. Wyjęła szybko z prawej kieszeni telefon, i natychmiastowo wykręciła numer pogotowia ratunkowego. Po dwóch sygnałach odezwała się kobieta, jak przypuszczała w średnim wieku.
- Dzień dobry, pogotowie ratunkowe w Stratford, w czym mogę pomóc ?
- Dzień dobry, mam na imię Holly, mam 17 lat. Jestem na obrzeżasz miasta w starym magazynie. Właśnie znalazłam dziewczynę która próbowała się zabić, już ledwo oddycha. Proszę pomóżcie - mówiła zachrypniętym, łamiącym się jej głosem, słowa jej się myliły, czasami nie wiedziała co powiedzieć.
- Proszę podać dokładny adres - mówiła spokojnym głosem kobieta
- Ale tu nie ma adresu ! To jest opuszczony magazyn w Stratford ! Przyjedźcie szybko, ona zaraz umrze ! - Holly już prawie płakała, była przerażona tą całą sytuacją
- Już wysyłam karetkę, za 10 minut będziemy na miejscu - już było tylko słychać pikanie w słuchawce
Dziewczyna odłożyła telefon obok swojej nogi, i zaczęła panicznie płakać. Sama nie znała konkretnego powodu, po prostu tak się stało. Chwyciła dłoń dziewczyny i zaczęła do niej mówić uciszonym głosem
 - Charlotte, proszę nie odchodź. Wiem że mnie nie znasz, ale postaram ci się pomóc jak będę tylko mogła. Wszystko się ułoży, on za wszystko odpowie, a Twoja mama poniesie konsekwencje tego jak bardzo Cię skrzywdziła. Zobaczysz wszystko się ułoży tylko nie odchodź. Zaraz będzie pogotowie, proszę, wytrzymasz to, dasz radę. Obiecuje będę z Tobą.
Zaczęła do niej mówić jakby była jej najlepszą przyjaciółką od zawsze, lecz tak na prawie w ogóle się nie znały. Nawet nie wie dlaczego jej tak zależało na tym wszystkim. Teraz liczyło się tylko to aby Charlotte przeżyła, a potem wszystko się ułoży. Już nawet siedemnastolatka miała plan. Tylko potrzebowała zgody rodziców.
Chwilę później do jej uszu dopłynął dźwięk pogotowia. W duchu tam się cieszyła że już tu są. Złożyła ręce jak do modlitwy i zaczęła się modlić do Boga aby wszystko było dobrze. Aby Charlotte żyła dalej, była szczęśliwa, Bieber poniusł ogromne konsekwencje , ponieważ w jakiejś części to jego wina, oraz jej matka. Wykonując znak krzyża zakończyła swoje prośby. W tym samym momencie do pomieszczenia weszli funkcjonariusze. To wszystko działo się za szybko. Pytania, kabelki, krew, nosze, pomoc. Dopiero po niecałych dziesięciu minutach dziewczyna zrozumiała że jest sama. Bez nikogo obok. Ani umierającej Charlotte, ani funkcjonariuszy. Została sama. nagle jakaś nadprzyrodzona siła, kazała jej wstać i iść powiedzieć wszystko nikomu innego jak Bieberowi. Przecież to jego wina. Po co przez ten czas dręczył dziewczynę ? No po co ? Dla zabawy. ? Najwidoczniej. Holly wzięła wszystkie rzeczy jakie tam się znajdowały i wybiegła z magazynu który już nigdy nie będzie jej kojarzył się dobrze. Sprawdzając godzinę pierwszą myślą jaka pojawiła się w jej głowie była : Gdzie jest ten jebany skurwiel ?
