poniedziałek, 17 czerwca 2013

Rozdział V ♥


*** Oczami Justina ***
Stał przy drzwiach i nie wiedział jakim zdaniem rozpocząć ważną za równo jak dla niego i dla niej rozmowę. Patrząc się w jeden punk na ścianie nie potrafił wydobyć z siebie ani jednego słowa. Tak bardzo nie chciał zranić dziewczyny. Wiedział że to wszystko jest dla niej za świeże, więc musi uważać ze słowami. Każde słowo musi być przemyślane dwa razy. Stojąc tak w jednym miejscu, miał totalną pustkę w głowie. Jednak mógł przed tą wizytą porozmawiać ze swoją rodzicielką, lub chociaż przyjacielem. Najchętniej by teraz uciekł, ale zaszło to już za daleko. Dobra Bieber, dasz radę. Mówił sam do siebie w myślach. Czuł że to ten odpowiedni moment gdzie musi szczerze za wszystko przeprosić.
- Jak już mówiłem, przyszedłem Cię przeprosić - po wypowiedzeniu tego zdania w stronę poszkodowanej zaczął sam śmiać się z siebie. Był to pierwszy raz gdzie się tak bardzo denerwował.
- Wiem, i czekam na to co masz mi do powiedzenia - odpowiedziała spokojnym głosem dziewczyna
- Mogę usiąść ? - zapytał niepewnie
- Jasne - odpowiedziała speszona
Wolnym krokiem podszedł do małego, białego, plastikowego krzesła stojącego zaraz obok szpitalnego łóżka 
Teraz w jego głowie działa się na prawdę wielka walka o to co ma powiedzieć. Szybko postanowił że będzie mówił na tzw. spontana. 
- Jest mi tak głupio z tego wszystkiego że nawet nie wiem od czego zacząć. Fakt że tą całą krzywdę jaką Ci wyrządziłem robiłem specjalnie, ponieważ taki już jestem. Wiem że to bardzo śmiesznie, oklepanie brzmi, ale tak jest. Nie radzę sobie z problemami dlatego wyżywam się na uczniach w szkole, a nawet rodzinie. Nie wiedziałem że moim zachowaniem doprowadzę Cię do takiego stanu że chciałabyś się zabić. Na prawdę nie chciałem tego. Teraz żałuje tego jak nic innego gdybym tylko mógł tylko cofnąć czas ni zrobiłbym Ci żadnej krzywdy. Dlatego z tego miejsca najbardziej, najmocniej Cię przepraszam. Przepraszam za to że sprawiałem Ci ból nie tylko słowami jak i czynami, za to że obrażałem Twoją rodzinę. - po skończonej wypowiedzi schował twarz w dłonie. Na prawdę tego żałować. Dopiero teraz przed Charlotte pokazał swoją prawdziwą twarz.