Chwilę później uświadomiła sobie że zapewne jest w szkole ponieważ dopiero jest jedenasta dwadzieścia. Najszybciej jak tylko mogła pobiegła w wyznaczony cel. Gdy była już na miejscu zorientowała się że jest duża przerwa i bez problemu znajdzie poszukiwanego. Nie bała się mu powiedzieć wszystkiego co miała na myśli. Ponieważ co jej zrobi ? Pobije ? Nakrzyczy ? Ani trochę się tego nie bała. Zauważyła go przechodzącego dumnie przez szkolny korytarz. Dziewczyny to aż śliniły się na jego widok. To było obleśne według rozmyśleń dziewczyny. Już kończyła układać sobie w głowie scenariusz tego co za chwilę się odbędzie. Pewnym krokiem podeszła do 'króla' tej szkoły i zaczęło się :
- TO WSZYSTKIE PRZEZ CIEBIE TY DUPKU ! PRZEZ CIEBIE NIEWINNA DZIEWCZYNA PRÓBOWAŁA ODEBRAĆ SOBIE ŻYCIE SKURWISYNIE ! MÓWIĘ O CHARLOTTE ! PÓŁ GODZINY TEMU ZNALAZŁAM JĄ CAŁĄ WE KRWI, I TO PRZEZ CIEBIE! OBIECUJĘ CI ŻE ZAPŁACISZ ZA TO BARDZO WYSOKĄ KARĘ. BĘDZIESZ NA KOLANACH BŁAGAŁ O LITOŚĆ. ZA WSZYSTKIE SKRZYWDZONE DZIEWCZYNY OPOWIESZ OSOBNO I BARDZO BOLEŚNIE. OBIECUJĘ CI TO ! PRZYGOTUJ SIĘ NA PIEKŁO PANIE BIEBER ! - mówiła już wściekła do granic możliwości dziewczyna. Co prawda nie powiedziała tego wszystkiego co chciała, ale większość tak. Wiedziała że te słowa nic nie dadzą, ale chciała także żeby inni ujrzeli do czego prowadzi takie zachowanie.
Nawet nie czekała na odpowiedź, po prostu wyszła. Nie interesowało ją to co teraz on ma do powiedzenia . Teraz musiała się dowiedzieć co z Charlotte, czy żyje, czy będzie wszystko dobrze. Szybkim krokiem podążała do pobliskiego szpitala. Szła tam z nadzieją że teraz w życiu Charlotte będzie tylko lepiej.
*** Oczami Justina ***
Zegarek wskazywał trzecią godzinę w nocy. Justin w dalszym ciągu nie mógł zasnąć. Dręczyły go myśli związane z wczorajszym wydarzeniem. Przecież za takie coś można trafić do więzienia.
 - Ty tępy chuju ! Przecież ona ci nic nie zrobiła a Ty jej taką krzywdę. To przez Ciebie ona mogła umrzeć, lub już to zrobiła. Nie, nie, nie. Ona żyje. Teraz przechodzi piekło które w pewnym stopniu ja jej zgotowałem. Muszę o wszystkim powiedzieć mamie, będzie ciężko ale dam radę, potem pojadę do szpitala. Ale po co ? Co ja jej powiem ? Że jest mi przykro ? Chyba mnie do reszty pojebało. - takie oraz wiele innych myśli krążyły w głowie chłopaka. Dopiero po godzinie upadło mu się odpłynąć do krainy snów...
Promienie słoneczne muskały jego twarz. Jego czekoladowe oczy w powolnym tępie zaczęły się otwierać. Pierwszą czynnością było rutynowe sprawdzenie godziny. Dwunasta dwa.
- Ja pierdole ! Miałem pogadać o tym wszystkim z mamą, ale jej teraz nie będzie bo jest w pracy ! Zajebiście Bieber ! Chuj w to jadę do szpitala, nawet sam nie wiem po co ! - chłopak zaczął mówić sam do siebie. Zaczęło zdawać mu się to dziwne. Żeby dużej o tym nie myśleć po prostu wstał, podszedł do garderoby, wyjął ubrania na dzisiejszy dzień i poszedł do łazienki. Po trzydziestu minutach wyszedł gotowy do wyjścia. Śniadania nie jadł, jak zwykle. Nigdy tego nie robił. Po prostu wziął kluczyki od swojego samochodu i pojechał w wyznaczony cel. Po drodze wstąpił do kwiaciarni po bukiet kwiatów, dla dziewczyny. Po pięciu minutach był na miejscu. Dopiero teraz zaczął zdawać sobie sprawę z wszystkiego. Zaczął na swój sposób bać się spotkania z dziewczyną. Wchodząc do budynku uderzył go nieprzyjemny zapach którego nienawidził. Podszedł do recepcji i zapytał.
- Przepraszam w jakiej sali leży Charlotte Johnson ?
- Kim pan jest ?
- Kolegą
- Sala 154
- Dziękuję
Wolnym krokiem zaczął podążać w kierunku sali. Gdy był już pod drzwiami, spanikował. Już nie był takim twardzielem jak w szkole. Teraz po raz pierwszy w swoim życiu tak na prawdę bał się. Raz kozie śmierć. Zapukał, chwilę później usłyszał cichutkie 'proszę ' które z pewnością należało do dziewczyny. Lekko uchylił drzwi. Jego strach był co raz silniejszy. Wyraz twarzy dziewczyny automatycznie się zmienił. Przed chwilą na jej twarzy malował się minimalny uśmiech, a teraz ? Teraz jest jedynie strach, przerażenie.
- Ona się Ciebie boli gnoju ! Kurwa a czego się spodziewałeś ? - zaczął mówić sam do siebie.
Obok szpitalnego łóżka siedziała dziewczyna. Ta sama która wczoraj poinformowała wczoraj chłopaka o całym zdarzeniu.
- Dzień dobry ...
___________________
I jest rozdział ! Mi się średnio podoba, ale to Wy oceniacie. Niech każdy kto to czyta skomentuje. Bardzo proszę. ; *

  Holly White [ 17l. ] Miła, pogodna, zawsze uśmiechnięta nastolatka. Przeprowadziła się do miasteczka dwa miesiące temu. Chodzi do klasy wraz z Charlotte lecz nigdy z nią nie rozmawiała. Jest raczej lubiana w klasie. Lecz nikt nie zna jej przeszłości.
Twitter :  https://twitter.com/smiilex33
Ask :http://ask.fm/smiilexd
Facebook : https://www.facebook.com/?q=#/natalia.bartoszek.5?ref=tn_tnmn

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Rozdział II ♥

*** Oczami Charlotte ***
Nadszedł jeden z dni których dziewczyna nienawidziła najbardziej na świecie. Był to jeden z dni w których musiała być obecną w szkole. To osiem godzin było dla niej męczarnią, najgorszym koszmarem, naśmiewaniem się z jej problemów, jej matki i nie tylko.
Jak w prawie każdy dzień tygodnia telefon dziewczyny zaczął wydawać tę samą melodie. Oznaczało to że czas już wstać to szkoły. Dziewczyna leniwie przetarła oczy, następnie wyłączyła uciążliwy budzik. Postawiła leciutko swoje malutkie stópki na drewnianej podłodze. Poprawiła pościel na łóżku, podniosła rolety wpuszczając światło do pomieszczenia. Wybrała odpowiednie ciuchy na dzisiejszy dzień. Powoli poszła to łazienki wykonać poranną toaletę. Po dwudziestu minutach, czysta, odświeżona Charlotte poszła w kierunku kuchni w celu zjedzenia śniadania. To co tam zastała było już rutyną. Butelki szklane, plastikowe, niedopałki papierosów, puszki raz brak matki której w tym okresie najbardziej potrzebowała. Każda normalna nastolatka w tym wielu tego potrzebowała. Matczynej miłości, zrozumienia, wsparcia. Lecz tego nie było w tym przypadku. Tu był ciągły krzyk, w pewnym stopniu nienawiść, zero wsparcia, zainteresowania.
Myśląc o tym wszystkim brązowookiej poleciała łezka, którą szybko otarła.
Przysunęła drewniane krzesło pod kuchenne szafki tylko po to aby z najwyższej półki sięgnąć płatki które mała zamiar spożyć na śniadanie. Po wykonanej czynności odłożyła mebel na swoje miejsce. Widząc bałagan jaki panował na blacie, wzięła kilka butelek po wódce, puszek piwa i wyrzuciła je do do śmieci nie robiąc przy tym żadnego hałasu. Następne dziesięć minut dziewczyna poświęciła na przygotowanie i zjedzenie śniadania. Po wykonanej czynności odłożyła naczynie do zlewu, pobiegła cichutko do swojego pokoju gdzie zostawiła plecak z książkami potrzebnymi jej na dzisiejszy dzień. Wzięła go i zaczęła kierować się do wyjścia. Tuż przy samych drzwiach założyła buty, i wyszła. Przez całą drogę szła spokojnie, nie spiesząc się, w uszach mając swoje ulubione czarne słuchawki przez które wydobywał się dźwięk jej ulubionej piosenki, opowiadającej tragiczną miłosną historię. Po niecałych piętnastu minutach oczom Charlotte ukazały się mury placówki której tak bardzo nienawidziła. Teraz to zacznie się prawdziwe piekło. To co się działo w jej domu było prawie niczym w porównaniu co odbywało się tutaj. Już na samym progu słyszała wyzwiska co do swojej osoby. Było to normą, dzień nie obyłby się bez obrażania nastolatki słowami 'mała kurwa, szmata, grubas, dziwka po matce ' i wiele gorszych. Zawsze to z ogromnym bólem znosiła, tylko nie rozumiała dlaczego. Przecież ona nikomu nie nie zrobiła, zawsze starała się żyć z każdym w pokojowych stosunkach, pomagać innym. Nigdy nikt jej nie zaakceptował.
Już gdy przekroczyła próg placówki wyczuwała problemy. Oczywiście miała rację. Idąc prosto ze spuszczoną głową, nagle poczuła mocny wstrząs. Z dużą siłą upadła na ziemię. W pierwszej chwili była zszokowana. Co mogło spowodować taki nagły wypadek. Chwilę później po upadku, lekko o tłumiona dziewczyna usłyszała za swoimi plecami dobrze znany głos szkolnej gwiazdy, 'króla' każdego wychowanka liceum Justina Biebera.
- Uważaj jak chodzisz gruba pokrako - powiedział z chytrym uśmieszkiem na twarzy.
Nagle wszyscy zebrani na głównym szkolnym korytarzu zaczęli się śmiać z z tego co powiedział ich 'przełożony'. Wystraszona dziewczyna nie była wstanie nic powiedzieć, nawet nie miała wystarczająco dużo siły aby się podnieść. Każda jej próba okazywała się nieudaną przez co uczniowie mieli jeszcze więcej śmiechu. Nikt nie przyszedł jej na pomoc, z resztą jak zwykle. Zawsze w takich i innych sytuacjach była sama, nie mogła na nikim polegać, nikomu nie ufała.
- No dalej, Ciebie też tatuś Garego w nocy tak pieprzył jak Twoja mamusię że teraz nie masz siły się podnieść - słowa bruneta wywołały kolejną falę śmiechu w placówce. On zawsze wiedział jak dobrać słowa aby zabolały najmocniej . Bardziej niż uderzenie w twarz. Teraz dziewczyna wolała aby tak się stało, niż ma wysłuchiwać takich rzeczy o sobie i swojej matce. Tak bardzo chciała mu się sprzeciwić, powiedzieć że od jej matki ma się odczepić, może obrażać ją ile chce, nawet może ją katować, tylko nie obrażać matkę. Tak, chciała tego. Pomimo tych wszystkich krzywd jakie rodzicielka jej wyrządziła, Charlotte nadal miała do niej szacunek, nigdy nie wybaczyłaby sobie gdyby coś jej się stało. Po chwili ciszy na korytarzu, dziewczyna poczuła kolejny wstrząs, lecz tym razem nie aż tam mocny. Po chwili kolejny upadek...
- Jak widać, szmata już stać nie może, za bardzo wyruchana. - to z tego wszystkiego zabolało najbardziej. Miała ochotę wstać, wyjść i skończyć ze swoim beznadziejnym życiem. Lecz najzwyczajniej w świecie nie potrafiła. Gdy zadzwonił dzwonek każdy poszedł na lekcje, nie zważając na to co teraz dzieje się z dziewczyną. Kiedy tak już odzyskała siły wiedziała że nie może iść na lekcje, bynajmniej nie dziś. Wstała, leciutko podniosła plecak który wydawał się jeszcze bardziej cięższy zanim weszła do budynku i wyszła. Nie wiedziała gdzie ma iść, wiedziała jedynie że nie do szkoły. Postanowiła że pójdzie do domu, ponieważ to jedyne najbezpieczniejsze miejsce dla niej w tym momencie. Trzydzieści minut później była już na miejscu. Najbardziej obawiała się tego że będzie w domu jej matka. Cała zapłakana przekroczyła próg mieszkania. Widok jaki tam zastała był nie do opisania. Łzy przestały lecieć, teraz to czuła kolejny szok. Jeszcze większy niż czuła około czterdzieści minut temu. Jak tak można ? W normalny dzień ? Jeszcze, to prawie rano ? Pewnie zastanawiacie się o co chodzi. Matka Charlotte, w salonie, z kolejnym nowym mężczyzną, odbywała stosunek płciowy. Wystraszona kobieta, szybko zeszła z ciała owego mężczyzny, i zaczęła się ubierać jak i jej partner. Widok zalanej łzami córki ani trochę nie powstrzymał kobiety przed kolejną awanturą.
- Co ty tu robisz ?! Czemu nie jesteś w szkole ?! Która jest godzina ?! Jeszcze mi przychodzisz do domu, wielce zapłakana, udajesz pewnie że Cię coś boli bo nie chcesz być w szkole. ?! Nie chce Cię tu widzieć ! Wypierdalaj do szkoły, teraz ! - Matka co raz bardziej krzyczała, nie mogła się uspokoić. A nastolatka ... Ona nie mogła w to wszystko uwierzyć. Jak WŁASNA matka mogła ją tak potraktować. Szybko wycofała się z domu i szybko zaczęła biec. Nawet nie wiedziała gdzie biegnie. Cała zapłakana, już nie miała na nic siły. Skręciła w jedną z nieznanych jej ulic. Jedyne co tam zobaczyła to opuszczony magazyn. Szybko postanowiła że tam się ukryje. Przecież nikt mnie tu nie znajdzie.  - pomyślała. Poszła do środka cała spakowana... Obraz jaki tam zastała był dla niej normalnością. Była to tylko powtórka tego co miała w domu. Roztrzęsiona i zapłakana otarła się o ścianę. Wiedziała że dłużej nie wytrzyjcie. Musi to zrobić. Przecież nikt jej tu nie chce, nikomu nie jest potrzebna. Wyjęła z kieszeni najpierw zdjęcie. Ich wspólne zdjęcie. Ona, mama, tata. Wszyscy byli tu tacy szczęśliwi, niczym się nie przejmowali. Następne co wyjęła to była żyletka .. Widziała ją tylko przez łzy. Podciągnęła rękaw bluzy, i przejechała po raz pierwszy. Jedyne co poczuła to minimalną satysfakcje, ból. Chciała więcej, więc powtórzyła czynność kilka krotnie. Krew w coraz większych ilościach zaczęła się wydzielać z organizmu dziewczyny.  Obraz zaczął jej się rozmazywać, już nic nie pamiętała. Teraz czuła że nie ma już problemów, teraz będzie jak w raju. Jej cel został osiągnięty...
___________________________
Tak wiem dramatyczny rozdział, ale jeszcze trochę i będzie lepiej. Obiecuję ;)
Mi się tak średnio podoba, ale ocenę zostawiam Wam.Każdy kto to czyta niech skomentuje, chociaż to, proszę.
Nie będzie już tej zasady ileś komentarzy = rozdział, ponieważ tak to nigdy nie byłoby drugiego. Więc trzeci postaram się napisać jakoś w weekend.
Rozdział dedykuję Kasi. < 3 Kocham Cię maleńka i dziękuję za wszystko, jesteś cudowna. ; 3
Oczywiście Was teeż bardzo kochaam <3 ;*
Twitter :  https://twitter.com/smiilex33
Ask :http://ask.fm/smiilexd
Facebook : https://www.facebook.com/?q=#/natalia.bartoszek.5?ref=tn_tnmn