 *** Oczami Charlotte ***
Reakcja dziewczyny była jednoznaczna. Zaczęła płakać. Nie wiedziała co powiedzieć, zatkało ją. Nie wiedziała że Chłopak jest tak wrażliwy. Przecież teraz siedząc na tym strasznie niewygodnym krześle prawie płacze. Charlotte wie że on żałuje. Głowie ma mętlik. Nie wie co powiedzieć, czy wybaczyć czy go wyrzucić z sali. Po chwili zastanowienia już wiedziała co chce powiedzieć chłopakowi. Oby tylko nie żałowała swojej decyzji.
- Wybaczam Ci - powiedziała łamiącym się głosem od płaczu
Jego głowa automatycznie się podniosła. Oczy miał rozszerzone, czerwone. Powodem takiego koloru oczu był płacz. Kiedy dziewczyna to zauważyła, chciała zapomnieć o tym wszystkim co się działo, i po prostu przytulić chłopaka, lecz wiedziała że nie może.
- Co się stało że płaczesz ? - zapytała z troską
- Nic, na prawdę, nie chce się dręczyć swoimi problemami. Dziękuję Ci za to że mi wybaczyłaś. Obiecuję że już więcej Cię nie skrzywdzę. - mówił całkiem poważnie. Z każdym słowem był co raz bliższy płaczu.
- Najlepiej będzie jeśli już pójdę i nie będę ci przeszkadzał - wstał z krzesła, kierował się w stronę drzwi lecz przed nimi się zatrzymał i powiedział
- Wiem że to co powiem będzie dziwne ale, jeśli będziesz potrzebowała pomocy to wiesz gdzie jestem, pa - powiedział, i nawet nie czekając na odpowiedź dziewczyny wyszedł, i po cichu zamknął drzwi.
Słowa chłopaka dały dziewczynie dużo do myślenia. Nie wiedziała czy on mówi poważnie, czy tylko znowu udaje. Lecz bardziej jej myśli dążył do tego że chłopak mówił prawdę, i na prawdę może na nim polegać.
*** Tydzień później ***
Ten tydzień minął Charlotte spokojnie. Cały ten czas przebywała w szpitalu pod opieką lekarzy i psychologów. Bardzo dużo rozmawiała o tym co się stało. Odwiedziła ją tylko Holly. Przez ten czas stały się prawdziwymi przyjaciółkami. Darzyły się dużym zaufaniem. Matka ani razu nie odwiedziła córki. Bardzo ją to bolało. Po raz kolejny kiedy Char potrzebowała matki jej nie było. Justin także więcej nie odpowiedział dziewczyny. Przecież nie miał po co przychodzić. raz przyszedł, przeprosił i koniec.
Charlotte siedząc na szpitalnym łóżku, w ręku trzymała gazetę którą przyniosła jej Holly. Właśnie czytała o nowych nowościach w świecie gwiazd kiedy do jej tymczasowego pokoju ktoś zapukał.
- Proszę - powiedziała lekko podniesionym głosem podnosząc wzrok z czasopisma lecz, nie odłożyła go.
Zza drzwi wyłoniła się sylwetka kobiety. Charlotte zdziwiła się, i zaczęła zastanawiać się kim jest owa kobieta. Przecież nigdy jej nie widziała.
- Witaj Charlotte, nazywam się Chelsea Yorks i jetem pracownicą opieki społecznej - przedstawiła się kobieta 
- Dzień dobry - grzecznie się przywitała przerażona dziewczyna.
Zaczęła się zastanawiać, co może chcieć od niej pracownica opieki społecznej.
Tego co zaraz usłyszy, za żadne skarby świata się nie spodziewała.
- Mam Ci do przekazania pewną wiadomość. - zaczęło się
- Pewna osoba zgłosiła nam ze Twoja mama źle się Tobą zajmuje, i nie poświęca Ci czasu, to prawda ? - zapytała z troską kobieta
Wystraszona do granic możliwości dziewczyna nie wiedziała czy ma powiedzieć prawdę, czy udawać że wszystko jest dobrze. Nie wiedziała o co dokładnie chodzi jej towarzyszce więc powiedziała całą prawdę jak jest u niej w domu.
- Tak przypuszczałam. Więc Twoja mama zostanie pozbawiona praw rodzicielskich a Ciebie skierujemy do domu dziecka. - po tych słowach, Charlotte pożałowała każdego słowa powiedzianego kobiecie.
Przerażona tym wszystkim zaczęła płakać. Nie wiedziała jak teraz będzie wyglądać jej życie. Bała się, tego wszystkiego. Jeszcze dwadzieścia minut rozmawiała z kobietą, o tym co teraz będzie się działo. Kiedy już wyszła, piętnaście minut później miała następnego gościa. Był nim Justin. Kiedy zobaczył w jakim stanie jest dziewczyna, jedyne co zrobił to podszedł do jej łóżka, przytulił ją i zapewniał że teraz wszystko się ułoży.
_______________
Trolololo. Jest nowy rozdział przed środą. Dziś cały dzień byłam w domu więc postanowiłam że coś napiszę.
Jak myślicie po co Justin przyszedł do Charlotte. ? Dlaczego tak zareagował na jej stan ?
Jeśli czytasz skomentuj chociaż jednym słowem, dla mnie to ważne.
Kocham Was, dobranoc ;3

1 komentarz: